Awokado obłożone embargiem. Terror kryminalny dusi rynek owoców
Amerykańskie władze federalne zawiesiły inspekcje eksportowe upraw awokado w meksykańskim stanie Michoacán po ogłoszeniu alertu bezpieczeństwa, blokując tym samym certyfikację owoców przeznaczonych na rynek amerykański – co pośrednio dotyka jednak także awokado mających trafić do Europy (certyfikacja wymagana przez UE korzysta bowiem często z tych samych narzędzi kontroli w Meksyku czy meksykańskich baz danych). Tym samym zablokowano dostawy z regionu odpowiedzialnego za niemal 80 proc. meksykańskich zbiorów tego owocu, której wartość w 2023 roku wyniosła 2,25 mln ton.
Decyzja amerykańskiego Departamentu Rolnictwa (USDA) dotyczyła natychmiastowego wstrzymania pracy urzędników APHIS (Animal and Plant Health Inspection Service) w pakowniach awokado, co uniemożliwiło przetwarzanie i wysyłkę tych owoców zebranych we środę i później. Nastąpiła ona po tym, jak dwóch amerykańskich inspektorów padło ofiarą napaści podczas terenowych kontroli w regionie Uruapan. W rezultacie cały ten region uznano za strefę wysokiego ryzyka (vide ostrzeżenie „Do Not Travel”) i wycofano zeń cały personel. To z kolei żywotnie zagraża lokalnej ekonomii.
Gubernator Michoacán, Alfredo Ramírez Bedolla, zareagował chaotycznymi ruchami, wysyłając do stolicy delegację negocjacyjną i wzywając do szeroko zakrojonego przerzucenia oddziałów armii oraz Gwardii Narodowej do regionów produkcyjnych. Meksykańskie Ministerstwo Obrony ze swej strony także zadeklarowało wzmocnienie ochrony infrastruktury eksportowej. Pozostaje naturalnie poczekać na efekty tych deklaracji, jako że w Meksyku za przeżarte wpływami zorganizowanej przestępczości uchodzą dosłownie wszystkie szczeble władzy, wedle oskarżeń nie wyłączając nawet prezydent Sheinbaum.
Krwawe awokado
Sektor awokado w Michoacán funkcjonuje jako hybryda legalnej gospodarki i przestępczej ekonomii wojennej. Stan generuje około 75,8 procent meksykańskiego eksportu tego owocu. Z tej liczby na amerykańskie stoły trafia blisko 1,2 miliona ton. Ta skala sprawia, że „zielone złoto” stało się obiektem intensywnego zainteresowania i rywalizacji ze strony konkurujących ze sobą meksykańskich karteli – takich jak Cartel Jalisco Nueva Generación (CJNG), Los Viagras, La Nueva Familia Michoacana (LNFM) oraz Caballeros Templarios.
Organizacje te narzuciły plantatorom mechanizm wymuszeń znany jako „piso” – stały haracz pobierany od każdego kilograma owocu. Oczywiście odmowa zapłaty kończy się porwaniem, podpaleniem lub morderstwem. Wspomniane organizacje systematycznie łupią producentów awokado i cytrusów, a także gminy wiejskie, nie mając także oporów przed wykorzystywaniem pracy przymusowej na plantacjach owocowych. W ten sposób eksport awokado, wart ponad 3 mld dolarów rocznie, stał się dla karteli alternatywnym źródłem dochodu – nie aż tak lukratywnym, ale bardziej stabilnym niż handel narkotykami.
W związku z walkami pomiędzy organizacjami przestępczymi w regionie wielokrotnie dochodziło do starć zbrojnych, zbiorowych masakr i temu podobnych „incydentów”, zaś na wielu obszarach wiejskich kartele faktycznie spełniają funkcje państwa. W odpowiedzi na eskalację przemocy, część wiosek organizuje oddziały samoobrony „autodefensas”, ale ich skuteczność jest ograniczona wobec infiltracji instytucji państwowych przez kartele. Innymi słowy, te same oficjalne władze, które pozostają całkowicie ślepe na otwarte panoszenie się karteli, zapiekle zwalczają i rozbrajają członków „autodefensas”