Decyzja prezydenta w sprawie SAFE, rząd zignoruje weto? Gordyjski węzeł wokół kredytów na dekady
Jak wiadomo, we czwartek prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę wdrażającą unijny mechanizm SAFE. Ustawa trafiła na jego biurko około 27 lutego. Program, ustanowiony rozporządzeniem Rady UE z 27 maja 2025 r., zakłada niskooprocentowane pożyczki na 45 lat przeznaczone, w teorii, na zwiększenie obronności państw członkowskich. Źródłem wielkich kontrowersji są natomiast towarzyszące programowi koszty i konsekwencje natury politycznej – w szczególności fakt, że udział programie wiąże się z kolejnym zwiększeniem faktycznych uprawnień i roli Brukseli.
Niemal natychmiast rząd Donalda Tuska ogłosił, że posiada plan obejścia decyzji prezydenta. Na nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Ministrów 13 marca 2026 r. zapowiedziano kontynuację działań. Zdaniem koalicji, weto prezydenta nie zablokuje dostępu do środków SAFE – środki miałyby być bowiem „przekierowane” do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych za pomocą uchwały Rady Ministrów. Z tego funduszu miały by być wydatkowane na potrzeby Wojska Polskiego, jakkolwiek wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz wskazał, że zarazem utrudni to dofinansowanie Straży Granicznej, Policji i SOP.
Prawnicy wskazują jednak na poważne wątpliwości konstytucyjne. Jak podnoszą niektórzy Mechanizm SAFE narusza bowiem art. 216 ust. 5 Konstytucji RP, który zakazuje zaciągania pożyczek powodujących przekroczenie 60 proc. PKB długu publicznego – prognoza na koniec 2026 r. wynosi już 66,2 proc. bez uwzględnienia SAFE. Brak jest też podstaw prawnych dla rządu do realizacji zobowiązań finansowych bez stosownej ustawy parlamentarnej. Przekazanie kompetencji BGK oraz procedura uchwalenia w trybie zwykłej większości (art. 120) stoją w sprzeczności z art. 90, art. 2 i art. 4 Konstytucji.
Realizacja przez uchwałę Rady Ministrów nie spełnia też wymogów art. 80 ust. 2–3 ustawy o finansach publicznych. A to tylko część problemów z tym posunięciem związanych.
Niebezpieczne SAFE?
Założenia programu SAFE były w istocie proste – pożyczyć pieniądze na zbrojenia taniej, niż wiązałoby się to z kredytem na warunkach rynkowych. Polsce przyznano pulę 43,7 mld euro, co czyniłoby nasz kraj największym beneficjentem – lub też poszkodowanym, w zależności od punktu widzenia i aspektów, na które się spojrzy. Wedle obecnie dostępnych szacunków, koszty odsetek wynoszą około 180 mld zł, a łączne obciążenie budżetu – według analiz rynkowych – 340-365 mld zł. Spłata rozpoczyna się po 10-letniej karencji, z możliwością wcześniejszego zwrotu kapitału bez dodatkowych kosztów.
Niestety, to nie wszystkie koszty – są bowiem też te polityczne. Liczne grono krytyków twierdzi, że konstrukcja SAFE, ograniczając program wyłącznie do producentów z UE, w nieuczciwy sposób faworyzuje przemysł obronny największych państw Unii – a zwłaszcza Niemiec. Co jeszcze istotniejsze, SAFE obciążono także mechanizmem „warunkowości” – co biorąc pod uwagę oskarżenia wobec organów UE o cyniczne wykorzystywanie tego mechanizmu jako politycznej broni wobec eurosceptycznych rządów mogłoby sprawić, że Polska straci dostęp do pieniędzy, które i tak będzie musiała spłacać.
Przede wszystkim zaś – jak podkreślali, co ciekawe, sami zwolennicy całego mechanizmu – SAFE miałby stanowić narzędzie wymuszające ściślejszą „integrację europejską”, rozumianą jako dalsze poszerzanie władzy Komisji Europejskiej kosztem państw członkowskich. SAFE ma z premedytacją opierać się na wspólnych kredytach, zamiast innych dostępnych źródeł, aby powtórzyć „mechanizm Hamiltonowski”, tj. konieczność spłacania wspólnych długów przez świeżo założone Stany Zjednoczone po wojnie o niepodległość pod zarządem ówczesnego sekretarza skarbu, Alexandra Hamiltona.
Zdaniem niektórych europejskich polityków, podobny mechanizm w przypadku UE miałby – mimo nieprzystawalnych różnic w realiach między dzisiejszą Europą a XVIII-wiecznymi koloniami amerykańskimi – zaowocować powstaniem „Stanów Zjednoczonych Europy”. Której to idei, popularnej w kręgach polityczno-biurokratycznych w Brukseli, nie udało się jednak dotąd przeforsować metodami demokratycznymi.
Czyje ostatnie słowo?
Pod wpływem tej krytyki prezydent, we współpracy z Narodowym Bankiem Polskim i prezesem Adamem Glapińskim, przedstawił alternatywny projekt: Polski Fundusz Inwestycji Obronnych, określany jako „polski SAFE 0 proc.”. Fundusz, którego projekt znajduje się w Sejmie, ma być finansowany środkami NBP – ponad 185 mld zł już wypracowanych i zainwestowanych w złoto. Mechanizm pozostawałby pod pełną kontrolą polskiego państwa i parlamentu, zapewniając finansowanie potrzeb militarnych na poziomie równym lub wyższym od unijnego instrumentu.
Inicjatywa prezydenta spotkała się jednak z niechętnym przyjęciem ze strony koalicji rządowej, która – biorąc pod uwagę publiczne deklaracje jej polityków – z bardzo wysokim prawdopodobieństwem, graniczącym z pewnością, ją zablokuje. Tymczasem weto wprowadza niepewność w harmonogramie unijnych kontraktów, które planowano uruchomić do 30 maja 2026 r. Rząd zamierza jednak procedować dalej, co rodzi pytanie o zgodność ze wspomnianymi ograniczeniami konstytucyjnymi dotyczącymi zaciągania zobowiązań bez wyraźnej zgody Sejmu.
Na to pytanie najprawdopodobniej będzie musiał odpowiedzieć Trybunał Konstytucyjny – co rodzi z kolei kolejną zagadkę. W Trybunale tym, jak wiadomo, większością dysponują sędziowie kojarzeni z obecną opozycją, niechętną SAFE. To, w połączeniu z wyżej zarysowanymi problemami prawnymi, z niemałym prawdopodobieństwem sugeruje, że ewentualny wyrok Trybunału mógłby udział w programie podważyć. Co wówczas? Czy kredyty będą mimo to zaciągane? Czy też plany ulegną wstrzymaniu? W pewien sposób ponurym aspektem polskiej polityki jest fakt, że nie sposób na to pytanie odpowiedzieć.
