Cła Trumpa z impetem wracają, dziesiątki krajów na celu. Powodem „praca przymusowa”
Administracja Donalda Trumpa z przytupem ogłosiła powrót ceł na towary importowane do USA – i to od razu wymierzonych w dziesiątki krajów. Oficjalnym powodem jest konieczność zwalczania pracy przymusowej. Nieco mniej oficjalnie, chodzi o powrót ulubionego narzędzia Trumpa w stosunkach handlowo-ekonomicznych z innymi krajami, mającego w jego zamyśle doprowadzić do odbudowy rodzimej bazy przemysłowej – tyle, że opakowanego w nowe szaty prawno-polityczne.
Wedle ogłoszenia opublikowanego przez urząd Przedstawiciela Handlowego Stanów Zjednoczonych (U.S. Trade Representative, USTR), Jamiesona Greera, stanowiącego jednego z głównych architektów polityki handlowej administracji Trumpa, nowe cła zostaną nałożone na 60 krajów i organizacji. Oficjalnym powodem są „akty, polityka i praktyki”, których mają dopuszczać się te kraje, a które utrudniają egzekwowanie zakazu importu do USA towarów produkowanych z wykorzystaniem pracy przymusowej. A tak się akurat składa, że amerykańskie przepisy umożliwiają celną penalizację takich towarów – i ich producentów.
Praca przymusowa – i przymusowe opłaty
Wedle ustaleń urzędu USTR, wspomniane praktyki dotyczyć mają m.in. Unii Europejskiej, Chin, Japonii, Wielkiej Brytanii, Kanady, Meksyku, Tajwanu, Argentyny, Brazylii, Indii, Korei Południowej i Szwajcarii. Z tego grona 16 krajów miało, zdaniem Waszyngtonu, podjąć „częściowe” kroki lub złożyć zobowiązania w zakresie poprawy efektywności walki z importem towarów wytwarzanych z wykorzystaniem z pracy przymusowej – te kraje zostaną obciążone 10-procentową stawką celną. Pozostałe 44 (tym Chiny, Indie, Japonia, Korea Płd. i Szwajcaria) mają się spodziewać stawki rzędu 12,5 procent.
Jak twierdzi komunikat, nowe cła mają wyrównać szanse dla amerykańskich producentów i pracowników, którzy – zdaniem USTR – zmusza się do konkurencji z towarami produkowanymi „po taniości”, bo z wykorzystaniem pracy przymusowej. W raporcie Greera jako przykłady podano ryż z Birmy, tytoń z Malawi, wołowinę z Brazylii czy bawełnę i polikrzem z Chin, zwłaszcza z regionu Sinciangu, gdzie od lat słychać o, jak to się eufemistycznie ujmuje, „masowych naruszeniach praw człowieka” i pracowniczych (w praktyce chodzi po prostu o pracę niewolniczą przymuszanych do niej Ujgurów).
Od nowych ceł przewidziano zwolnienia – objęty nimi będzie import niektórych metali przemysłowych (w tym naturalnie metali ziem rzadkich), niektóre towary spożywcze (kawa, częściowo owoce i warzywa czy – o dziwo, biorąc pod uwagę zarzuty dumpingowe wobec Brazylii, także wołowina), leki, wybrane podzespoły przemysłowe czy wreszcie energia elektryczna.
Sąd sądem, ale cła i tak będą
Nowe obciążenia celne mają pojawić się w miejsce „ceł Dnia Wyzwolenia” (Liberation Day tariffs), które w lutym tego roku unieważnił amerykański Sąd Najwyższy. Ten ostatni zakwestionował wówczas podstawy prawne, na których Trump oparł się, by jednostronnie owe cła wprowadzić (chodzi tutaj głównie o fakt, że Biały Dom uczynił to rozporządzeniem wykonawczym, zamiast skierować do Kongresu stosowny projekt ustawy; ten ostatni najprawdopodobniej nie byłby zdolny do ich uchwalenia, jednak formalnie uprawnienia do nakładania obciążeń podatkowych są w USA prerogatywą legislatury, nie administracji).
Od tego czasu Biały Dom szukał nowych, mniej podatnych na prawne ataki narzędzi, by odtworzyć system ceł. Tym razem posłużono się Sekcją 301 Ustawy Handlowej z 1974 roku, która pozwala na nakładanie ceł w odpowiedzi na „niesprawiedliwe praktyki handlowe”. To narzędzie, choć bardziej czasochłonne w zastosowaniu, jest postrzegane jako bardziej odporne na zaskarżenia prawne niż poprzednie rozwiązania oparte na zadeklarowaniu stanów wyjątkowych w różnych dziedzinach. Publiczne konsultacje w sprawie nowych ceł mają ruszyć 7 lipca, a ostateczna decyzja zapadnie po ich zakończeniu.
Na tym zresztą nie koniec i administracja zapowiada kolejne postępowania dotyczące nieuczciwych praktyk handlowych. Ich celem jest naturalnie „stwierdzenie” naruszeń, co umożliwia wprowadzenie ceł. Wedle ocen komentatorów, jest to przygotowanie gruntu pod kolejne rundy negocjacji handlowych, z Chinami, UE i innymi partnerami.
