Największa hossa S&P 500 dopiero przed nami? To punkt zwrotny, historia nie kłamie
Wall Street wyrwało się z letniego marazmu i wraz z nadejściem jesieni rozpoczęło wspinaczkę do historycznych szczytów. Sezonowość amerykańskiego cyklu wyborczego sugeruje, że najlepsze może być dopiero przed rynkiem akcji. Od czasów II Wojny Światwoej indeks S&P 500 rósł średnio 20% w okresie 12 miesięcy po wyborach uzupełniających do Kongresu USA. Stare powiedzenie „sprzedaj w Rosz ha-Szana, kupuj w Jom Kipur” zebrało żniwa. W tym roku wybory połówkoweo w USA odbędą się 3 listopada i to właśnie ta data może okazać się absolutnie kluczowa. Dlaczego?
Indeks S&P 500 wybija się z formacji flagi?
Techniczne warunki dla Wall Street poprawiły się i wszsytko wskazuje na to, że wybicie z byczej flagi zostało potwierdzone. Co prawda ryzyko podwyżek stóp w Fed jest realne jeszcze w tym roku. Mimo wszystko nie wydaje się, by zdefiniowało ono nowy trend na rynkach akcji. Dlaczego? Odpowiedź jest banalna. Amerykańskie firmy radzą sobie zbyt dobrze, by inwestorzy w ogóle chcieli przejmować się wzrostem stóp czy rentowności obligacji o jeden czy pół punktu procentowego.
W ostatnich tygodniach analitycy Bloomberga mocno podnosili oczekiwane zyski dla S&P 500, a przecież nie mogą tego robić w sposób „niepoparty” żadnymi dowodami. Wszystko wskazuje na to, że przed nami kolejny, rekordowy kwartalny sezon wyników za oceanem. W jego trakcie roczna dynamika wzrostu zysków może ponownie przekroczyć 30%, podczas gdy S&P 500 wzrósł względem ubiegłego roku ok. 12%.
eśli dodamy do tego spadek cen ropy, zmianę oczekiwań inflacyjnych, pauzę w podwyżkach stóp w USA i wyceny spółek z S&P 500 bardzo bliskie 10-letniej średniej – recepta na hossę wydaje się (prawie) gotowa. Oczywiście, nie oznacza to, że absolutnie nic nie może pójść nie tak. Pisaliśmy o tym m.in. w artykule Rynki igrają z ogniem? Te trzy czynniki mogą zatrzymać hossę na dobre. Jeśli indeks S&P500 wzrósłby rzeczywiście o 20%, a polski WIG20 dotrzymał mu tempa, przyszłej jesieni zupełnie realnym poziomem dla głównego z warszawskich indeksów mogłyby być okolice 5000 punktów.