Ceny prądu zabiją AI? Amerykanie mają dość i idą do urn!
Administracja Donalda Trumpa mierzy się z niespodziewanym wyzwaniem, którym jest drastyczny wzrost kosztów życia napędzany przez rozwój sztucznej inteligencji (AI).
Choć gospodarka USA notuje stabilny dwuprocentowy wzrost, boom na centra danych wywołuje lokalne konflikty i niepokój o przyszłość rynku pracy. Rachunki za prąd stały się nowym paliwem politycznym, rosnąc o 6,9 procent w skali roku i aż o 40 procent w ciągu ostatnich pięciu lat. Demokraci skutecznie wykorzystują te nastroje, co pokazały wybory w New Jersey i Wirginii, gdzie obietnice zamrożenia stawek za energię przyniosły im zwycięstwo. W Wirginii, będącej domem dla 15 procent światowych centrów danych typu hyperscale, inflacja cen prądu jest niemal dwukrotnie wyższa od średniej krajowej.
Sytuacja ta zmusza rząd do szukania kompromisów, takich jak aukcje energii, w których giganci technologiczni musieliby dopłacać do modernizacji sieci. Nawet giganci tacy jak Microsoft czy OpenAI deklarują chęć partycypowania w kosztach, aby uniknąć gniewu wyborców przed nadchodzącymi wyborami środka kadencji. David Sacks, doradca Białego Domu, podkreśla na platformie X, że Ameryka musi przewodzić w wyścigu zbrojeń AI, ale przyznaje jednocześnie, że infrastruktura energetyczna wymaga radykalnego przyspieszenia.
Pieniądze krążące w sektorze technologii próbują wpłynąć na polityczny krajobraz w Waszyngtonie. Inwestorzy z Silicon Valley, w tym Greg Brockman z OpenAI, tworzą komitety akcji politycznej o budżetach sięgających 100 mln USD, aby wspierać kandydatów przychylnych rozwojowi AI. Przypomina to strategię, jaką wcześniej obrał sektor krypto, gdzie zwolennicy aktywów cyfrowych wydali około 200 mln USD na promowanie regulacji sprzyjających nowym technologiom. W tym kontekście często przywołuje się Bitcoin jako alternatywę dla tradycyjnego systemu finansowego, który również wymaga znacznych nakładów energii. Jednak w przeciwieństwie do centrów danych AI, wydobycie tej kryptowaluty często szuka tanich i odnawialnych źródeł energii, co nie zawsze uspokaja krytyków. Rywalizacja o zasoby dotyka także sieci Ethereum, której ekosystem rozwija się niezależnie od politycznych zawirowań wokół infrastruktury fizycznej. Goldman Sachs szacuje, że do 2030 roku wydatki na generację energii w USA będą musiały wynieść 444 miliardy USD, aby sprostać zapotrzebowaniu.
Widmo bezrobocia i nowa era technopolityki
Obok wysokich rachunków za media, Amerykanie coraz bardziej obawiają się utraty zatrudnienia na rzecz algorytmów. Bezrobocie w USA wzrosło do 4,6 procent w listopadzie 2025 roku, co stanowi wyraźny skok od momentu objęcia urzędu przez Donalda Trumpa. Sondaże wskazują, że 71 procent obywateli obawia się permanentnej utraty pracy z powodu automatyzacji. Christopher Waller z Rezerwy Federalnej przyznał publicznie, że tempo znikania tradycyjnych etatów jest zatrważające i trudno obecnie wskazać sektory, które w pełni je zastąpią. Ekspert ds. technologii i polityki publicznej, Adam Kovacevich, zauważył, że walka o regulacje AI staje się nowym frontem wojny kulturowej, w której stawką jest kontrola nad danymi i energią. Próby wprowadzenia dziesięcioletniego moratorium na stanowe regulacje AI upadły w Senacie pod naciskiem koalicji prokuratorów generalnych z obu stron barykady. Nawet republikańscy gubernatorzy, jak Ron DeSantis, zaczynają promować kartę praw AI, która ma chronić prywatność i prawa konsumentów przed dominacją wielkich korporacji.
Sztuczna inteligencja staje się kozłem ofiarnym dla wielu problemów gospodarczych, które dotykają portfele zwykłych obywateli. Choć administracja Trumpa promuje deregulację i przyspieszenie pozwoleń na budowę infrastruktury, opór społeczny na poziomie lokalnym rośnie. W Georgii Demokraci odnieśli historyczne zwycięstwo w wyborach do komisji użyteczności publicznej, obiecując, że to Big Tech, a nie mieszkańcy, zapłaci za rozbudowę sieci energetycznej. Analitycy przewidują, że zapotrzebowanie centrów danych na energię wzrośnie o 130 procent do końca dekady. Powoduje to gwałtowny wzrost cen surowców takich jak miedź czy turbiny gazowe, co bezpośrednio przekłada się na koszty inwestycji. Jeśli kandydaci w nadchodzących wyborach odniosą sukces, budując kampanie na sprzeciwie wobec technomiliarderów, model ten zostanie powszechnie skopiowany w 2028 roku. Wyścig o dominację w dziedzinie sztucznej inteligencji może więc zostać spowolniony nie przez brak technologii, ale przez prozaiczny brak tanich elektronów i cierpliwości wyborców.
Wybory środka kadencji zadecydują o przyszłości dolara i technologii. Sztuczna inteligencja, mimo ogromnego potencjału, stała się dla wielu symbolem drożyzny i niepewności. Inwestorzy patrzą z niepokojem na rosnące koszty, podczas gdy politycy muszą wybierać między innowacją a zadowoleniem społeczeństwa. To, czy AI wygra w starciu z rachunkami za prąd, okaże się już w listopadzie.
