Globalny kapitał woli akcje z Europy od USA: „Robią co innego, niż mówią”. Polskę i GPW czeka hossa?

Globalny kapitał woli akcje z Europy od USA: „Robią co innego, niż mówią”. Polskę i GPW czeka hossa?

Jak donosi Financial Times, obserwujemy właśnie zjawisko, które kilka kwartałów temu wydawało się mało prawdopodobne: globalni inwestorzy w rekordowym tempie kierują kapitał na europejskie rynki akcji. W lutym 2026 roku tygodniowe napływy netto do europejskich funduszy akcyjnych sięgały około 10 miliardów dolarów, co według danych firmy EPFR, monitorującej przepływy funduszy na świecie, jest najwyższym poziomem co najmniej od 2010 roku. Skala ruchu jest na tyle duża, że wręcz możemy już mówić o historycznym rekordzie i strukturalnej zmianie w myśleniu inwestorów.

Dlaczego inwestorzy uciekają z USA?

Punktem wyjścia tej zmiany jest zmęczenie rynkiem amerykańskim. Po latach silnych wzrostów, szczególnie napędzanych przez spółki technologiczne i narrację wokół sztucznej inteligencji, coraz więcej zarządzających obawia się przewartościowania. Wyceny w Stanach Zjednoczonych pozostają wysokie, a relacja ceny do zysków (price to earnings, P/E) dla indeksu S&P 500 oscyluje wokół 27,7. Dla porównania szeroki europejski indeks Stoxx 600 wyceniany jest na poziomie około 18,3, co w oczach inwestorów oznacza znacznie większy margines bezpieczeństwa. To właśnie ta różnica sprawia, że Europa zaczyna być postrzegana jako rynek „tańszy”, a jednocześnie oferujący potencjał odbicia.

Dodatkowym czynnikiem, który poprawia postrzeganie Europy, jest wyraźne ożywienie gospodarcze w Niemczech. Można tu wymienić m.in. zwiększone wydatki na obronność, które w ostatnich miesiącach stały się jednym z głównych impulsów fiskalnych w regionie. Zamówienia dla przemysłu zbrojeniowego, inwestycje w infrastrukturę oraz powiązane sektory przemysłowe zaczynają realnie wpływać na dynamikę wzrostu największej gospodarki Europy. W efekcie poprawia się sentyment wobec całego kontynentu, ponieważ Niemcy pełnią rolę gospodarczego silnika strefy euro.

Na europejski rynek coraz śmielej wchodzą inwestorzy z Azji oraz ze Stanów Zjednoczonych, traktując go jako element dywersyfikacji portfela. Przez wiele lat napływy te wahały się wokół zera, a okresy optymizmu były przeplatane głębokimi odpływami, szczególnie w czasie pandemii w 2020 roku. Dopiero ostatnie miesiące przyniosły serię bardzo silnych dodatnich odczytów, z kulminacją w lutym 2026 roku, gdy tygodniowe zakupy netto niemal sięgnęły 10 miliardów dolarów. Co istotne, dane obejmują zarówno rynki rozwinięte, jak i wschodzące w Europie, co pokazuje szerokość tego trendu.

Europa kontra reszta świata

Na tle Europy rynki azjatyckie prezentują się bardziej nierówno. Z jednej strony część inwestorów nadal widzi potencjał w Indiach i wybranych gospodarkach Azji Południowo-Wschodniej, z drugiej jednak region ten wciąż zmaga się z niepewnością wokół Chin. Problemy sektora nieruchomości, słabsza konsumpcja wewnętrzna i napięcia geopolityczne sprawiają, że kapitał zagraniczny podchodzi do Azji ostrożniej niż do Europy. W praktyce oznacza to, że dla wielu globalnych funduszy to właśnie Europa, a nie Azja, stała się główną alternatywą wobec rynku amerykańskiego.

Mimo rosnącego entuzjazmu analitycy studzą nastroje. W komentarzach cytowanych przez „Financial Times „FT” pojawiają się ostrzeżenia, że obecne poziomy cen akcji w Europie mogą zbliżać się do lokalnego szczytu. Część prognoz zakłada, że indeks Stoxx 600 w 2026 roku może raczej stabilizować się w okolicach lutowych poziomów niż kontynuować dynamiczne wzrosty. Innymi słowy, rekordowe napływy kapitału nie muszą automatycznie oznaczać kolejnej fali hossy, a raczej potwierdzają zmianę globalnych preferencji inwestorów i poszukiwanie równowagi po latach dominacji USA.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!