Dane CB niepokoją: nastroje konsumentów w USA słabną. Trudna druga część roku?

Dane CB niepokoją: nastroje konsumentów w USA słabną. Trudna druga część roku?

Amerykański konsument na razie nie kapituluje, ale coraz gorzej patrzy kilka miesięcy do przodu. Indeks Consumer Confidence Conference Board spadł w sierpniu do 89,4 pkt, poniżej rynkowej prognozy 90,2 pkt, a wskaźnik oczekiwań zanurkował aż do 68,2 pkt. Jednocześnie ocena bieżącej sytuacji wyraźnie się poprawiła, szczególnie na rynku pracy. To rozdwojenie jest dziś prawdopodobnie ciekawsze od samego nagłówkowego odczytu, bo Amerykanie mówią w zasadzie: „dzisiaj jest jeszcze całkiem dobrze, ale za pół roku może być gorzej”.

Najważniejsze fakty

  • Consumer Confidence spadł w sierpniu do 89,4 pkt, poniżej prognozy 90,2 pkt. Lipcowy odczyt został zrewidowany do 90,2 pkt z wcześniej raportowanych 90,8 pkt.
  • Present Situation Index wzrósł aż o 6,8 pkt do 121,2 pkt, ale Expectations Index spadł o 5,8 pkt do 68,2 pkt, głęboko poniżej poziomu 80 historycznie kojarzonego przez Conference Board ze zwiększonym ryzykiem recesji.
  • Dzisiejsze dane z rynku nieruchomości wyglądają słabo: sprzedaż nowych domów spadła w lipcu o 10,5% m/m do 607 tys., przy oczekiwanych 620 tys. Roczny wzrost cen domów FHFA wyniósł 2,3%.

Jest praca, ale przyszłość może być trudna

Najciekawsze pęknięcie w sierpniowym badaniu przebiega między teraźniejszością a przyszłością. Present Situation Index odbił do 121,2 pkt po trzech miesiącach spadków, a różnica między odsetkiem ludzi twierdzących, że pracy jest dużo, oraz tych, którzy uważają ją za trudną do znalezienia, wzrosła aż o 4,8 pkt proc. do +7,5%. Aż 27% respondentów ocenia obecnie miejsca pracy jako „plentiful”, wobec 24,4% w lipcu, podczas gdy udział odpowiedzi „hard to get” spadł z 21,7% do 19,5%. Rynek pracy w oczach gospodarstw domowych chwilowo wygląda więc lepiej.

Potem patrzymy sześć miesięcy do przodu i obraz zmienia się niemal o 180 stopni. Expectations Index spadł o 5,8 pkt do zaledwie 68,2 pkt, oczekiwania dotyczące warunków biznesowych pogorszyły się do -6,3%, a bilans prognoz dla rynku pracy do -11,5%. Tylko 14,6% badanych spodziewa się większej liczby miejsc pracy, natomiast aż 26,1% oczekuje ich spadku. Dochody? Też gorzej. Odsetek spodziewających się wzrostu zarobków spadł z 19,5% do 17,6%, a udział oczekujących spadku dochodów wzrósł z 12,6% do 13,8%.

68,2 pkt ma dodatkowy ciężar, bo Conference Board historycznie traktuje zejście Expectations Index poniżej 80 jako sygnał często poprzedzający recesję. Czy to znaczy, że recesja nadchodzi? Nie. Sami konsumenci nadal oceniają prawdopodobieństwo recesji w ciągu 12 miesięcy jako relatywnie niskie. Powstaje za to ciekawy dysonans: ludzie nie oczekują gospodarczego krachu, ale jednocześnie nie wierzą, że warunki biznesowe, zatrudnienie i ich własne dochody będą wyglądały lepiej za pół roku.

Ceny, paliwo i wojna znowu weszły Amerykanom do głowy

Inflacja ponownie zaczyna ciążyć nastrojom, mimo że gospodarka nie pokazuje jeszcze klasycznych oznak załamania. Conference Board podaje, że średnie i medianowe oczekiwania inflacyjne na kolejne 12 miesięcy nieco wzrosły. W otwartych odpowiedziach konsumenci często wymieniali ceny w ogóle, ropę i benzynę, a w sierpniu częściej pojawiały się też wojna, żywność, handel i miejsca pracy. Trudno to oddzielić od droższej energii oraz napięć geopolitycznych ostatnich miesięcy.

I to może być problem dla Fed, bo pogarszające się nastroje nie idą tutaj w parze z czystym sygnałem dezinflacyjnym. Gospodarstwa domowe jednocześnie obawiają się przyszłego rynku pracy i spodziewają się nieco większej inflacji. To kiepskie połączenie. Aż 61,3% konsumentów oczekuje również wzrostu stóp procentowych w kolejnych 12 miesiącach, tylko trochę mniej niż 62% miesiąc wcześniej. Ludzie nie kupują więc jeszcze historii o szybkim powrocie taniego pieniądza.

Mimo tego Amerykanie nadal oczekują wyższych cen akcji za rok, a plany wydatków nie zapadły się pod ziemię. Chęć zakupu samochodów pozostaje mocna, plany kupna domów lekko spadły, ale nadal są w trendzie wzrostowym względem minimów z początku 2024 roku. W usługach konsumenci nadal planują wydawać więcej w kolejnych sześciu miesiącach, choć mniej chętnie myślą o hotelach, lotach, kinach czy parkach rozrywki. To bardziej obraz ostrożnego konsumenta niż konsumenta, który przestał konsumować.

Rynek nieruchomości wysyła niepokojący sygnał

Znacznie twardsze ostrzeżenie pojawiło się dzisiaj w sprzedaży nowych domów. W lipcu sprzedano ich w ujęciu annualizowanym 607 tys., wobec 628 tys. wcześniej i 620 tys. oczekiwanych przez rynek. Miesięczna dynamika wyniosła -10,5%, podczas gdy konsensus zakładał spadek jedynie o 1,4%. To już trudno zbyć jako szum. Wysokie oprocentowanie kredytów hipotecznych zaczyna coraz mocniej ograniczać transakcje, nawet jeśli nominalne ceny domów nadal nie spadają szeroko.

Ceny pokazują przy tym ciekawy paradoks. Indeks FHFA nie zmienił się w czerwcu względem maja, choć rynek oczekiwał wzrostu o 0,2%, a dynamika roczna wyniosła 2,3%. Jednocześnie Case-Shiller dla 20 największych metropolii wzrósł o 2,1% r/r, mocniej od oczekiwanych około 1,6%. Domy pozostają drogie, ale mniej ludzi może lub chce je kupować. Dla konsumenta nie jest to dobra wiadomość, bo brak większego spadku cen przy drogim kredycie utrzymuje problem dostępności mieszkań.

Do zestawu dochodzi Richmond Fed Composite Index na poziomie 4 pkt, wobec 5 pkt wcześniej i oczekiwanych około 7 pkt. Przemysł regionalnie nadal więc rośnie, tylko wolniej niż zakładał rynek. I tak wygląda cała dzisiejsza paczka danych: USA jeszcze nie wyglądają recesyjnie tu i teraz, ale coraz więcej wskaźników mówi, że druga połowa roku może być trudniejsza niż pierwsza. Dla Fed to niewygodne. Słabszy konsument przemawiałby za łagodniejszą polityką, ale rosnące oczekiwania inflacyjne i wciąż przyzwoity rynek pracy nie dają Kevinowi Warshowi prostego argumentu za szybkim cięciem stóp.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Dodaj nas jako preferowane źródło i bądź na bieżąco!