Volkswagen: 100 tys. ludzi do zwolnienia, 5 fabryk do zamknięcia. „Generacyjny wstrząs”

Volkswagen: 100 tys. ludzi do zwolnienia, 5 fabryk do zamknięcia. „Generacyjny wstrząs”

Volkswagen, europejski gigant motoryzacyjny, planuje zwolnić 100 tys. pracowników na całym świecie oraz zamknąć cztery fabryki w Niemczech – w Hanowerze, Zwickau, Emden i Neckarsulm (ta ostatnia należąca do Audi). To najgłębsza restrukturyzacja w 89-letniej historii koncernu, która ma objąć 15% globalnej załogi – liczącej obecnie ok. 657 tys. ludzi. Produkcja w wymienionych zakładach ma zostać zakończona po wycofaniu obecnych modeli. W ramach tych planów zakłada się także redukcję nakładów na inwestycje o 15% w ciągu najbliższych pięciu lat – z ok. 150 mld do nieco ponad 130 mld euro. Zmiany mają też objąć wydzielenie marki Volkswagen i działu części jako odrębne podmioty.

Wszystkie te drastyczne działania mają jeden, oczywisty cel – redukcję kosztów. Volkswagen jest do nich zmuszony, aby ratować rentowność i konkurencyjność firmy. Jak się jednak można było spodziewać, wywołały one wściekłość związków zawodowych – co nie dziwi o tyle, że te ostatnie mają inny cel niż kierownictwo firmy. Zamiast rentowności czy konkurencyjności liczy się dla nich przede wszystkim dobrobyt swoich członków, los firmy brany jest pod uwagę w drugiej kolejności. Działające w firmie organizacje związkowe, IG Metall i General Works Council, zapowiedziały zatem – najprawdopodobniej licząc na swoje wpływy polityczne – że zrobią wszystko, aby storpedować te plany.

Święte krowy do rzeźni

Tak ostre cięcia planowane przez zarząd koncernu są bardzo nietypowe jak na wielką niemiecką firmę – gdzie niejednokrotnie wola związków zawodowych okazuje się ważniejsza niż nominalnego kierownictwa. Volkswagen jednak jest zmuszony do pójścia z tymi pierwszymi na zwarcie. Od początku roku akcje firmy straciły ponad 25% wartości, w ten piątek (tj. 26 czerwca) odnotowując najniższy poziom od 16 lat. Zarząd koncernu wprost przyznaje, że istnienie firmy może być zagrożone: według nieoficjalnych co prawda doniesień, aż sześciu z dziewięciu członków tego gremium określiło sytuację jako „śmiertelną”, pozostali zaś jako „napiętą”.

Ten groźny dla firmy splot okoliczności ma być zaś skutkiem kumulacji kryzysów, które od lat duszą europejską motoryzację. Rynek samochodowy zmienia się szybciej niż Volkswagen, spętany sztywnymi i kosztownymi kontraktami związkowymi, jest w stanie się dostosować. Chińskie marki, takie jak BYD, Geely czy SAIC, zalewają Europę tańszymi (a często też lepszymi technologicznie) samochodami elektrycznymi czy hybrydami. Volkswagen – pomimo kosztownych inwestycji – traci udział w tym rynku, tym bardziej że sam ów rynek kurczy się w miarę wygasania rządowych zachęt, dotacji i politycznej mody na EV. Z kolei koszty samochodów z silnikami spalinowymi bynajmniej nie spadają, co wpływa na ich sprzedaż.

W rezultacie sprzedaż samochodów firmy skurczyła się w ujęciu rocznym o 7%, a marża operacyjna marki Volkswagen wyniosła zaledwie 3,3% – o 0,4 p.proc. mniej niż rok wcześniej. Tylko w pierwszym kwartale bieżącego roku zysk netto koncernu spadł o 28%, do 1,56 mld euro, zaś przychody – o 2%, do 75,7 mld euro.

Volkswagen duszony „zieloną” garotą

To wszystko ma miejsce, gdy koszty energii i surowców w Europie pozostają absurdalnie wysokie – co z kolei w walnej mierze jest efektem obłąkanej, przeżartej ideologicznym fanatyzmem polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Regulacje emisyjne, które z roku na rok stają się coraz bardziej restrykcyjne – z otwarcie deklarowanym celem pogrzebania rynku aut spalinowych – zmuszają koncern do kosztownych inwestycji w dekarbonizację i elektromobilność, jednocześnie obciążając go karami za niespełnianie oderwanych od rzeczywistości norm. Same przepisy – od Fit for 55 po kretyński zakaz sprzedaży samochodów spalinowych od 2035 r. – generują zaś dodatkowe obciążenia finansowe, które Volkswagen szacuje na miliardy euro rocznie.

Do tego dochodzą jeszcze amerykańskie cła i bariery handlowe, które dodatkowo podnoszą koszty produkcji i eksportu. To wszystko sprawia, że obecna struktura firmy po prostu nie koresponduje z realiami – Volkswagen ma zbyt wiele fabryk i zbyt wielu pracowników na zbyt mały popyt. I choć od dawna obiecywano reformy, to poprzednie próby choćby cząstkowych redukcji były tradycyjnie blokowane przez związki zawodowe. W efekcie obecnie zapowiadana restrukturyzacja musi być faktycznie radykalna, choć dopiero teraz – pod pod presją rynku, akcjonariuszy i własnych strat – zdecydowano się na zamknięcie fabryk w Niemczech, dotychczas traktowanych jako nietykalne niezależnie od warunków ekonomicznych.

Pozostaje zobaczyć, czy reformy zostaną wdrożone, czy też związkowcy i politycy znów otrąbią zwycięstwo – przynajmniej tymczasowe, dopóki firmie do reszty nie skończą się pieniądze.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!