Inwestorzy odkochali się w sztucznej inteligencji? Google ciągnie Nasdaq w dół
Jeszcze niedawno każda informacja o przyspieszeniu inwestycji w sztuczną inteligencję była traktowana przez Wall Street jako argument za dalszym wzrostem największych spółek technologicznych. Wyniki Alphabetu pokazują, że ten etap hossy prawdopodobnie dobiegł końca. Właściciel Google przebił oczekiwania, a przychody z usług chmurowych wzrosły o ponad 80% rok do roku. Mimo to akcje spółki znalazły się pod presją, ciągnąc w dół kontrakty na Nasdaq.
Powodem nie było załamanie podstawowego biznesu ani utrata klientów. Inwestorzy przestraszyli się ceny, jaką Alphabet zamierza zapłacić za dalszy rozwój AI. Spółka podniosła prognozę tegorocznych nakładów inwestycyjnych do 195–205 mld dolarów, czyli o około 15 mld dolarów więcej niż wcześniej, licząc według środka przedziału. Rynek otrzymał więc dokładnie to, czego przez wiele kwartałów oczekiwał: szybki rozwój chmury i jeszcze większe inwestycje. Problem w tym, że po raz pierwszy uznał drugi z tych elementów za zagrożenie, a nie przewagę.
Kluczowe informacje
- Alphabet zwiększył przychody z chmury o ponad 80%, ale podniesienie planowanych inwestycji do 195–205 mld dolarów zaniepokoiło rynek.
- Reakcja akcji pokazuje, że inwestorzy zaczynają rozliczać spółki technologiczne z przepływów pieniężnych, a nie tylko tempa rozwoju AI.
- Dla Nasdaq największym ryzykiem nie jest dziś załamanie popytu, lecz coraz wyższy koszt utrzymywania technologicznej przewagi.
Wzrost przestał być argumentem
Wyniki Alphabetu trudno nazwać słabymi. Dynamiczny rozwój Google Cloud potwierdził, że zapotrzebowanie na moc obliczeniową, modele językowe i usługi związane z AI pozostaje bardzo wysokie. Spółka nadal należy do niewielkiej grupy przedsiębiorstw, które potrafią inwestować dziesiątki miliardów dolarów, a następnie sprzedawać powstałą infrastrukturę milionom klientów.
Rynek zaczął jednak analizować nie tylko przychody generowane dzięki AI, lecz również kapitał potrzebny do ich osiągnięcia. Każde nowe centrum danych wymaga zakupu chipów, energii, gruntów i systemów chłodzenia. Te wydatki pojawiają się natychmiast, podczas gdy przychody oraz zyski mogą być rozłożone na wiele kolejnych lat.
To właśnie dlatego mocne wyniki chmury nie wystarczyły do utrzymania kursu. Im wyższe nakłady, tym większa część przyszłego wzrostu musi zostać wykorzystana jedynie do uzasadnienia dzisiejszej wyceny. Wall Street nie kwestionuje już tego, czy AI będzie ogromnym rynkiem. Zaczyna pytać, ile z tego rynku zostanie ostatecznie w postaci wolnych przepływów pieniężnych dla akcjonariuszy.
Nasdaq staje się zakładem na skuteczność inwestycji
Znaczenie Alphabetu wykracza daleko poza jedną spółkę. Microsoft, Amazon, Meta i właściciel Google odpowiadają łącznie za blisko jedną czwartą wagi Nasdaq-100. Już wcześniej ich łączne plany inwestycji w AI na 2026 r. zbliżały się do 400 mld dolarów. Każda kolejna podwyżka tych prognoz zmienia więc profil całego indeksu.
Nasdaq nie jest już wyłącznie portfelem wysoko rentownych firm technologicznych. Coraz bardziej przypomina gigantyczny projekt infrastrukturalny finansowany przez największe korporacje świata. Różnica względem bańki internetowej polega na tym, że dzisiejsi liderzy osiągają wysokie zyski, posiadają silne bilanse i generują realne przepływy pieniężne. Według analizy samego Nasdaq niemal wszystkie spółki indeksu są rentowne, a większość generuje dodatni wolny przepływ gotówki.
To zmniejsza ryzyko powtórki z 2000 r., ale go nie usuwa. Nawet świetna spółka może okazać się słabą inwestycją, jeśli cena jej wzrostu stanie się zbyt wysoka. Dzisiejszy problem nie polega na tym, że centra danych pozostaną puste. Polega na tym, że konkurencja między gigantami może zmusić ich do inwestowania coraz większych kwot, ograniczając przyszłe marże.
Słabość rynku akcji w USA utrzymuje się od dłuższego czasu. Pisaliśmy o tym w Spokój na Wall Street to tylko pozory. Cisza przed burzą na S&P 500?
Rynek rozpoczął rozliczanie boomu AI
Alphabet może być pierwszym wyraźnym sygnałem, że inwestorzy zmieniają kryteria oceny liderów technologicznych. Do tej pory nagradzano spółki za zwiększanie nakładów, ponieważ oznaczało to większą ekspozycję na rozwój AI. Obecnie ta sama decyzja może prowadzić do spadku kursu, jeśli rynek nie widzi wystarczająco szybkiego zwrotu z wydawanego kapitału.
Podobne napięcie widać również w Tesli, która w drugim kwartale wygenerowała ujemny wolny przepływ pieniężny na poziomie 1,1 mld dolarów. Wydatki na AI, robotykę i rozwój nowych projektów są przedstawiane jako inwestycja w przyszłość, ale dla akcjonariuszy oznaczają dziś realny odpływ gotówki.
Nie oznacza to końca hossy Nasdaq ani pęknięcia bańki AI. Oznacza natomiast, że jej najłatwiejsza część prawdopodobnie jest już za rynkiem. Od teraz nie wystarczy udowodnić, że sztuczna inteligencja przyspiesza wzrost przychodów. Spółki będą musiały pokazać, że potrafią przełożyć ten wzrost na gotówkę szybciej, niż rośnie koszt budowania infrastruktury. Dla Nasdaq to znacznie trudniejszy test niż kolejna premiera modelu … Czy nawet rekordowa sprzedaż chipów.
