AI boom uderzył w Apple. Rekordowa sprzedaż iPhone’ów nie uratowała akcji spółki
Apple zakończył kwartał z dwucyfrowym wzrostem przychodów oraz rekordową jak na ten okres sprzedażą iPhone’ów, ale inwestorzy skupili się na słabszej prognozie i problemach z dostępnością podzespołów. Akcje spółki spadły w piątek o 7,4%, tracąc około 358 mld dolarów kapitalizacji, ponieważ rozwój centrów danych AI zaczyna odbierać producentom elektroniki dostęp do najbardziej zaawansowanych chipów i pamięci. Paradoks polega na tym, że Apple ponosi coraz większe koszty boomu na sztuczną inteligencję, choć rynek nadal nie widzi, aby firma równie wyraźnie na nim zarabiała.
Najważniejsze fakty
- Przychody Apple wzrosły w kwartale o 16,4% do 109,42 mld dolarów, a sprzedaż iPhone’ów zwiększyła się o 21,7% do 54,25 mld dolarów.
- Spółka prognozuje wzrost przychodów o 9–11% w kolejnym kwartale, podczas gdy Wall Street oczekiwała około 12%.
- Presję na produkcję wywierają niedobory zaawansowanych chipów i pamięci, ponieważ największe firmy technologiczne rezerwują moce produkcyjne na potrzeby centrów danych AI.
- Po wynikach akcje spółki spadły o ponad 7%, ale od początku roku nadal zyskują blisko 13% – bijąc wynik S&P 500 i Nasdaq 100.
Sprzedaż Apple była mocna, ale rynek patrzy już na jesień
Apple zanotował lepsze wyniki, niż oczekiwali analitycy. Przychody wzrosły do 109,42 mld dolarów, a zysk na akcję wyniósł 2,02 dolara, choć 11 centów pochodziło ze zwrotów ceł od amerykańskiego rządu. Nawet po wyłączeniu tego efektu wynik pozostał wyższy od konsensusu na poziomie 1,89 dolara.
Największą siłę pokazał iPhone. Sprzedaż smartfonów wzrosła o 21,7% do 54,25 mld dolarów, osiągając rekord dla fiskalnego trzeciego kwartału. Przychody ze sprzedaży komputerów Mac zwiększyły się o 28,7% do 10,35 mld dolarów, wspierane przez MacBooka Neo i modele Pro.
Inwestorzy uznali jednak, że część tego popytu mogła zostać przyspieszona przez obawy przed kolejnymi podwyżkami cen. Globalne niedobory pamięci skłoniły Apple do podniesienia cen komputerów Mac i iPadów, a analitycy oczekują, że we wrześniu droższe mogą stać się również nowe iPhone’y. Mocny kwartał mógł więc częściowo odzwierciedlać zakupy klientów, którzy chcieli zdążyć przed zmianami cennika.
Boom na AI zaczyna wypierać elektronikę konsumencką
Największym problemem Apple nie jest obecnie brak klientów, lecz brak wystarczającej liczby komponentów. Tim Cook przyznał, że ograniczenia podaży są bardzo poważne, a elastyczność łańcucha dostaw pozostaje niewielka. Głównym wąskim gardłem są moce potrzebne do produkcji zaawansowanych układów Apple Silicon oraz dostępność pamięci.
Microsoft, Amazon, Alphabet i Meta przeznaczają setki miliardów dolarów na centra danych. Firmy te kupują procesory, pamięć i rezerwują zaawansowane moce produkcyjne, konkurując o te same zasoby, których Apple potrzebuje do wytwarzania iPhone’ów i komputerów. Boom na AI działa więc jak podatek nakładany na producentów elektroniki konsumenckiej: podnosi koszty i zmniejsza dostępność komponentów.
Apple długo uchodził za spółkę posiadającą wyjątkową przewagę negocjacyjną nad dostawcami. Skala zamówień pozwalała firmie uzyskiwać pierwszeństwo i korzystne ceny. Jeżeli nawet Apple nie może zabezpieczyć wystarczającej podaży, oznacza to, że napięcie w całym sektorze półprzewodników jest znacznie głębsze niż zwykłe, przejściowe zaburzenie logistyczne.
Ograniczona podaż może początkowo wspierać ceny urządzeń i marże producenta. Jeżeli jednak niedobory utrzymają się zbyt długo, Apple nie będzie w stanie zrealizować całego popytu, a droższe iPhone’y mogą zacząć wypierać część klientów z rynku.
Usługi nie zapewniły oczekiwanej ochrony
Drugim rozczarowaniem był segment usług, który miał stopniowo zmniejszać zależność Apple od sprzedaży sprzętu. Przychody z usług wzrosły o 12,1% do 30,74 mld dolarów, ale nie osiągnęły oczekiwanych 31,22 mld dolarów. Presję wywierały słabsze wpływy z gier mobilnych oraz zmiany regulacyjne umożliwiające użytkownikom korzystanie z alternatywnych systemów płatności.
To ważne, ponieważ usługi mają wyższe marże niż urządzenia. Jeżeli wzrost App Store, subskrypcji i płatności zwalnia dokładnie wtedy, gdy rosną koszty komponentów, spółka traci naturalną przeciwwagę dla presji na biznes sprzętowy.
Apple zaprezentował wprawdzie odświeżoną Siri i nowe funkcje AI opracowane przy współpracy z Google, ale ich wpływ na przychody pozostaje niepewny. Cook zasugerował możliwość wprowadzenia płatnych rozszerzeń w ramach iCloud+, jednak inwestorzy nadal nie otrzymali dowodu, że sztuczna inteligencja tworzy dla Apple nowy, znaczący strumień przychodów.
Piątkowy spadek pokazuje zmianę sposobu, w jaki rynek ocenia Apple. Sama odporność sprzedaży iPhone’ów przestaje wystarczać, jeżeli podaż ogranicza wzrost, usługi tracą dynamikę, a konkurenci szybciej monetyzują AI. Najważniejsze będą teraz ceny nowej generacji iPhone’ów, dostępność chipów oraz pierwsze dane pokazujące, czy odświeżona Siri faktycznie zwiększa przychody ekosystemu.
