Chińczycy trzymają 26 bilionów USD na kontach. Pekin zmusi je do ruchu i rozpocznie hossę?
Chińskie gospodarstwa domowe zgromadziły już około 174 bln juanów depozytów bankowych, czyli równowartość mniej więcej 125% PKB kraju i ok. 26 bln USD. Pieniędzy więc nie brakuje, ale zamiast trafiać do sklepów, mieszkań czy nowych inwestycji, coraz większa część pozostaje zamrożona na rachunkach, podczas gdy kredyt właśnie zaliczył historycznie słaby miesiąc. I tu leży prawdziwy problem Pekinu: Chiny nie potrzebują kolejnej góry oszczędności, tylko powodu, żeby ludzie przestali się bać je wydawać.
Najważniejsze fakty
- Nowe kredyty bankowe w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 roku wyniosły 10,38 bln juanów, wobec 12,87 bln rok wcześniej. W samym lipcu portfel nowych kredytów skurczył się o rekordowe 340 mld juanów.
- Chińczycy zwiększyli depozyty o 7,6 bln juanów w ciągu 12 miesięcy do czerwca, podnosząc ich łączną wartość do około 174 bln juanów.
- Sprzedaż detaliczna wzrosła w lipcu zaledwie o 0,6% rok do roku, a inwestycje w nieruchomości spadły w pierwszych siedmiu miesiącach aż o 19,2%.
Chińczycy oszczędzają, nawet gdy kredyt jest tani
Problem Chin coraz mniej wygląda na brak dostępu do pieniądza, a coraz bardziej na brak chęci do jego wydawania. Oprocentowanie kredytów hipotecznych znajduje się w pobliżu rekordowo niskiego poziomu 3,1%, a mimo tego zadłużenie gospodarstw domowych w pierwszej połowie roku spadło o 1,3%. W lipcu same kredyty gospodarstw skurczyły się o 460,3 mld juanów. Tani pieniądz jest. Chętnych brakuje.
To całkowite odwrócenie starego chińskiego modelu wzrostu. Przez lata obniżenie kosztu kredytu oznaczało więcej mieszkań, więcej infrastruktury, więcej inwestycji firm i w końcu szybszy PKB, ale po wieloletnim kryzysie nieruchomości taki automat już nie działa. Ceny nowych mieszkań w lipcu były o 3,2% niższe niż rok wcześniej, a sprzedaż nowych nieruchomości liczona wartością spadła od początku roku o 13,1%.
I właśnie dlatego 174 bln juanów robi takie wrażenie. To nie jest wyłącznie symbol bogacenia się gospodarstw domowych, lecz również gigantyczna poduszka ostrożnościowa zbudowana przez ludzi, którzy nie są pewni cen mieszkań, dochodów ani tego, co będzie za kilka lat. Czy kolejne cięcie stóp rozwiąże problem? Wątpliwe. Jeśli gospodarstwo nie chce pożyczać przy 3,1%, zejście trochę niżej może niewiele zmienić.
Co ciekawe – jeszcze w połowie 2025 roku depozyty całego chińskiego systemu bankowego przekraczały 320 bln juanów. Reuters zwracał wtedy uwagę, że zaledwie niewielka część majątku chińskich gospodarstw była ulokowana za granicą, co zostawiało ogromny potencjalny zasób kapitału do przesunięcia między krajowymi aktywami.
Pekin próbuje zmienić zasady gry
Bank Ludowy Chin zaczyna przekonywać rynek, że sam wolumen kredytów przestał być dobrym miernikiem luźnej polityki pieniężnej. W pierwszych siedmiu miesiącach nowe pożyczki bankowe spadły o około 19% rok do roku, ale PBOC wskazuje na finansowanie obligacyjne, rynek akcji i bardziej celowane programy kredytowe. Obligacje i kapitał udziałowy odpowiadają już za blisko jedną trzecią szerokiego finansowania gospodarki.
Ma to sens. Chiny od dawna próbują odejść od modelu, w którym bank dostaje sygnał z góry, udziela kredytu deweloperowi lub lokalnemu projektowi infrastrukturalnemu, a wzrost powstaje głównie przez dokładanie kolejnych aktywów. PBOC uruchomił między innymi wart 500 mld juanów program refinansowania wspierający konsumpcję usług i opiekę nad osobami starszymi, a osobne narzędzia mają kierować pieniądze do technologii.
Ale bank centralny nie może wydrukować zaufania konsumentów. Premier Li Qiang sam przyznał w tym tygodniu, że niewystarczający popyt krajowy pozostaje poważnym problemem gospodarki i zapowiedział działania wspierające konsumpcję, zatrudnienie oraz dochody gospodarstw domowych. To już nie jest kwestia dorzucenia bankom płynności. Pekin musi sprawić, żeby przeciętny Chińczyk uznał, że jutro nie będzie potrzebował każdej odłożonej dziś monety.
174 bln juanów może znaleźć inne ujście
Najciekawszym scenariuszem dla inwestorów jest stopniowe przesuwanie części oszczędności z depozytów w stronę rynku kapitałowego. Taki mechanizm pojawił się już wcześniej. W 2025 roku pieniądze inwestorów z Chin kontynentalnych płynęły rekordowym tempem przez Stock Connect do Hongkongu, a Reuters wskazywał później, że spadające oprocentowanie lokat zwiększało zachętę do szukania wyższych stóp zwrotu na giełdzie.
Nie oznacza to jednak, że 174 bln juanów zaraz zaleje akcje. Depozyt bankowy jest przede wszystkim przejawem defensywnego nastawienia gospodarstw, więc do większej rotacji potrzebne byłyby jednocześnie stabilniejsze ceny mieszkań, poprawa oczekiwań dotyczących dochodów i przekonanie, że giełdowy wzrost nie skończy się kolejnym gwałtownym czyszczeniem drobnych inwestorów. Bez tego ludzie mogą po prostu zaakceptować niższe oprocentowanie lokat.
I tu Chiny stoją przed dość niezwykłym problemem. Eksport nadal pracuje, produkcja przemysłowa wzrosła w lipcu o 4,5%, a inwestycje w wybrane branże high-tech pozostają mocne, lecz sprzedaż detaliczna praktycznie stoi, prywatne inwestycje spadły od początku roku o 9,4%, a sektor nieruchomości dalej ciągnie gospodarkę w dół. Pekin ma więc pod nosem ogromną górę pieniędzy. Teraz musi zrobić coś znacznie trudniejszego niż ich stworzenie: przekonać Chińczyków, że opłaca się je wreszcie ruszyć.