Donald Trump uderza w serce Wall Street: 'To koniec lichwy’. Będzie panika?

Donald Trump uderza w serce Wall Street: 'To koniec lichwy’. Będzie panika?

Donald Trump kolejny raz pokazał swoją siłę i determinację we wpływaniu na amerykański sektor finansowy. Ogłosił ograniczenia w pobieraniu opłat za udostępnianie kart kredytowych. Pytanie co stanie się z biznesem spółek, jeśli limit oprocentowania faktycznie spadnie z 20/30 procent do 10 procent? Na to dziś nikt nie jest w stanie precyzyjnie odpowiedzieć. Być może część kart zostanie wypowiedziana… A wymogi staną się dużo surowsze, uderzając w konsumpcję.

Zapowiedź Trumpa ubrana w jakże charakterystyczną dla niego retorykę, uderza w samo serce jednego z najbardziej dochodowych modeli finansowych w USA. Zbiega się z czasem też z nadchodzącymi wyborami midterm w 2026 roku. Trump chce kosztem firm ułatwić życie konsumentom. Pytanie, czy nie wyleje przy tym dziecka razem z kąpielą. Kolejny raz obwinił poprzednią administrację za 'przymykanie oka’ na rosnące odsetki i obciążanie nimi konsumentów.

Źródło: X, Truth Social

Brutalna lichwa?

Rynek kart kredytowych od lat opiera się na prostym, ale brutalnie skutecznym mechanizmie. Niewielka grupa klientów regularnie spłaca zadłużenie w całości, generując niskie ryzyko i stabilne opłaty. Reszta to konsumenci żyjący „od wyciągu do wyciągu”, dla których oprocentowanie rzędu 30 procent stało się normą, a nie wyjątkiem. Właściwie to oni finansują rosnące marże banków, spółek fintechowych i emitentów kart powiązanych z sieciami płatniczymi.

Wprowadzenie administracyjnego limitu na poziomie 10% wywróciłoby ten układ do góry nogami. Modele scoringowe, polityka przyznawania limitów i ceny ryzyka musiałyby zostać przepisane od nowa. Część klientów najpewniej straciłaby dostęp do kredytu obrotowego, który dziś pełni rolę prywatnej linii płynności. To może stworzyć efekt domina w całej gospodarce, ale Trumpa to dziś nie interesuje.

Banki, z kolei, zostałyby zmuszone do szukania zysków w opłatach, subskrypcjach i usługach dodatkowych, co już dziś widać w bardziej dojrzałych segmentach rynku. Wall Street doskonale rozumie, że nawet jeśli ta propozycja pozostanie politycznym sygnałem, sama dyskusja zmienia reguły gry. W poniedziałek otwarcie giełdy może być nerwowe. Najbardziej nerwowo reagować mogą akcje spółek, dla których karty kredytowe są fundamentem biznesu jak American Express czy Capital One, ale także banki: od JP Morgan przez Bank of America po Wells Fargo.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.