„Dyskryminacja”. UE, Kanada niezadowolone, irytacja wymierzona w Anthropic. Konsekwencje własnej polityki?
Unia Europejska i Kanada reagują na decyzję firmy Anthropic o zablokowaniu dostępu do swoich najnowszych modeli AI – i czynią to nie bez wyraźnej frustracji. Jak wiadomo, Anthropic uniemożliwił korzystanie ze swoich najnowszych modeli – Fable 5 i Mythos 5 – użytkownikom spoza Stanów Zjednoczonych. Wywołało to serię mniej lub bardziej zawoalowanych gróźb – wyraźniejszych ze strony Brukseli, delikatniejszych ze strony Ottawy, ale jednak.
Bruksela w swym oświadczeniu poinformowała, że analizuje „praktyczne konsekwencje” amerykańskiego rozporządzenia eksportowego, które zmusiło firmę do podjęcia tego kroku. I jednocześnie była uprzejma pouczyć firmę oraz Amerykanów, że „środki nie powinny mieć charakteru dyskryminacyjnego wobec partnerów” (co oczywiście wiązałoby się w UE z karami). Z kolei kanadyjski premier Mark Carney, podczas wizyty w Irlandii, stwierdził, że zakaz ten „unaocznia ryzyko związane z uzależnieniem od garstki potężnych narzędzi AI”, bardziej niż delikatnie sugerując, że Kanada potrzebuje wobec nich alternatywy.
Decyzja Anthropic nie wzięła się znikąd. 12 czerwca firma zablokowała dostęp do swoich flagowych modeli dla podmiotów zagranicznych, po tym jak amerykańskie władze — motywowane obawami o bezpieczeństwo narodowe – wydały dyrektywę eksportową nakazującą wstrzymanie ich udostępniania poza granice USA. Anthropic, działając na polecenie Białego Domu, argumentowało, że modele te, zdolne do identyfikowania i wykorzystywania luk w systemach operacyjnych oraz przeglądarkach internetowych, stanowią zbyt duże ryzyko, by trafić w niepowołane ręce.
UE – dyrektywą w rozwój i innowacyjność
Irytacja Brukseli i Ottawy nie bez przyczyny jest skierowana pod adresem amerykańskiej firmy – zarazem jest to tyleż mimowolne, co boleśnie wyraziste przyznanie się do własnej bezsilności w dziedzinie AI. W sektorze tym nie istnieją bowiem żadne europejskie czy kanadyjskie odpowiedniki firm Anthropic, OpenAI, xAI, Google czy Meta, które mogłyby stanowić alternatywę dla uzależnienia od amerykańskich dostawców (najbardziej bodaj znany europejski model AI, francuski Mistral, jest mimo wszystko produktem dość niszowym – co samo w sobie wyraźnie pokazuje miejsce, jaką UE zajmuje w dziedzinie AI).
Odpowiedniki takie nie istnieją nie dlatego, że na Starym Kontynencie brakuje wykształconych inżynierów czy pomysłowych wynalazców. Wprost przeciwnie, są – tyle że, gdy mają pomysł na biznes i chcą go rozwijać… najczęściej robią to w USA. A czynią tak, ponieważ UE, ze swoją manią agresywnego do granic absurdu regulowania każdej dziedziny życia, przekształciła europejski rynek w cyfrowe getto. By nie szukać daleko przykładów – sam AI Act nakłada na startupy koszty rzędu 17% wszystkich wydatków na sztuczną inteligencję, skutecznie zabijając w zarodku cały ten sektor w Europie.
Do tego dochodzą tysiące stron biurokratycznych wymogów, kretyńskich regulacji „ekologicznych”, nakazów, zaleceń, kontroli, zezwoleń, licencji etc. To wszystko, zanim napisze się pierwszą linię kodu – zaś potencjalne kary sięgają poziomów destrukcyjnych dla dowolnych firm z wyjątkiem dużych korporacji. W efekcie nie dziwi, że europejscy przedsiębiorcy, jeśli już cokolwiek działają na Starym Kontynencie, wolą ograniczać się do prawnie bezpiecznej działalności – zamiast próbować tworzyć odpowiedniki Fable 5. To samo, choć na mniejszą skalę, dotyczy także Kanady.
W rezultacie UE i Kanada mogą się jedynie bezsilnie złościć lub – w czym lubuje się Komisja Europejska – grozić grzywnami i administracyjnymi szykanami. Faktycznie jednak same pozbawiły się i pozbawiają wpływu na rynek AI, poświęcając innowacyjność w imię biurokratycznej kontroli nad gospodarką oraz pędu do regulowania.
