Burza o Starlinki w Niemczech, Lufthansa pod ogniem polityków za wybór merytorycznie najlepszej oferty

Burza o Starlinki w Niemczech, Lufthansa pod ogniem polityków za wybór merytorycznie najlepszej oferty

Lufthansa udostępni na pokładach swych samolotów szerokopasmową łączność z Internetem za pośrednictwem sieci Starlink. Niby standard – szereg wiodących linii lotniczych świata uczynił podobnie. Do sprawy wtrącili się jednak politycy współrządzącej niemieckiej centrolewicy. Wyczulonych na ochronę europejskiej demokracji działaczy wzburzył fakt, że niemiecka firma miała czelność przyznać zlecenie firmie Elona Muska.

Niemieckie linie lotnicze Deutsche Lufthansa AG ogłosiły w połowie stycznia 2026 r. strategiczną decyzję o zaopatrzeniu całej floty swojej i swoich podmiotów zależnych (tj. Swiss, Brussels oraz Austrian Airlines) – łącznie blisko 850 samolotów – w szerokopasmowe połączenie z Internetem, oferowane przez należącą do Elona Muska firmę SpaceX za pośrednictwem jej powszechnie znanego systemu satelitarnej łączności internetowej Starlink. Wdrożenie rozpocznie się w drugiej połowie 2026 r., a zakończyć ma do 2029 r.

Rozwiązanie to oferuje obecnie najwyższe osiągalne prędkości transmisji danych podczas lotu, umożliwiając pasażerom streaming wideo i pracę w chmurze na poziomie porównywalnym z naziemnymi sieciami szerokopasmowymi. Z uwagi na osiągi, jak również zasięg umożliwiany przez wszechobecność tysięcy satelitów Starlinka połączenie to stało się niejako rynkowym standardem i jest wykorzystywane przez szereg czołowych przewoźników lotniczych na świecie.

Zależność problematyczna (dla kogo…?)

Rozwiązanie może i jest standardem, może i oferuje najlepszy dostępny obecnie standard połączenia i może wybrano je z przyczyn merytorycznych – ale to bynajmniej nie oznacza, że Lufthansa powinna je wybrać. Co to, to nie. Tak przynajmniej twierdzą niemieccy politycy – a przynajmniej ci należący do Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD), którzy ruszyli z huraganową krytyką kontraktu. I w domyśle, domagają się jego unieważnienia.

SPD, obok CDU jedna z dwóch partii, które zmonopolizowały władzę w Niemczech (w powojennej historii tego kraju nie było jeszcze chwili, żeby któraś z nich nie rządziła), narzeka na monopolizację technologii komunikacyjnej przez firmy amerykańskie. A zwłaszcza te należące do Muska, dla niemieckiego establishmentu politycznego uchodzącego za wroga publicznego z powodu jawnego wyrażenia sympatii wobec AfD, jak i braku pokory wobec zapędów cenzorskich niemieckich władz na portalu X/Twittera.

Oskarżenia te publicznie wyraziła niejaka Isabel Cademartori, posłanka do Bundestagu i rzeczniczka frakcji SPD (tj. klubu parlamentarnego) ds. polityki transportowej. Pani rzecznik frakcji twierdzi, że Lufthansa, zawierając w istocie zwyczajną umowę na świadczenie usług ze SpaceX, pogrąża się w „problematycznej zależności” od tejże. I twierdzi, że zamiast SpaceX-a kontrakt na dostawy Internetu w samolotach powinien otrzymać krajowy gigant telekomunikacyjny, Deutsche Telekom AG.

Okrężną drogą – w to samo miejsce

Swoje trzy eurocenty dorzucił także inny działacz SPD, Johannes Schätzl, rzecznik frakcji parlamentarnej ds. spraw cyfrowych oraz modernizacji. Pan rzecznik oświadczył, że „ma problemy ze zrozumieniem” sensu umowy, która, jego zdaniem, nie może być traktowana jako „sprawa zwykłej użyteczności”. Zaś Lufthansa w żadnej mierze nie może tutaj polegać na „problematycznym źródle”, jakim jakoby jest SpaceX – i popełnia poważny błąd, nie korzystając zamiast tego z usług Deutsche Telekom.

Postulatom Socjaldemokratów z pewnością nie można odmówić jednej rzeczy – jest nią walor humorystyczny. Najpewniej mimowolny, ale jednak. Tak się bowiem składa, że Deutsche Telekom nie posiada własnej konstelacji satelitów, za pomocą której mogłaby świadczyć usługi internetowe. Firma jest jedynie uczestnikiem unijnych projektów w tej dziedzinie, jak IRIS² (Infrastructure for Resilience, Interconnectivity and Security via Satellite) czy EAN (European Aviation Network).

Projekty te jednak nie dość, że celują w nieco inny segment rynku, to ich rozmiary są nieporównywalne ze Starlinkiem (IRIS² docelowo ma mieć ich 282 – wobec około 9,5 tys. w przypadku tego ostatniego). Stąd też, aby zapewnić swe usługi internetowe w trudniej dostępnych regionach, Deutsche Telekom wynajmuje łącza satelitarne od dostawców komercyjnych – takich jak firmy Intelsat, Iridium, Skylo czy… (tak, tak!) SpaceX. Żądania polityków SPD zakrawają zatem na absurd – czy też prowadzą do tego samego

Lufthansa, co nadmiernie przejmuje się merytoryką

Odrębnym aspektem jest jednak kwestia tego, że żądania te w ogóle sformułowano. Jak bowiem chcą krytycy, w demokratycznym i praworządnym kraju (którymi to cechami chełpi się Republika Federalna) firmy takie jak Lufthansa działać mają w sposób uczciwy, przejrzysty i optymalny. Nie zaś stanowić – co przedstawiciele Niemiec wielokrotnie zarzucali innym krajom UE – narzędzie realizacji ambicji polityków, także kosztem rynkowej i komercyjnej konkurencyjności czy jakości świadczonych usług.

Tymczasem dokładnie o takiej sytuacji można mówić w tym przypadku. Wybór Starlinka podyktowany został parametrami technicznymi – niską latencją, wysoką przepustowością i globalnym zasięgiem – które w obecnej chwili przewyższają konkurencyjne rozwiązania dostępne na rynku. Odrzucenie najlepszej oferty technicznej na rzecz dostawcy preferowanego ze względów politycznych lub ideologicznych oznaczałoby w praktyce pogorszenie jakości usługi dla milionów pasażerów.

Nie tylko pasażerowie byliby zresztą poszkodowani. Jak bowiem także podnoszą krytycy, postulowanie przez partię współrządzącą, aby państwowy (częściowo) i częściowo publicznie notowany koncern, jakim jest Lufthansa, świadomie wybrał rozwiązanie technicznie gorsze, stanowi wyraźne podważanie reguł otwartej i uczciwej konkurencji. Stąd też, konkludują, przetargi i decyzje zakupowe podmiotów o strategicznym znaczeniu nie mogą być podporządkowywane bieżącym sympatiom politycznym.

Żadnych kontraktów dla wrogów cenzury demokracji!

Wreszcie, sytuacja rodzi poważne pytania dotyczące przestrzegania wspomnianych, fundamentalnych zasad funkcjonowania demokratycznego państwa i gospodarki rynkowej w Niemczech. Selektywne traktowanie konkretnego przedsiębiorstwa ze względu na poglądy polityczne jego właściciela trąci standardami rodem z Trzeciego Świata i narusza zasadę równości wobec prawa oraz neutralności światopoglądowej administracji publicznej.

Na ironię zakrawa fakt, że dokładnie to samo – podważanie zasad demokracji – zarzucają Muskowi mainstreamowi politycy niemieccy w efekcie oporu, jaki ten stawia podejmowanym przez niemieckie państwo próbom agresywnego podcinania swobody wypowiedzi w Internecie (przede wszystkim na portalu X/Twitter) czy na skutek tego, że ważył się on zabrać głos w tamtejszej debacie publicznej – zachęcając do głosowania na partię, której SPD nie akceptuje.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!