Sprzedaż detaliczna w USA zmiażdżyła prognozy. Konsument ratuje hossę?
Dopóki amerykański konsument pozostaje silny, scenariusz recesji i końca hossy na Wall Street wydaje się mało prawdopodobny. Sprzedaż detaliczna w USA wzrosła w maju o 0,9% miesiąc do miesiąca, podczas gdy ekonomiści oczekiwali wyniku na poziomie zaledwie 0,5%. Najnowsze dane wzmacniają ten wniosek, a stało się to w okresie wyjątkowo niesprzyjającym dla gospodarstw domowych.
Podczas wojny USA i Izraela z Iranem, skoku cen paliw do najwyższych poziomów od czterech lat oraz rosnących obaw o inflację. Konsumenci po raz kolejny zignorowali ostrzeżenia ekonomistów i utrzymali wydatki na poziomie zdecydowanie wspierającym wzrost gospodarczy. To ważna informacja dla inwestorów. Konsumpcja pozostaje najważniejszym filarem amerykańskiej gospodarki… Od dekad.
Wojna podniosła ceny paliw, ale nie zatrzymała wydatków
Majowy wzrost sprzedaży detalicznej był wyraźnie wyższy nie tylko od prognoz, ale również od kwietniowego odczytu, który po rewizji został obniżony z 0,5% do 0,4%. Na pierwszy rzut oka część wzrostu można tłumaczyć wyższymi cenami paliw. Konflikt na Bliskim Wschodzie doprowadził do gwałtownego wzrostu cen ropy po tym, jak Iran praktycznie zablokował transport przez Cieśninę Ormuz.
W efekcie sprzedaż na stacjach benzynowych wzrosła o 3,4% względem kwietnia i aż o 26,5% rok do roku. To jednak nie wyjaśnia całego obrazu. Dane o sprzedaży detalicznej nie są korygowane o inflację, dlatego wyższe ceny automatycznie podbijają wartość sprzedaży. Gdyby jednak konsumenci rzeczywiście zaczęli ograniczać zakupy, byłoby to widoczne również w pozostałych kategoriach. Tymczasem tak się nie stało.
To pokazuje, że obawy o kondycję gospodarstw domowych były na wyrost. Amerykanie nie redukują wydatków, zignorowali Iran, a wyższe ceny paliw nie powstrzymały zakupów. Nic dziwnego, że na Wall Street taki układ się podoba. W końcu skoro konsumenci są mocni, to hossa AI może trwać… Ostatecznie to oni są „końcowym” odbiorcą dóbr każdego rodzaju.
Indeksy giełdowe w tym roku łamią sezonowość i rosną w czerwcu. Pisaliśmy o tym w Spirala strachu na Wall Street: ataki na Iran, wysoka inflacja PPI i niepewny trend AI. Spadki do jesieni?
Najważniejsza część raportu była jeszcze lepsza
Inwestorzy często skupiają się na głównym odczycie, ale ekonomiści zwracają szczególną uwagę na tzw. sprzedaż bazową. Obejmuje ona sprzedaż po wyłączeniu samochodów, paliw, materiałów budowlanych oraz usług gastronomicznych i jest uznawana za najlepszy wskaźnik przyszłej konsumpcji oraz wzrostu PKB.
W maju ten wskaźnik wzrósł o 0,7%, po wzroście o 0,5% miesiąc wcześniej. To bardzo mocny sygnał. Oznacza bowiem, że wzrost wydatków nie był wyłącznie efektem droższej benzyny. Amerykanie nadal kupowali towary i usługi mimo wysokich kosztów życia oraz utrzymujących się wysokich stóp procentowych.
Ma to ogromne znaczenie dla gospodarki. Konsumpcja odpowiada za ponad dwie trzecie amerykańskiego PKB. Innymi słowy, dopóki gospodarstwa domowe wydają pieniądze, scenariusz głębokiego spowolnienia pozostaje trudny do zrealizowania.
Gospodarka wygląda lepiej, niż sądzono
Siłę konsumenta potwierdzają również inne dane makroekonomiczne. W pierwszym kwartale wydatki gospodarstw domowych rosły w tempie 1,4% w ujęciu annualizowanym, a cała gospodarka zwiększyła się o 1,6%. Jeszcze ciekawiej wyglądają prognozy na drugi kwartał. Model GDPNow prowadzony przez oddział Fed w Atlancie wskazuje obecnie na wzrost PKB na poziomie około 2,8%.
Jeszcze kilka miesięcy temu wielu ekonomistów ostrzegało, że wojna z Iranem oraz wzrost cen energii mogą zepchnąć gospodarkę na skraj recesji. Jak na razie rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Konsument nadal wydaje pieniądze, a przedsiębiorstwa nadal sprzedają swoje produkty.
To również częściowo tłumaczy, dlaczego amerykańskie indeksy giełdowe pozostają blisko historycznych szczytów pomimo licznych ryzyk geopolitycznych.

Jest jednak jeden problem
Optymistyczny obraz ma również swoją słabszą stronę. Znaczną rolę w utrzymaniu wydatków odegrały w tym roku ponadprzeciętnie wysokie zwroty podatkowe. Według analiz PNC Financial gospodarstwa domowe wydają te środki znacznie szybciej niż rok temu. Szczególnie widoczne jest to wśród rodzin otrzymujących najmniejsze zwroty, które wykorzystały już ponad 60% otrzymanych pieniędzy. Rok wcześniej było to około 43%.
Jednocześnie stopa oszczędności Amerykanów spadła w kwietniu do najniższego poziomu od czterech lat. Oznacza to, że część konsumpcji jest finansowana nie tylko bieżącymi dochodami, ale również oszczędnościami zgromadzonymi wcześniej. Widać także pierwsze oznaki ostrożności. Wydatki w restauracjach i barach spadły o 0,1%, a sprzedaż w sklepach spożywczych praktycznie się nie zmieniła. Są to jednak na razie pojedyncze sygnały, a nie dowody na gwałtowne pogorszenie sytuacji.
Fed może mieć większy problem niż inwestorzy
Mocny konsument jest świetną wiadomością dla rynku akcji, ale niekoniecznie dla banku centralnego. Silny popyt utrudnia bowiem szybki powrót inflacji do celu. To właśnie dlatego część inwestorów jeszcze niedawno obawiała się kolejnych podwyżek stóp procentowych. Sytuację zmienił jednak gwałtowny spadek cen ropy po zawarciu porozumienia pokojowego pomiędzy USA a Iranem i planowanym otwarciu Cieśniny Ormuz.
Na ten moment większość ekonomistów nadal nie spodziewa się podwyżek stóp procentowych w tym roku. Najnowsze dane pokazują jednak coś znacznie ważniejszego. Gospodarka Stanów Zjednoczonych nadal opiera się na wyjątkowo odpornym konsumencie. A dopóki Amerykanie kupują, podróżują i wydają pieniądze, trudno mówić o końcu hossy czy rychłym nadejściu recesji.