Koniec raju programistów? Szokujące wieści z globalnego rynku pracy
Jakiś czas temu, wcale nie tak bardzo dawno, studia informatyczne były uznawane za najbezpieczniejszą inwestycję w przyszłość. Dziś jednak coraz więcej absolwentów boleśnie zderza się z rzeczywistością. Rynek pracy dla młodych programistów kurczy się w zastraszającym tempie. To, co miało gwarantować stabilność i wysokie zarobki, coraz częściej prowadzi do bezrobocia, frustracji i – w najgorszym wypadku – nawet potężnych długów.
AI, outsourcing i masowe zwolnienia. Branża IT jest nie do poznania
Były menedżer IBM i doradca uniwersytecki Rashik Parmar opowiada o tym wprost. Pod koniec ubiegłego roku odbierał dziesiątki telefonów od zaniepokojonych absolwentów informatyki i ich rodziców. Wszyscy pytali o to samo: dlaczego nie mogą znaleźć pierwszej pracy, mimo „pewnego” przecież kierunku?
Zmiana jest gwałtowna. W 2025 roku branżę technologiczną przetoczyła fala zwolnień. Na całym świecie pracę w branży straciło niemal ćwierć miliona osób. Jednocześnie młode startupy rosną dziś na mniej licznych zespołach. Często wspieranych automatyzacją i sztuczną inteligencją. Firmy coraz chętniej przenoszą podstawowe prace programistyczne za granicę lub zastępują je narzędziami AI. Efekt? Znikają role juniorskie, czyli te, które kiedyś były naturalnym wejściem do branży.
Dane brytyjskiej agencji HESA pokazują skalę problemu. Niemal co dziesiąty absolwent informatyki pozostaje bez pracy. Trudno w to uwierzyć, ale to najwyższy wskaźnik bezrobocia spośród wszystkich kierunków studiów. Dla porównania, absolwenci kierunków humanistycznych, przez lata uznawanych za bezużyteczne, radzą sobie dziś wyraźnie lepiej.
Setki aplikacji, zero odpowiedzi
Najmocniej cierpią ci, którzy dopiero próbują wejść do zawodu. Liczba ofert juniorskich spadła od 2023 roku o około 40%, a na jedną pozycję przypada dziś fala kandydatów. Często z doświadczeniem, bo wcześniej zostali zwolnieni z dużych firm.
Jeden z absolwentów opowiada, że wysłał blisko 100 CV, z czego tylko dwie zakończyły się rozmową. Inny, 42-letni Adam Mackay, który wrócił na studia, by poprawić swoje perspektywy, dziś kończy magisterkę z 90 tys. funtów długu i od miesięcy nie dostaje żadnej odpowiedzi na wysyłane CV.
– Mówią, że AI ma wspierać ludzi. Problem w tym, że jeśli zajmuje wszystkie stanowiska na start, to gdzie mają się uczyć absolwenci? – pyta retorycznie.
Zawód przyszłości… ale nie dla wszystkich
Sytuację dodatkowo pogarsza sposób rekrutacji. Kandydaci przechodzą dziś przez automatyczne filtry. Networking i polecenia zaczynają mieć większe znaczenie niż dyplom z wyróżnieniem.
To nie chwilowy dołek, lecz zmiana rynku, do której trzeba się przyzwyczaić i ją zaakceptować. Informatyka wciąż będzie potrzebna, ale nie jako masowa ścieżka „bez ryzyka”. Przetrwają najlepsi, najbardziej elastyczni. I naturalnie ci, którzy potrafią odnaleźć się obok AI, a nie stawiający się w opozycji. Dla reszty droga do stabilnej kariery może być znacznie dłuższa i bardziej wyboista, niż obiecywano jeszcze dekadę temu.
