Amerykański szantaż i widmo wielkiego kryzysu paliwowego. Unia Europejska stoi pod ścianą
Napięcia geopolityczne na światowych rynkach energii osiągnęły poziom, jakiego nie obserwowano od dziesięcioleci. Z najnowszych doniesień wynika, że państwa Unii Europejskiej prowadzą intensywne rozmowy na temat uruchomienia rezerw paliwowych w odpowiedzi na naciski ze strony Waszyngtonu.
Punktem wyjścia do powszechnej dyskusji stała się propozycja Francji, według której kraje europejskie miałyby uwolnić ze swoich zapasów 50 mln baryłek oleju napędowego. Jednocześnie członkowie Międzynarodowej Agencji Energetycznej zostali wezwani do przekazania na rynek analogicznej ilości surowej ropy naftowej.
Żądania Białego Domu są jednak znacznie wyższe, ponieważ administracja Donalda Trumpa oczekuje od Europy rzucenia na rynek aż 100 mln baryłek diesla w ciągu zaledwie dwudziestu dni. Amerykańska presja ma na celu natychmiastowe schłodzenie rosnących cen paliw, które drastycznie skoczyły w wyniku wojny z Iranem oraz zbliżających się wyborów uzupełniających w Stanach Zjednoczonych.
Spór o rezerwy paliwowe Europy
Wspomniana propozycja wypuszczenia 50 mln baryłek oleju napędowego stanowi około 17% całkowitych europejskich zapasów awaryjnych tego surowca. Odpowiada to około 3% rocznego zużycia diesla we Wspólnocie. Liczby te ukazują, jak istotną część rezerw energetycznych Europa musiałaby zaangażować w relatywnie krótkim czasie.
Na chwilę obecną rząd w Paryżu wraz z prezydentem Emmanuelem Macronem zabiega o skoordynowanie wspomnianych działań na poziomie grupy G7. Strona europejska obawia się jednak, że pozbawienie się tak znacznej części poduszki finansowej i surowcowej wystawi lokalną gospodarkę na ogromne ryzyko w przypadku dalszej eskalacji konfliktu w rejonie Zatoki Perskiej. Z tego powodu państwa Unii Europejskiej chcą uzależnić ewentualną zgodę na uwolnienie zapasów od twardej deklaracji USA, że Waszyngton nie wprowadzi jednostronnego zakazu eksportu amerykańskiego oleju napędowego. Ewentualna blokada dostaw z Ameryki Północnej byłaby bowiem ciosem w europejski system energetyczny, który w ostatnich latach przestawił się na dostawy z rynku amerykańskiego po rezygnacji z surowców z Rosji.
Geopolityczna układanka
Globalny rynek oleju napędowego znalazł się w wyjątkowo trudnym położeniu z powodu nałożenia się na siebie kilku nakładających się kryzysów. Konflikt z Iranem poważnie naruszył stabilność dostaw z Bliskiego Wschodu. W tym samym czasie ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie zmusiły Moskwę do wstrzymania eksportu paliw. Co więcej, chińskie podmioty rafineryjne wstrzymały wstrzykiwanie paliw na rynki zagraniczne, aby zabezpieczyć potrzebne rezerwy na własnym rynku wewnętrznym.
Konsekwencje widać gołym okiem – brak alternatywnych kierunków dostaw sprawia, że każda decyzja dotycząca zapasów strategicznych wywołuje natychmiastowe reakcje inwestorów na giełdach. Międzynarodowa Agencja Energetyczna skoordynowała już wcześniej uwolnienie 400 mln baryłek strategicznych rezerw ropy, z czego około dwóch trzecich zostało wykorzystane. Kurczące się możliwości manewru sprawiają, że wstrząsy na rynku paliwowym bezpośrednio przekładają się na presję inflacyjną oraz koszty codziennego życia obywateli po obu stronach Oceanu Atlantyckiego.
Brak realnych alternatyw?
Decyzje, które zapadną na najwyższym szczeblu dyplomatycznym, ukształtują rynek energii na kolejne miesiące. Patrząc realnie na to, co się teraz dzieje, należy wskazać, że brak kompromisu między Stanami Zjednoczonymi a państwami Unii Europejskiej grozi dalszym wzrostem cen na stacjach benzynowych, co dotkliwie odczują niemal wszystkie gałęzie współczesnej gospodarki. Europejscy przywódcy stojąprzed wyjątkowo trudnym wyborem – między uległością wobec żądań partnera zza oceanu a chęcią zachowania strategicznej niezależności energetycznej w niepewnych czasach.
Przeczytaj również:
Rekordowy rajd na Bitcoinie i potężny cios hakerów. Z sieci zniknęło 1,26 mld USD
Incydent bezpieczeństwa w MetaMask. Gigant ewakuuje setki tysięcy Ethereum