Apollo Global ostrzega przed załamaniem w sektorze finansowym. Co prognozuje gigant?
Jeszcze niedawno rynek niebankowych pożyczek dla firm był oczkiem w głowie Wall Street. Banki po kryzysie z 2008 roku zostały skrępowane regulacjami, więc ich miejsce zaczęły zajmować fundusze inwestycyjne. Oferowały firmom finansowanie szybciej, elastyczniej i – co najważniejsze – z wyższą stopą zwrotu dla inwestorów. Dziś nawet jeden z największych graczy w tym segmencie zaczyna mówić o nadchodzącym wstrząsie.
Niebankowe finansowanie pod presją
Marc Rowan, szef Apollo Global Management, podczas konferencji Bloomberg Invest stwierdził wprost: w świecie alternatywnych inwestycji dojdzie do „shakeoutu”. Czyli mówiąc po ludzku, rynek czeka czyszczenie, w którym słabsi nie przetrwają.
Sektor, który wypełnił lukę po bankach, urósł w ostatnich latach do setek miliardów dolarów. Fundusze takie jak Apollo, Blackstone czy Blue Owl finansują dziś nieruchomości, przejęcia, projekty infrastrukturalne i średnie firmy. Często zupełnie poza klasycznym systemem bankowym.
Problem w tym, że rośnie presja ze strony inwestorów. W półpłynnych funduszach detalicznych zaczęły się zwiększać wnioski o wykup środków. To pierwszy sygnał, że zaufanie – fundament całego modelu – zaczyna się kruszyć.
Rowan nie zapowiada katastrofy jutro rano. Ale gdy szef jednego z największych funduszy na świecie mówi o nadchodzącej selekcji, rynek powinien słuchać uważnie. Przy wysokich stopach procentowych i droższym finansowaniu nie każdy portfel wytrzyma próbę płynności.
Spadki akcji i cień reputacyjnego kryzysu
Sytuację komplikuje dodatkowo pozew zbiorowy złożony przez akcjonariuszy Apollo przeciwko współzałożycielom firmy – Leonowi Blackowi i Marcowi Rowanowi w związku z dawnymi kontaktami z Jeffreyem Epsteinem.
Nowe dokumenty ujawnione przez Departament Sprawiedliwości pokazały komunikację między kierownictwem Apollo a Epsteinem w latach 2013–2016. To wystarczyło, by w lutym kurs akcji spółki wyraźnie spadł. Firma zaprzecza nieprawidłowościom, ale reputacyjne ryzyko stało się faktem.
Dla rynku to podwójny sygnał ostrzegawczy: z jednej strony presja płynnościowa w segmencie niebankowego finansowania. Z drugiej ryzyko wizerunkowe jednego z jego liderów.
Co może się wydarzyć?
Jeśli dojdzie do zapowiadanego „czyszczenia rynku”, może ono przybrać kilka form: wzrost liczby niewypłacalności, wymuszone sprzedaże aktywów, ograniczenie nowego finansowania czy zaostrzenie warunków kredytowych.
Przez lata niebankowe pożyczki dla firm były postrzegane jako stabilna alternatywa dla banków. Dziś coraz częściej pojawia się pytanie, czy ryzyko w tym segmencie nie było zbyt długo bagatelizowane.
