Roadster nareszcie poleciał. Latający samochód Tesli wynosi akcje firmy – i robi bolesny żart konkurencji
fot. Tesla

Roadster nareszcie poleciał. Latający samochód Tesli wynosi akcje firmy – i robi bolesny żart konkurencji

Od dawna opóźniony latający samochód koncernu Tesla, który we czwartek nareszcie doczekał się swojej prezentacji, wyniósł akcje firmy stromo w górę. Nie bez powodu – jakkolwiek bowiem o przyszłości firm decyduje seryjna produkcja, nie prototypy, to pokazany latający wóz, Roadster, niezaprzeczalnie zrobił ogromne wrażenie – faktycznie dając nadzieję na to, że znany dotąd głównie ze science fiction sen o latających środkach komunikacji w każdym domu jest krok bliżej realizacji.

Tesla zaprezentowała zdolną do lotu (i to jeszcze jakiego…) wersję Roadstera na terenie ośrodka testowego bratniej firmy SpaceX w McGregor w Teksasie. Jest to druga generacja tej maszyny, z napędem elektrycznym i systemem pionowego startu oraz lądowania – która pojawiła się dziewięć lat po prezentacji konceptu. Prototyp wjechał na szczyt stalowej rampy do góry nogami – utrzymywany przez system silników wentylatorowych – a następnie, po odbiciu od konstrukcji, wykonał w powietrzu beczkę, przelatując nad rzędem pojazdów, po czym z przytupem wylądował na kołach w chmurze białego dymu.

Roadster dysponuje silnikami wentylatorowymi wytwarzającymi do 2 G siły pchającej. Z kolei do manewrów wykorzystywał silniczki wykorzystujące sprężone, zimne gazy, dysponujące dziesięcioma dyszami, zapasem 200 litrów sprężonego gazu oraz wytwarzające ponad 80 kN ciągu. Silniczki te, dostarczone zresztą przez SpaceX, pierwotnie przewidziano do roli precyzyjnego systemu manewrowego w Kosmosie dla rakiet oraz innych pojazdów poza-orbitalnych. Napęd drogowy, przewidziany tylko na tylna oś, ma w topowej odmianie dysponować mocą 1341 KM. Umożliwi on uzyskanie normalnego zasięgu 310-320 mil.

Tesla odlatuje

Jak deklaruje Tesla, Roadster będzie mieć docelowo trzy odmiany: Performance (wersja drogowa, z dwoma miejscami, przyspieszająca od 0 do 60 mph poniżej 1,6 s), Thrust (wersja wyścigowa, silniczki z tyłu, przyspieszenie poniżej 0,9 s) i Rocket (wersja czyto „lotnicza”, jeden fotel, silniczki na obwodzie, przyspieszenie poniżej 0,59 s i zasięg ponad 230 mph). Butle z azotem auto ładować ma automatycznie, a ich uzupełnienie zajmuje od 2 do 6 h; Tesla mówi o docelowych 30 minutach. W przypadku silników elektrycznych ładowarka o mocy 500 kW ma uzupełnić 10-80 proc. baterii w 10 minut.

Nie będzie zapewne wielkim zaskoczeniem, że Roadster, ujmując to eufemistycznie, nie będzie tani, przynajmniej z początku. Rezerwacja wymaga 50 tys. dolarów zwrotnego depozytu w ciągu dziesięciu dni; limitowana edycja Founders Series po 250 tys. dolarów rozeszła się jeszcze przed premierą. Wersja Rocket nie ma homologacji drogowej, jako że przeznaczona jest głównie lub wyłącznie do lotu, a cała technologia pozostaje na razie prototypem. Docelowo Roadster ma być przy tym jedynym pojazdem w ofercie Tesli, który zachowa ręczne sterowanie.

„Czy to lata?”

Wygląda na to, że rynek wystrzałową prezentację Roadstera kupił. Po czwartkowym zamknięciu na poziomie 362,44 dol., Tesla odnotowała w piątek przed otwarciem wzrosty do 381,40 dol., czyli o 5,2 proc. I to pomimo faktu, że produkcja ma ruszyć dopiero w 2028 r. (pierwotnie mówiono o 2020 r., potem wielokroć przekładając datę), zaś niektórzy obserwatorzy określali widowisko jako pokaz inżynierii, nie zdolności do zarabiania. To zresztą przyznawał nawet Elon Musk, dla którego projekt miał charakter ambicjonalny, ale który stwierdził, że Roadster nie wpłynie radykalnie na przychody firmy. Mimo, że „jest bardzo cool„.

Po stronie ofiar Roadstera trzeba natomiast wspomnieć firmę Porsche. Tesla zaprezentowała bowiem swój latający wóz raptem kilka godzin po prezentacji nowego, w założeniu super-modelu Porsche. I kompletnie go przyćmiła. Nowy samochód Porsche – wyposażony w silnik spalinowy o mocy 800 KM i przyspieszeniu 0-100 km/h w 2,5 sekundy – choć sam w sobie zaprezentowany bardzo atrakcyjnie, z miejsca wywołał masę złośliwości, zgryźliwych komentarzy, pytań „czy to lata” oraz innych przytyków sugerujących całkowitą przestarzałość wobec latającego Roadstera już w momencie premiery. Akcje tej firmy spadły o 2,3 proc.