Dimon z JP Morgan z dramatycznym apelem: „Czuję powtórkę z 2008 roku”. O co chodzi?
W świecie finansów są momenty, gdy warto uważniej słuchać nie tych, którzy obiecują dalsze wzrosty, lecz tych, którzy zadają pytanie: co może pójść nie tak. Do tej drugiej grupy bez wątpienia należy Jamie Dimon, prezes JPMorgan Chase. Prezes największego banku w USA wyraźnie zaznaczył, że jego ’poczucie komfortu’ wobec obecnej sytuacji gospodarczej jest niski.
Podczas dorocznego spotkania z inwestorami Dimon nie owijał w bawełnę. Przyznał wprost, że poziom jego niepokoju jest wysoki, a przyczyną są przede wszystkim rekordowe ceny aktywów, ogromne wolumeny obrotu i narastające przekonanie rynku, że obecny układ sił jest trwały. Historia uczy, że właśnie taka wiara bywa najbardziej niebezpieczna.
Ceny aktywów i ryzyko rosną
Choć część ekonomistów wskazuje na korzystny wpływ polityki podatkowej i deregulacyjnej administracji Donalda Trumpa na wzrost gospodarczy w 2026 roku, Dimon patrzy na sytuację z innej perspektywy. Wysokie wyceny nie uspokajają go. Wręcz przeciwnie, uważa je za czynnik zwiększający ryzyko systemowe.
Jego argument jest prosty i dobrze znany tym, którzy pamiętają poprzednie cykle. Każdy cykl kredytowy prędzej czy później się kończy. Moment odwrócenia rzadko jest oczywisty, a jego katalizatorem często bywa sektor, którego rynek w ogóle nie brał pod uwagę.
Rynek blisko rekordów, ale napięcie rośnie
Mimo niedawnych wahań związanych z obawami o wpływ sztucznej inteligencji na modele biznesowe wielu firm, S&P 500 pozostaje blisko historycznych maksimów. Jednocześnie w ostatnich tygodniach widoczne były silne ruchy na akcjach spółek technologicznych, szczególnie tych powiązanych z oprogramowaniem, gdzie inwestorzy zaczęli kwestionować trwałość dotychczasowych źródeł przychodów w obliczu rozwoju modeli AI tworzonych m.in. przez Anthropic oraz OpenAI.
Dimon nie twierdzi, że sama sztuczna inteligencja wywoła kryzys kredytowy. Zwraca jednak uwagę, że może ona stać się czynnikiem ujawniającym słabości w finansowaniu firm … Takich, które do tej pory uchodziły za bezpieczne.
Prywatny kredyt jako potencjalny punkt zapalny
Szczególnym obszarem uwagi pozostaje rynek private credit. Ostatnie wydarzenia związane z Blue Owl Capital, który został zmuszony do sprzedaży części aktywów w odpowiedzi na żądania inwestorów, wywołały wyraźne poruszenie na rynku. Presja ta szybko rozlała się na notowania największych graczy z sektora alternatywnych aktywów, takich jak Apollo Global Management, KKR oraz Blackstone.
Zdaniem Dimona to klasyczny przykład sytuacji, w której problemy początkowo wyglądają na odosobnione, lecz w sprzyjających warunkach mogą szybko przybrać charakter bardziej powszechny. Jak zauważył Troy Rohrbaugh, współszef bankowości komercyjnej i inwestycyjnej JPMorgan, dziś skala tych problemów wydaje się ograniczona, ale historia pokazuje, że takie stany rzadko pozostają statyczne.
Echo lat 2005–2007 wraca na Wall Street
Zapytany o analogie historyczne, Dimon przyznał, że obecna atmosfera coraz bardziej przypomina mu lata poprzedzające globalny kryzys finansowy. Wtedy również dominowało przekonanie, że „tym razem jest inaczej”. Zyski rosły, dźwignia była coraz większa, a apetyt na ryzyko niemal nieograniczony.
Dimon zauważył też, że część instytucji finansowych zaczyna podejmować nierozsądne decyzje, próbując zwiększyć dochody odsetkowe poprzez bardziej ryzykowne działania kredytowe. Nie wskazał konkretnych nazw, ale sam fakt, że takie zachowania wracają, uznaje za sygnał ostrzegawczy.
Na tym tle JPMorgan Chase prezentuje strategię wyraźnie defensywną. Bank nie zamierza zwiększać ryzyka tylko po to, by poprawić krótkoterminowe wyniki. Dimon podkreślił, że instytucja przygotowuje się na potencjalne pogorszenie jakości kredytów, jednocześnie wierząc, że w długim horyzoncie pozostanie jednym z beneficjentów transformacji technologicznej, w tym rozwoju sztucznej inteligencji.
Jak sam ujął, w wielu obszarach JPMorgan wygra, w części przegra, ale bilans powinien pozostać korzystny. To podejście dalekie od euforii, bliższe zarządzaniu ryzykiem niż gonitwie za modą. Wypowiedzi Jamiego Dimona nie są zapowiedzią nadchodzącego krachu ani próbą straszenia rynku. To raczej subiektywny pogląd człowieka, który codziennie jest blisko rynków kapitałowych.
