Fala aresztowań, setki Chińczyków ujętych za nielegalną działalność. Powodem – miedź
Kongo w pościgu za Chińczykami – jeśli nie wszystkimi, to przynajmniej tymi, którzy sami rzucili się w pościg za bogactwami naturalnymi tego kraju bez przejmowania się zagadnieniem własności danych złóż lub legalności wydobycia. W przeciągu tego tygodnia organa ścigania DR Konga zatrzymały kilkuset obywateli ChRL. Działania objęły zwłaszcza prowincje Haut-Katanga i Lualaba, gdzie nielegalne kopalnie korzystają z lokalizacji pośrodku kongijskiego pasa miedziowego i kobaltowego.
Według dostępnych danych, w ciągu ostatnich tygodni ujęto ponad 300 zainteresowanych – zaś wedle innych podań nawet 400 – jakkolwiek po interwencji chińskiej ambasady w Kinszasie (d. Leopoldville) niektórych zatrzymanych zwolniono. Aresztowania dotyczyły operatorów małych odkrywkowych wyrobisk oraz punktów przetwarzania rudy bez koncesji tamtejszego ministerstwa górnictwa. a także osób odpowiedzialnych za transport i wstępną separację koncentratów.
Głównym zarzutem im stawianym jest naturalnie kradzież surowców, w tym zwłaszcza pokątne wydobycie miedzi na terenach koncesji należących do innych firm. Samo to być może władz DR Konga nie ruszyłoby zbyt mocno, prócz naturalnie deklaratywnego potępienia, jednak w tym przypadku mają one własny, oczywisty interes. Nielegalne operacje ignorują bowiem system opłat licencyjnych i podatków eksportowych, co bezpośrednio wpływa na kiesę rządową. A o tę władze w Kinszasie bardzo dbają, zwłaszcza jeśli chodzi o przychody z eksportu surowców.
Podziemne bogactwo Konga
Tymczasem w Kongu, jeśli chodzi o surowce, jest co podkradać. Kraj ten to największy producent kobaltu na świecie — ponad 70 proc. globalnego wydobycia — i drugi producent miedzi, z wynikiem 3,1 mln ton w 2024 roku, wolumenem przekraczającym 2,5 mln ton w 2025 roku i szacunkami zakładającymi osiągnięcie poziomu 3,4 mln ton w 2026. To oczywiście wielkości legalne – aby uzupełnić ten obraz, należałoby do niego dodać kwoty urobku z nieformalnych źródeł, które naturalnie pozostają poza ewidencją i pozostają nieznane.
Nielegalne wydobycie pod bokiem wielkich koncesji to przy tym stały element ekonomicznego krajobrazu w DR Konga, gdzie kopacze często wchodzą na cudzy teren nie tylko z łopatami, ale nawet ciężkim sprzętem. Co ciekawe, aresztowani za wykradanie miedzi i kobaltu zostali Chińczycy, tymczasem podmioty poszkodowane przez nich to w dużej mierze także Chińczycy. Chińskie spółki wydobywcze, takie jak CMOC czy Zijin, kontrolują bowiem znaczną część wydobycia i przetwórstwa urobku kopalń w kasie katangijskim.
Ba, wiele z tych firm może znaleźć się jednocześnie w obydwu tych kategoriach. Chińskie koncerny od lat stanowią istotną część inwestorów w legalnych projektach miedziowych w regionie, zarazem częstokroć prowadząc równolegle działalność „poza ramami regulacyjnymi”, często współpracując przy tym ze skorumpowanymi urzędnikami, funkcjonariuszami formacji mundurowych lub też lokalnymi grupami partyzanckimi.