Zalegające w magazynie sztaby blokują rynkową ekspansję? Na giełdzie metali kończy się miejsce
Hongkong staje się za ciasny dla tamtejszej giełdy metali? Zespół magazynów w Hongkongu, afiliowanych przy LME, a uruchomiony około maja 2025 roku z początkowymi czterema obiektami, osiągnął w maju tego roku stan piętnastu placówek obsługiwanych przez siedem firm. W obiektach tych zalega obecnie około 25 tysięcy ton metali nieżelaznych, w tym miedzi, aluminium, niklu, cyny, cynku, ołowiu oraz stopów aluminium, a także metali szlachetnych, przy czym obiekty te znajdują się w stanie bliskim lub pełnego wykorzystania pojemności. I blokują tym samym plany rynkowego rozwoju.
Globalna sieć LME (London Metal Exchange) obejmuje około 450 zatwierdzonych magazynów prowadzonych przez podmioty trzecie, rozrzuconych po Stanach Zjednoczonych, Europie i Azji. Hongkong dołączył do tego systemu po przejęciu giełdy przez HKEX w 2012 roku, stając się hubem położonym najbliżej chińskiej bazy produkcyjnej i konsumenckiej. W ciągu około dwunastu miesięcy liczba zatwierdzonych obiektów wzrosła o 275 procent, a wolumen zmagazynowanego metalu osiągnął poziom, przy którym dalsze przyjmowanie dostaw napotyka ograniczenia fizyczne. Długoterminowe plany zakładają osiągnięcie pojemności 100 tysięcy ton, co oznaczałoby czterokrotny wzrost względem bieżącego stanu.
Operatorzy tamtejszych magazynów napotykają na strukturalne bariery charakterystyczne dla Hongkongu. Gęsta zabudowa miejska ogranicza dostępność gruntów przemysłowych nadających się do magazynowania metali na skalę ekonomiczną. Proces zatwierdzania nowych obiektów przez LME wymaga spełnienia rygorystycznych standardów technicznych, kwalifikacji operatorów oraz koordynacji regulacyjnej, co wyklucza szybką konwersję zwykłych obiektów komercyjnych na certyfikowane składy. W efekcie w tym roku planowane jest dodanie zaledwie jednego lub dwóch dodatkowych magazynów, co stanowi, w porównaniu do obserwowanego popytu, przyrost bardzo niewielki.
Trading przygnieciony zalewem metali
Tymczasem stopień zapełnienia magazynów w Hongkongu pociąga za sobą realne konsekwencje rynkowe. W warunkach ograniczonej przestrzeni w certyfikowanych składach – a tylko takie wchodzą tu w grę – emisja świadectw magazynowych (warrants), służących jako instrumenty obrotu i zabezpieczenia kredytowego, napotyka trudności. Koszty kredytowania opartego na metalach jako zastawie rosną. Marże za dostawę fizyczną rozszerzają się, zwiększając ryzyko dla uczestników zabezpieczających swe pozycje kontraktami futures. Zaś traderzy dysponujący ograniczonymi alternatywami tracą elastyczność, podczas gdy operatorzy dysponujący zatwierdzonymi składami zyskują nieproporcjonalnie silną pozycję.
Skalę tego problemu można tym wyraźniej dostrzec w porównaniu z innymi azjatyckimi hubami LME – Malezją i Koreą Południową. Tamtejsze magazyny, działające od lat w ramach ustabilizowanej sieci, nie doświadczyły równie gwałtownego nasycenia w tak krótkim okresie. Hongkong, jako centrum finansowe z bezpośrednim połączeniem z ogromnym rynkiem chińskim, przyciągnął metal szybciej, niż rozwijała się fizyczna infrastruktura do jego obsługi. W efekcie koszty składowania w Hongkongu pozostają wyższe – maksymalna opłata za tonę miedzi wynosi 61 centów wobec 51 centów w Korei Południowej czy Singapurze – co jednak nie zniechęciło właścicieli metali do kierowania tam dostaw. Czasem nawet w sposób nieco „na siłę”.