Ceny ropy wzrosną dwukrotnie? „Druga fala inflacji”. Oto szacunki zakłóceń w Ormuz

Ceny ropy wzrosną dwukrotnie? „Druga fala inflacji”. Oto szacunki zakłóceń w Ormuz

Na pierwszy rzut oka to tylko wąski, 35-kilometrowy przesmyk między Iranem a Omanem. W praktyce to w tym momencie najważniejszy energetyczny punkt zapalny świata. Przez Cieśninę Ormuz przepływa około 20 milionów baryłek ropy dziennie, czyli niemal jedna czwarta globalnego handlu morskiego. Wystarczy częściowe lub czasowe zamknięcie tego szlaku, by cena – dziś w okolicach 64 dolarów za baryłkę – wystrzeliła w okolice 120–130 dolarów. Takie scenariusze pojawiają się w analizach rynkowych i wojskowych od lat. Dziś brzmią bardziej realnie niż kiedykolwiek.

To nie klasyczna blokada Ormuz. To ekonomiczna pułapka

Iran nie buduje floty, która miałaby pokonać US Navy w otwartej bitwie. Zamiast tego tworzy coś znacznie bardziej niepokojącego: system odstraszania oparty na kosztach.

Drony rozmieszczone na spornych wyspach, ponad 20 mini-okrętów podwodnych, tysiące min morskich. To nie arsenał do zwycięstwa w wojnie. To narzędzia, które mają sprawić, że każda próba siłowego utrzymania drożności cieśniny będzie ekstremalnie droga. W praktyce oznacza to jedno: nawet krótkotrwałe zakłócenia mogłyby wywołać globalny szok cenowy.

Światowe rezerwy strategiczne mogłyby łagodzić skutki przez jakieś dwa miesiące. Alternatywne rurociągi w Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich są w stanie przejąć około 8 milionów baryłek dziennie. W czym tkwi problem? W tym, że Ormuz przenosi 20 milionów. Brakujące 12 oznaczałoby presję na ceny, wzrost kosztów transportu, droższą energię i potencjalnie drugą falę inflacji. I to w momencie gdy wiele gospodarek wciąż walczy z poprzednią.

W tle większa układanka. Rynki boją się nie wojny, lecz kosztów

Sytuację komplikuje rola Chin. Aż 84% ropy i LNG przepływających przez Ormuz trafia do Azji, a Pekin odpowiada za znaczną część tego popytu. W regionie operują także chińskie jednostki, co podnosi polityczną i militarną stawkę. To już nie tylko regionalny konflikt, tylko geopolityczna gra o kontrolę nad najważniejszym energetycznym przesmykiem świata.

Stany Zjednoczone dysponują potencjałem militarnym, by utrzymać cieśninę otwartą. Pytanie jednak brzmi: jakim kosztem dla globalnej gospodarki? Ropa po 120-130 dolarów to nie tylko droższe paliwo. To presja na banki centralne, wyższe koszty kredytu, słabszy wzrost i nerwowość na rynkach finansowych.

Cieśnina Ormuz nie musi zostać całkowicie zamknięta, by świat poczuł wstrząsy wtórne. Czasem, żeby namącić, wystarczy sama groźba.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz