Wszyscy, którzy teraz inwestują w akcje są skazani na straty? Paul Tudor Jones ostrzegł rynek

Wszyscy, którzy teraz inwestują w akcje są skazani na straty? Paul Tudor Jones ostrzegł rynek

Ostatnia dekada na rynkach mija pod znakiem „mody na inwwestowanie w akcji”, która zyskuje na popularności zarówno w Europie, jak i Stanach Zjednoczonych. W lutym miliarder, weteran z Wall Street, Paul Tudor Jones ostrzegł, że wysokie ceny akcji są obecnie największym ryzykiem dla inwestorów. Statystyka jest nieubłagana – historycznie kupowanie udziałów w S&P 500, gdy średnia wycena indeksu wynosiła 22-krotność ceny do oczekiwanych zysków kończyła się ujemną stopą zwrotu w 10-letnim horyzoncie czasowym. Czy i tym razem rynki zderzą się ze ścianą?

Liczby, które (nie) kłamią

Największe stopy zwrotu z inwestowania w akcje inwestorzy osiągali, kupując je po niskich cenach. Aktualnie kapitalizacja giełdowa S&P 500 jest prawie 3-krotnie wyższa od PKB Stanów Zjednoczonych. Dla porównania w 1929 roku stanowiła 65%, w 1987 podczas „czarnego poniedziałku ok. 90%, a w 2000 roku – aż 170%. To nadal niewiele w porównaniu z sytuacją obecnie. Statystycznie co około 10 lat rynki akcji wracają do średniej, co boleśnie kończy się dla tych, którzy byli skłonni płacić bardzo wysoką premię za udziały w spółkach. To byłby cios nie tylko w koniunkturę (wyparowanie efektu majątkowego), ale i w dochody budżetowe USA, dla których akcje stanowią ok. 10%.

Problem byłby szerszy i dotknąłby obligacji. Aktualnie średnia ekspozycja na rynek akcji na przeciętnego Amerykanina jest najwyższa w historii. Można powiedzieć wręcz, że koniunktura na giełdzie stanwoi fundament całego amerykańskiego cudu gospodarczego. Ale nie ma drzew rosnących do nieba. Jeśli ktoś ma horyzont inwestycyjny wynoszący wiele dekad – może rzeczywiście zignorować bieżące wahania, ale naiwnym byłoby sądzić, że kupowanie historycznie drogich akcji przyniesie przeciętnie wyższe, od historycznych stopy zwrotu. To odwrócenie realiów.

Znaki ostrożności

Prawdą jest też, że średnia realna stopa zwrotu z S&P 500 wynsoi ok. 8% ponad inflację, ale to wynika pośrednio z tego, że statystyka z ostatnich 8 dekad obejmuje okresy, gdy akcje były bardzo tanie. Gdyby wziąć okresy, gdy akcje były drogie i zobaczyć, jak radziły sobie w kolejnej dekadzie – stopa zwrotu byłaby przeciętnie ujemna.

Wszyscy, którzy dziś dopiero wchodzą na rynek – nawet jeśli przez rok czy dwa będą zarabiać lepiej, niż sugerowałyby historyczne normy – mogą mieć problem, by radzić sobie na nim naprawdę dobrze w horyzoncie kolejnych 5 czy 10 lat. Ostrzeżenia tego typu płyną też z ust Howarda Marksa, a żaden z powyższych nie ma osobistego interesu we wzbudzaniu panik. Ignorancja na tym etapie hossy może kosztować fortunę.

Ryzyka z jakim mierzy się dziś świat są nie do przecenienia. Konflikty geopolityczne, rosnący dług fiskalny, skoki rynkowej zmienności i gospodarka dwóch prędkości. Bogaci są coraz bogatsi, a biedniejsi mają coraz większy problem by dogonić inflację. Co jeśli wyceny aktywów mocno spadłyby z obecnych poziomów – np. o 25% lub więcej, a rynki weszły w wieloletnią bessę? Miliony zamożnych ludzi nie byłoby już tak spokojnych o swój dobrostan i drastycznie obcięło wydatki.

Co równie ważne – inwestorzy powinni pamiętać, że późne etapy hossy służą do realizacji zysków osiąganych zanim inwestycje wzrosły. Sprzedaje się akcje w czasach bardzo dobrych, gdy jest wielka płynność i wielu skłonnych, by płacić wysokie ceny. Historia się rymuje i tym razem – od miesięcy obserwujemy znaczne transakcje sprzedaży insiderów na amerykańskim rynku akcji. Pytaniem otwartym pozostaje jednak, czy bessa w USA przeniosłaby się automatycznie na rynki w Europie i Polsce. Faktem jest jednak, że im wyżej się wspinamy – tym iluzja bezpieczeństwa mocniej „oddziałowuje”, ale w żadnym wypadku nie zdejmuje ryzyka ze stołu.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Dodaj nas jako preferowane źródło i bądź na bieżąco!
Zostaw komentarz