Huti planują wznowić ataki na kontenerowce na Morzu Czerwonym. Jak zareagują rynki?
Po wielu miesiącach względnego spokoju na jednym z najważniejszych morskich szlaków handlowych świata powróciło widmo chaosu. Jemeńscy rebelianci Huti, w odpowiedzi na atak USA i Izraela na Iran, zasygnalizowali w rozmowie z dziennikarzami Associated Press wznowienie ataków rakietowych i dronowych na żeglugę w rejonie Morza Czerwonego i Zatoki Adeńskiej „choćby i dziś”. Dla globalnego handlu i rynków finansowych to nie wyłącznie „lokalna awantura” – to wąskie gardło, przez które transportowane są towary z Azji do Europy, a także część transportów energii i surowców.
Huti planują wznowić ataki na statki handlowe na Morzu Czerwonym
Część armatorów dopiero co zaczęła ostrożnie testować powroty na trasę przez Kanał Sueski po długim okresie omijania regionu i żeglugi wokół Przylądka Dobrej Nadziei. Duński gigant Maersk ogłosił, że tymczasowo przekierowuje część rejsów dookoła Afryki, wskazując na „nieprzewidziane ograniczenia” w rejonie Morza Czerwonego, które utrudniają bezpieczną i terminową przeprawę. W praktyce oznacza to jedno: ryzyko wraca.
Co to oznacza dla rynków finansowych? Najszybsza reakcja zwykle dotyczy ropy i paliw. Morze Czerwone samo w sobie nie jest kluczową arterią dla całego światowego eksportu ropy w takim stopniu jak Cieśnina Ormuz, ale ponowna eskalacja w regionie natychmiast podbija „premię za ryzyko” w cenach surowca.

Inflacja i złoto ruszą na północ?
Drugi kanał to koszty transportu i inflacja. Jeśli statki znów masowo zaczną omijać Kanał Sueski, rejsy z Azji do Europy wydłużają się o dni, a czasem tygodnie. To oznacza wyższe zużycie paliwa, mniejszą „dostępność floty” (bo te same kontenerowce są dłużej w drodze), większe ryzyko opóźnień w portach i – w efekcie – podwyżki stawek frachtowych. W poprzednich falach zaburzeń firmom logistycznym często towarzyszyły też skoki cen ubezpieczeń oraz dopłaty „war risk” (ryzyko wojenne). Taki wzrost kosztów w łańcuchu dostaw nie zawsze jest natychmiast widoczny na półce sklepowej, ale z opóźnieniem potrafi podbijać ceny importowanych dóbr: elektroniki, części przemysłowych, odzieży czy komponentów dla produkcji w Europie.
Trzeci kanał to typowa rynkowa psychologia: „risk-off”, czyli ucieczka od ryzyka. Gdy rośnie ryzyko militarne i pojawiają się zakłócenia w handlu, inwestorzy często przesuwają pieniądze w stronę aktywów uznawanych za bezpieczniejsze, takich jak złoto, a część rynków wschodzących – w tym waluty regionu Europy Środkowej – bywa pod presją. Dla giełd oznacza to zwykle większą zmienność: spółki transportowe i handlowe wrażliwe na koszty frachtu mogą reagować nerwowo, podobnie jak branże zależne od terminowych dostaw komponentów. Jednocześnie w krótkim terminie korzystać potrafią sektor energii i część spółek obronnych, bo rynek dyskontuje wyższe wydatki na bezpieczeństwo oraz utrzymywanie większych zapasów.
