Intel zbiera 20 mld dolarów z rynku. Po latach buybacków spółka robi odwrotny ruch
Intel wykorzystuje tegoroczny rajd akcji, aby sfinansować najdroższą część swojego powrotu – budowę fabryk i biznesu foundry. Producent chipów zwiększył ofertę nowych akcji z początkowych 15 mld do 20 mld dolarów, po tym jak popyt inwestorów pozwolił powiększyć transakcję. To jedna z największych emisji akcji na amerykańskim rynku i pierwszy taki ruch Intela od ponad pół wieku.
Najciekawszy jest jednak kontrast z poprzednią erą zarządzania spółką. W latach 2010. Intel wydał około 82 mld dolarów na skup własnych akcji. Teraz, po niemal pięciokrotnym wzroście kursu od sierpnia 2025 roku, robi coś odwrotnego: sprzedaje drogie akcje, aby finansować fizyczne moce produkcyjne.
Jeżeli Intel rzeczywiście ma odzyskać znaczenie w globalnej produkcji półprzewodników, obecna emisja jest bardziej racjonalnym wykorzystaniem wysokiej wyceny niż kolejny buyback.
Najważniejsze fakty
- Intel sprzeda 210,5 mln nowych akcji po 95 dolarów, a wpływy netto mają wynieść około 19,7 mld dolarów. Banki otrzymały dodatkowo opcję zakupu kolejnych 31,6 mln akcji.
- Cena emisyjna oznaczała dyskonto 2,6% wobec poprzedniego zamknięcia, a akcje Intela niemal potroiły wartość od początku roku do poniedziałkowej sesji.
- Spółka podniosła już tegoroczny plan nakładów inwestycyjnych z 18 do 20 mld dolarów i szykuje produkcję w procesie 14A na dużą skalę w 2028 roku.
Intel sprzedaje akcje, kiedy są drogie
Oferta została wyceniona na 95 dolarów za akcję. Intel początkowo planował zebrać 15 mld dolarów, lecz ostatecznie zwiększył transakcję do 20 mld. Środki mają służyć ogólnym celom korporacyjnym, w tym inwestycjom oraz finansowaniu kapitału obrotowego.
Rozwodnienie udziałów dotychczasowych akcjonariuszy zwykle nie jest dobrą wiadomością i po pierwszej zapowiedzi emisji kurs spadł o ponad 4%. Trudno jednak ignorować moment, w którym zarząd zdecydował się po nią sięgnąć. Jeszcze rok temu pozyskanie 20 mld dolarów kapitału własnego byłoby dla Intela znacznie droższe. Dziś spółka może wykorzystać premię, którą rynek przyznał jej za oczekiwany powrót do technologicznej czołówki.
Nie jest zresztą wyjątkiem. Amerykańskie firmy pozyskały w drugim kwartale rekordowe 252 mld dolarów poprzez emisje akcji, IPO, SPAC-i i obligacje zamienne. Same dodatkowe emisje akcji już notowanych firm odpowiadały za 105 mld dolarów. AI zamienia więc giełdową hossę w realne finansowanie inwestycji.
Najdroższy zakład Intela to fabryki
Intel chce wykorzystać boom AI nie tylko jako projektant procesorów. Znacznie większa stawka leży w kontraktowej produkcji chipów, gdzie liderem pozostaje TSMC. Firma inwestuje w nowe zakłady, zaawansowane pakowanie oraz proces 14A.
Popyt na procesory centralne wzrósł wraz z rozwojem agentów AI na tyle mocno, że przekracza obecne możliwości produkcyjne Intela. W lipcu spółka zwiększyła prognozę tegorocznego capexu z 18 do 20 mld dolarów. Sam ogłoszony niedawno projekt rozbudowy fabryk w Irlandii ma kosztować 5 mld euro, czyli ponad jedną czwartą planowanych inwestycji w 2026 roku.
Intel zobowiązał się też do uruchomienia wielkoskalowej produkcji w technologii 14A w 2028 roku. Tesla została już pozyskana jako klient tego procesu, a dodatkowe oczekiwania wywołała zapowiedź Donalda Trumpa, że również Apple ma produkować procesory w zakładach Intela – choć same spółki tego nie potwierdziły.
20 mld dolarów daje Intelowi kapitał, ale nie rozwiązuje najtrudniejszego problemu: nowe fabryki muszą zostać wypełnione zamówieniami zewnętrznych klientów.
To zakład na powrót Intela, nie tylko na AI
Emisja dobrze pokazuje, jak zmieniła się ekonomika całego boomu AI. Jeszcze niedawno inwestorzy oceniali przede wszystkim projektantów chipów. Teraz coraz większa część kapitału płynie do fabryk, energii, centrów danych i zaawansowanego pakowania.
Dla Intela to wyjątkowa okazja, ale także zobowiązanie. Spółka zamienia część tegorocznej giełdowej premii na gotówkę potrzebną do odbudowy przewagi produkcyjnej.
Jeżeli strategia foundry zadziała, obecne rozwodnienie akcjonariatu może okazać się rozsądną ceną za powrót do technologicznej czołówki… Jeżeli nie, inwestorzy przypomną sobie, że 20 mld dolarów nowego kapitału nie zastąpi klientów, wydajności produkcji i konkurencyjnego procesu technologicznego.