Libia: nowo odkryte pola naftowe zaczynają komercyjne życie. Na odsiecz rynkom paliwa?

Libia: nowo odkryte pola naftowe zaczynają komercyjne życie. Na odsiecz rynkom paliwa?

Libijski Narodowy Koncern Naftowy (NOC) wraz z austriackim OMV ogłosiły, że eksploatacja pól naftowych Essar osiągnęła komercyjną dojrzałość – co w warunkach obecnego, znów nabrzmiewającego kryzysu na rynkach paliwa zasługuje na tym większą uwagę. Essar, zlokalizowane w obrębie przebadanego już wcześniej działu koncesyjnego, zawiera rezerwy szacowane na 195 milionów baryłek z dolnych i górnych warstw zbiorników Sabil, przy projektowanej wydajności wydobycia rzędu 5 tysięcy baryłek dziennie. Relatywnie niewiele, ale to zaledwie pierwsze wolumeny, które popłyną z tych złóż – i z czasem mogą znacznie urosnąć.

Prace rozwojowe, prowadzone przez Zueitina Oil Operations Company, mają ruszyć niezwłocznie. Bardzo pomoże w tym fakt fizycznej bliskości istniejącej infrastruktury powierzchniowej, co pozwala na przyspieszone uruchomienie wydobycia bez konieczności budowy kosztownych terminali i rurociągów. To kolejny krok w strategii NOC, mającej na celu przywrócenie Libii na mapę kluczowych dostawców ropy, po latach chaosu i wojny domowej. W zeszłym roku Libia uruchomiła pierwszą od 18 lat rundę przetargów na eksplorację i wydobycie węglowodorów, podpisano wówcas umowy z szeregiem gigantów takich jak Repsol, Eni, Turkish Petroleum, MOL czy QatarEnergy.

Obecna produkcja naftowa tego kraju sięga 1,4 miliona baryłek dziennie, z zakładanymi celami na poziomie 1,6 miliona do końca roku i 2 milionów w dalszej perspektywie. Bez wątpienia jest to plan ambitny – szczególnie mając na względzie fakt, że przez wspomniane 18 lat libijska infrastruktura wydobywcza systematycznie ponosiła konsekwencje niekończących się starć wewnętrznych i trwającej z niewielkimi przerwami cały czas wojny domowej. Nie brakuje natomiast atrakcyjnych, niekiedy świeżo odkrytych złóż surowca, czekających na zagospodarowanie.

Kryzys i nadzieje na rynkach paliwa

Tymczasem na globalnych rynkach paliwa sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Eskalacja konfliktu w Zatoce Perskiej – wznowione naloty bombowe USA na cele irańskie, irańskie ataki dronowe na cele w krajach arabskich, blokada cieśniny Ormuz i uderzenia na tankowce – doprowadziły do gwałtownego wzrostu cen ropy. Baryłka ropy Brent oscyluje wokół 85 dolarów, zaś ta gatunku WTI zbliża się do 80 dolarów za baryłkę, notując największy tygodniowy wzrost od kwietnia tego roku.

Zablokowanie przez Iran kluczowego szlaku transportowego wiodącego przez Ormuz – a potencjalnie także tego przez Morze Czerwone, przez sprzymierzony z Teheranem ruch Ansar Allah z Jemenu, czyli sławnych Hutich – dodatkowo pogarsza sytuację, zmniejszając dostępność surowca z Bliskiego Wschodu. Do tego dochodzi udana ukraińska kampania dronowa przeciwko rosyjskim rafineriom, których których moc przerobowa spadła do poziomu z 2005 roku, co z kolei zmusiło Kreml do zakazu eksportu paliw. W USA czy UE skutki rosyjskich problemów nie wzbudzą wielkiego zmartwienia, ale niektóre kraje Azji mogą być bardzo dobrze odczuwalne finansowo.

W rezultacie rezerwy ropy i paliwa w krajach OECD są najniższe od 1990 roku, zaś strategiczne zapasy USA – mimo faktu, że Stany Zjednoczone wyrosły na światowego lidera w dziedzinie eksportu naftowego – od początku roku kurczą się średnio o 3,8 miliona baryłek dziennie. W tych warunkach kraje takie jak Norwegia, właśnie zwiększająca skalę swego wydobycia podmorskiego, Wenezuela, która pół roku temu z przytupem wróciła na światowe rynki, czy właśnie Libia, z jej ambitnymi planami i nowo wprowadzonymi do eksploatacji polami naftowymi – mogą okazać się odsieczą dla rynków paliw i petrochemii.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!