Brednie Citrini Research wstrząsnęły rynkiem akcji? „Jest się czego bać”. Nowa skala absurdu?

Brednie Citrini Research wstrząsnęły rynkiem akcji? „Jest się czego bać”. Nowa skala absurdu?

Raport „The 2028 Global Intelligence Crisis” od Citrini Research zrobił dokładnie to, co miał zrobić. Wstrząsnął wyobraźnią rynku. Autorzy nie próbują udawać proroków… Ale inscenizują eksperyment myślowy, finansową opowieść z przyszłości, która ma uwrażliwić inwestorów na skrajne ryzyka tzw. ogona. Problem zaczyna się tam, gdzie wielu czytelników bierze ten scenariusz za niemal logiczną konsekwencję rozwoju sztucznej inteligencji… Którą nie jest.

Z perspektywy choćby austriackiej szkoły ekonomii to klasyczny błąd. Nie dlatego, że technologia nie może być destrukcyjna, lecz dlatego, że raport zakłada niemal mechaniczny związek między produktywnością a załamaniem popytu. To myślenie w kategoriach statycznych modeli i centralnych wskaźników, czyli dokładnie tego, przed czym ostrzegali austriaccy od ponad stu lat. Czy ktoś pamięta, jak socjaliści krzyczeli, jak maszyny miały zabić produktywność fabryk i zwolnić ludzi?

Produktywność nie jest problemem?

W narracji Citrini produktywność eksploduje, PKB rośnie, ale gospodarka realna umiera, bo ludzie tracą pracę. Dla wszystkich wychowanych na Misesie czy Hayeku to wewnętrznie sprzeczne. Produktywność sama w sobie nie niszczy popytu, tylko zmienia jego strukturę.

Austriacy od zawsze podkreślali, że bogactwo nie bierze się z zatrudnienia jako takiego, lecz z efektywnej alokacji zasobów. Jeżeli AI pozwala wytworzyć to samo przy mniejszym nakładzie pracy, oznacza to uwolnienie kapitału i czasu… Które mogą i zostaną użyte gdzie indziej.

Raport traktuje utratę konkretnych miejsc pracy jako trwałą lukę popytową, ignorując fakt, że gospodarka to proces. To dokładnie ten sam błąd, który popełniano przy każdej dużej innowacji technologicznej, od mechanizacji rolnictwa po automatyzację przemysłu. Różnica polega na tempie zmian, nie samej ich naturze.

PKB-duch i iluzja obiegu pieniądza

Pojęcie „Ghost GDP”, czyli produkcji, która rzekomo nie krąży w gospodarce, brzmi efektownie, ale z punktu widzenia austriackiego jest intelektualnym skrótem. Pieniądz nie znika tylko dlatego, że zmienia właściciela. Jeśli zyski trafiają do właścicieli kapitału i infrastruktury obliczeniowej, to nie przestają istnieć. Nawet jeśli przestają płynąć tymi samymi kanałami co wcześniej.

Raport zakłada, że konsumpcja oparta na wynagrodzeniach białych kołnierzyków jest jedynym mechanizmem utrzymującym gospodarkę przy życiu. To myślenie bliskie keynesowskiej obsesji na punkcie popytu… Tak bardzo dalekie od austriackiego rozumienia kapitału, oszczędności i inwestycji jako fundamentu szerokiego – zdrowego gospodarczego wzrostu.

Spirala bez hamulca czy błędna diagnoza?

Autorzy opisują „pętlę bez naturalnego hamulca”, w której AI wypiera pracowników, ci wydają mniej, firmy inwestują jeszcze więcej w AI i spiralnie pogłębiają kryzys. Ale problemem nie jest sama technologia, lecz wcześniejsze, różnego rodzaju zniekształcenia struktury gospodarki.

Jeśli całe sektory były naprawdę oparte na sztucznie utrzymywanych marżach, tanim kredycie i iluzji nieskończonego wzrostu ARR, to ich upadek nie jest kryzysem, lecz naturalnym rezultatem tylko odłożonym w czasie. Niejeden nazwałby to twórczą destrukcją.

Raport opisuje to raczej językiem katastrofy, bo przyjmuje, że dotychczasowa struktura gospodarki była optymalna i powinna zostać zachowana. Jednak to właśnie próba jej konserwowania za wszelką cenę, poprzez interwencje fiskalne i monetarne, może doprowadzić do prawdziwego kryzysu.

Austriacka wątpliwość wobec politycznych „rozwiązań”

Najbardziej problematyczny fragment raportu pojawia się tam, gdzie pojawia się państwo jako ostatnia instancja ratunkowa. Podatki od mocy obliczeniowej, publiczne roszczenia do infrastruktury AI, transfery mające zastąpić utracone dochody. To podręcznikowy przykład leczenia objawów zamiast przyczyn.

Centralne planowanie, nawet w technologicznie wyrafinowanej formie, nie rozwiązuje problemu koordynacji wiedzy w gospodarce. AI przyspiesza zmiany, ale nie unieważnia fundamentalnego faktu, że to ceny, zyski i straty są jedynym realnym systemem informacji.

Wstęp do większej debaty

Raport Citrini warto czytać nie jako prognozę, ani tym bardziej inwestować w oparciu o niego jakkolwiek przekonująco nie wyglądałby na pierwszy rzut oka. Warto analizować go za to jako test naszych założeń o pracy, kapitale i dochodzie. W tym sensie spełnia swoją rolę.

Problem zaczyna się wtedy, gdy scenariusz myślowy zaczyna żyć własnym życiem i staje się podstawą reakcji. A to już przesada. Ryzyko nie leży w tym, że AI jest zbyt produktywna, lecz w tym, że próbujemy ją wpisać w stare modele myślenia o gospodarce.

Poruszenie na rynkach

Na Wall Street znów zrobiło się nerwowo. Ten raport Citrini Research opisał co prawda tylko hipotetyczny scenariusz gospodarczy na 2028 rok … Ale uruchomił klasyczny mechanizm paniki. Spadki w sektorze oprogramowania, nerwowe komentarze w mediach społecznościowych i szybkie analogie do poprzednich kryzysów pokazały. Wiara inwestorów w narrację o niekończącym się boomie AI bywa krucha.

Autorzy raportu zarysowali wizję, w której szybka adopcja sztucznej inteligencji prowadzi do masowych zwolnień wśród pracowników umysłowych, załamania konsumpcji i w konsekwencji głębokiej recesji. Nie był to forecast ani prognoza, lecz eksperyment myślowy. Rynek jednak zareagował tak, jakby ktoś właśnie wyciągnął zawleczkę.

Ekonomiści studzą emocje

Claudia Sahm, znana z autorskiego wskaźnika recesyjnego Sahm Rule, zwróciła uwagę na jednostronność narracji raportu. Jej zdaniem autorzy skupili się wyłącznie na destrukcyjnych skutkach technologii, ignorując proces tworzenia nowej równowagi gospodarczej.

Gdyby rzeczywiście doszło do tak gwałtownego załamania rynku pracy, reakcja fiskalna i monetarna byłaby natychmiastowa i agresywna. Historia ostatnich dekad pokazuje, że rządy i banki centralne nie stoją dziś z boku, gdy gospodarka traci grunt pod nogami.

Burry dolewa oliwy do ognia

Nie zabrakło jednak głosów, które tylko wzmocniły pesymizm. Michael Burry, legenda rynku znana z trafnego obstawienia kryzysu hipotecznego w 2008 roku, udostępnił raport swoim obserwatorom z krótkim, ale wymownym komentarzem. Wystarczyło to, by algorytmy i inwestorzy detaliczni zaczęli nerwowo redukować ekspozycję na spółki technologiczne. Tak … Reputacja jednego nazwiska potrafi zwielokrotnić siłę przekazu.

Ryzyko ukryte w klasie średniej

Ciekawszy i bardziej wyważony głos popłynął ze strony Brendan Duke, który zwrócił uwagę na często pomijany element układanki. Jeśli masowe zwolnienia miałyby dotknąć dobrze zarabiających pracowników biurowych, skutki mogłyby rozlać się na rynek kredytów hipotecznych i prywatnego długu.

To właśnie ta grupa uchodzi dziś za najbardziej wiarygodnych kredytobiorców. Ten wątek rzeczywiście zasługuje na uwagę, bo przypomina, że kryzysy rzadko zaczynają się tam, gdzie wszyscy ich wypatrują.

Strach jako produkt inwestycyjny

Z perspektywy rynkowej najciekawszą obserwacją podzielił się Jeff Dorman. Jego zdaniem popularność raportu Citrini to przede wszystkim dowód na to, że strach świetnie się sprzedaje. Media, newslettery i influencerzy finansowi od lat wiedzą, że katastroficzne scenariusze przyciągają uwagę znacznie skuteczniej niż żmudne analizy bazowe.

To mechanizm stary jak rynki kapitałowe. Zapowiedź końca świata zawsze generuje więcej kliknięć niż umiarkowany wzrost PKB. Deepak Shenoy porównał obecną histerię wokół AI do dawnych obaw o wyczerpanie złóż ropy czy przeludnienie planety. Jego zdaniem mamy do czynienia z kolejną odsłoną technologicznego straszenia, które świetnie funkcjonuje w mediach … Ale rzadko przekłada się na trwałe załamanie gospodarki.

Argumenty obozu optymistów

Z drugiej strony barykady stanął Michael Bloch, który zaproponował kontrnarrację. Według niego szybki rozwój AI nie musi oznaczać kryzysu, lecz może prowadzić do obniżenia kosztów usług, wzrostu produktywności i realnego wzbogacenia gospodarki.

Bloch trafnie zauważa, że problemy części sektora technologicznego, zwłaszcza firm pośredniczących i klasycznego SaaS, są mylone z zapowiedzią systemowego krachu. Tymczasem dla konsumentów i młodych firm ta transformacja może oznaczać więcej kapitału do wydania, nie mniej.

Ekonomia kontra sensacja

Najostrzejszą krytykę sformułował Joseph Steinberg, który bez ogródek uznał raport za przykład złego rozumowania ekonomicznego. W jego opinii scenariusz ignoruje podstawowe zależności między produkcją, dochodem i wydatkami, a także rolę cen i produktywności w dostosowywaniu się gospodarki. Tak więc nawet w epoce AI prawa ekonomii nie zostały zawieszone.

Co naprawdę wystraszyło rynek?

Cała historia z raportem Citrini mówi więcej o psychologii inwestorów niż o realnym ryzyku recesji. W świecie, w którym narracje rozchodzą się szybciej niż dane, rynki reagują impulsywnie, często zanim zdążą zadać podstawowe pytania.

AI niewątpliwie zmieni strukturę rynku pracy i modeli biznesowych. Czy jednak doprowadzi do masowej, niekontrolowanej recesji? Historia sugeruje, że bardziej prawdopodobny jest scenariusz nierównych kosztów i nierównych korzyści, a nie jedno wielkie załamanie. Wall Street po raz kolejny przypomniała, że najbardziej zmiennym aktywem na rynku pozostają emocje.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz