Japoński pomysł na demografię. Banki zadbają o populację
Trzy japońskie banki formują alians, który ma zabezpieczyć przyszłość tego kraju i pomóc dać odpowiedź na długofalowo najbardziej niepokojące pytanie, przed jakim stoi Japonia. Mianowicie – jak przezwyciężyć tragiczną zapaść demograficzną Nipponu i skąd wziąć przyszłych poddanych Chryzantemowego Tronu? Bankom uda się to, co dla kolejnych gabinetów rządowych było problemem nie do rozwiązania? Niestety, wątpliwe.
Alians, o którym mowa, sformowały Hachijuni Bank, Shizuoka Bank oraz Yamanashi Chuo Bank. To lokalne instytucje bankowe z centralnej części wyspy Honsiu (środkowa Japonia). W myśl ogłoszonego dzisiaj porozumienia, będą one współpracować w dziedzinie inwestycyjnej. Tak, aby przyciągnąć do ich regionu „talenty” oraz „młodych ludzi”. Tych bowiem w tej okolicy – podobnie jak w większości Japonii – brakuje. Banki dostrzegają bowiem silny niedostatek rąk do pracy.
Trzy instytucje o których mowa wspominają otwarcie, że chcą skorzystać z bliskości Tokio oraz jego rozległego obszaru metropolitarnego, by przyciągnąć mieszkających tam ludzi. Założenie to nie jest bezpodstawne, biorąc pod uwagę, że sprzyja temu szereg czynników. Jak choćby takich, że Tokio należy do najdroższych miast na świecie. Zarówno jeśli chodzi o nieruchomości, jak i żywność oraz inne koszty życiowe. Do niedostępności tamtejszych nieruchomości dochodzi fakt zatłoczenia i braku spokoju.
Japonia, co za dużo pracuje
Tymczasem położone niewiele na zachód od japońskiej stolicy regiony – czyli prefektury Nagano, Yamanashi i Shizuoka – oferują piękne, górzyste okolice, daleko przyjaźniejsze nowym mieszkańcom pod względem finansowym oraz słynące z regionalnych produktów. Wszystko to mogłoby zatem pomóc na skalę lokalną. Niestety, w żaden sposób nie rozwiązuje to podstawowego problemu demograficznego, przed jakim stoi Japonia. I przypomina raczej przelewanie z jednego naczynia do drugiego.
Wspomnieć zarazem należy, że właśnie banki – nie chodzi o trzy lokalne banki, ale o sektor bankowy jako taki – miały swój istotny udział w położeniu podstaw kryzysu dzietności w Cesarstwie Wschodzącego Słońca. Nie maja one naturalnie wpływu na kwestie kulturowe – i owszem mają natomiast, i to bardzo duży, na przystępność cenową i osiągalność nieruchomości (tudzież ich brak). Tymczasem niemożność zakupienia domu jest jedną z istotnych przyczyn powstrzymujących ludzi przed posiadaniem potomstwa.
Do tego dochodzi też typowy dla japońskiego świata korporacyjnego, odgórnie wpajany pracoholizm. Skutecznie utrudnia on życie rodzinne, na które Japończycy częstokroć nie mają czasu ani siły. Jak w takich warunkach mieliby się decydować na dzieci w większej (albo w ogóle jakiejkolwiek) liczbie? Być może droga do rozwiązania kryzysu demograficznego i owszem, obejmuje banki. Jednak najprawdopodobniej nie w sposób, jaki imaginowałyby sobie zarządy tychże banków.