Inflacja w USA stanęła w miejscu. Wall Street w euforii po danych PPI

Inflacja w USA stanęła w miejscu. Wall Street w euforii po danych PPI

Inflacja producencka w USA po raz drugi z rzędu okazała się słabsza od tego, czego jeszcze niedawno obawiał się rynek. PPI nie zmienił się w lipcu, podczas gdy ekonomiści oczekiwali wzrostu o 0,2%. W czerwcu ceny producentów spadły o 0,1% – po rewizji z pierwotnie raportowanych -0,3% – a w maju rosły jeszcze o 0,5%.

Również inflacja bazowa wypadła lepiej od prognoz. PPI po wyłączeniu żywności i energii zwiększył się o 0,2%, wobec oczekiwanych 0,3%. Dzień wcześniej podobną niespodziankę przyniósł CPI: ceny konsumpcyjne wzrosły w lipcu tylko o 0,1%, a inflacja bazowa o 0,2%.

Dwa raporty z rzędu zaczynają więc układać się w spójną historię. Wiosenny szok cenowy związany z energią, wojną z Iranem i cłami nie zniknął z rocznych statystyk, ale przestał przyspieszać z miesiąca na miesiąc. Kontrakty na amerykańskie indeksy rosły po publikacji, rentowności obligacji spadły, a inwestorzy jeszcze mocniej ograniczyli zakłady na podwyżkę stóp we wrześniu.

Fed dostał w ciągu dwóch dni dwa argumenty za cierpliwością: ceny konsumentów rosną wolniej, a w łańcuchu produkcji nie pojawia się na razie kolejna fala kosztów… Takowa musiałaby zostać przerzucona na klientów. Wall Street dostalo pozytywny sygnał, przemawiający za pozostawieniem stóp bez zmian – prawdopodobnie do końca roku.

Najważniejsze fakty

  • PPI pozostał w lipcu bez zmian, wobec prognozowanego wzrostu o 0,2%. Inflacja bazowa wyniosła 0,2%, również poniżej konsensusu zakładającego 0,3%.
  • Ceny dóbr spadły o 0,7%, głównie dzięki energii tańszej o 3,1%. Benzyna potaniała aż o 5,7%, a żywność o 0,9%.
  • Jednocześnie ceny usług zwiększyły się o 0,2%, a PPI po wyłączeniu żywności, energii i usług handlowych wzrósł aż o 0,4%.

Energia ponownie zrobiła większość pracy

Najmocniejszym hamulcem inflacji producentów pozostają towary. Ich ceny spadły w lipcu o 0,7%, po jeszcze większym spadku o 1,4% w czerwcu. W dużej mierze odpowiada za to energia, która potaniała o 3,1%.

Sama benzyna spadła o 5,7% i odpowiadała za ponad połowę obniżki całego indeksu dóbr finalnych. Tańsze były również olej napędowy, paliwo lotnicze, oleje opałowe oraz żywice termoplastyczne. Żywność potaniała o 0,9%, a spadki objęły m.in. świeże i suszone warzywa.

Po wyłączeniu żywności i energii towary podrożały jednak o 0,1%. Ceny pojazdów i wyposażenia motoryzacyjnego zwiększyły się o 0,3%, a w górę poszły również ceny energii elektrycznej i zbóż.

To rozróżnienie ma znaczenie. Lipcowy PPI wygląda bardzo dobrze na poziomie nagłówka, ale część poprawy jest bezpośrednim skutkiem cofnięcia wcześniejszego skoku cen paliw.

Jeżeli ropa pozostanie spokojniejsza, producenci dostaną czas na wchłonięcie wcześniejszego wzrostu kosztów. Jeżeli energia ponownie ruszy w górę, dzisiejszy zerowy PPI może szybko okazać się tylko przerwą w trendzie.

Usługi nadal nie wyglądają równie spokojnie

Ceny usług wzrosły w lipcu o 0,2%, po zwyżce o 0,5% miesiąc wcześniej. Szczególnie mocno – o 0,6% – zwiększyły się ceny usług po wyłączeniu handlu, transportu i magazynowania.

Dużą część tego ruchu wygenerowało zarządzanie portfelami, gdzie ceny skoczyły aż o 6,5%. BLS zwraca uwagę, że ta kategoria potrafi być wyjątkowo zmienna na początku kwartału ze względu na sposób raportowania.

Wzrosły również marże m.in. w handlu detalicznym produktami zdrowotnymi i kosmetycznymi, samochodami i częściami, artykułami ogrodniczymi oraz żywnością i alkoholem. Po drugiej stronie ceny transportu ciężarowego spadły o 1,8%. Cały indeks usług transportowych i magazynowych obniżył się o 1,8%, a marże handlowe o 0,1%.

Najbardziej otrzeźwiający fragment raportu znajduje się jednak gdzie indziej. PPI po wyłączeniu żywności, energii i usług handlowych wzrósł w lipcu o 0,4%, po zaledwie 0,1% w czerwcu. W skali roku ta miara jest wyższa o 4,7%. To pokazuje, dlaczego jednego zerowego odczytu nie można traktować jako końca problemu inflacyjnego.

Roczna inflacja producentów nadal wynosi 4,7%

Pomimo braku wzrostu cen w lipcu główny PPI pozostaje o 4,7% wyższy niż rok temu. Bazowy wskaźnik po wyłączeniu żywności i energii wynosi 4,2% r/r.

Ta pozorna sprzeczność dobrze pokazuje sytuację, w której znalazła się amerykańska gospodarka. Roczne wskaźniki nadal zawierają wcześniejszy skok kosztów, podczas gdy bieżące dane miesięczne mówią już o wyraźnie słabszej presji.

Właśnie miesięczne tempo zmian będzie teraz szczególnie ważne dla Fed. Bank centralny nie potrzebuje przecież natychmiastowego powrotu PPI czy CPI do 2%, aby zrezygnować z kolejnej podwyżki. Potrzebuje przekonujących dowodów, że inflacja nie rozpędza się dalej.

CPI i PPI zaczynają mówić jednym głosem

Dzień wcześniej CPI wzrósł o 0,1% w lipcu, a roczna inflacja konsumencka obniżyła się do 3,4% z 3,5%. Inflacja bazowa wyniosła 0,2% m/m i 2,5% r/r, wracając do poziomu sprzed rozpoczęcia wojny z Iranem.

W CPI energia również ciągnęła wskaźnik w dół. W PPI mechanizm jest podobny, ale pojawia się wcześniej w łańcuchu cenowym. Jeżeli producenci płacą mniej za paliwa, transport i część surowców, maleje presja, aby później przerzucać wyższe koszty na detalistów i konsumentów.

Dlatego zestawienie obu raportów jest dla Fed ważniejsze niż którykolwiek z nich osobno. Po miesiącach obaw, że cła i energia uruchomią kolejną falę inflacji, na razie nie widać jej w danych za czerwiec i lipiec.

Rynek pracy komplikuje argument za podwyżką

Do inflacyjnego obrazu doszedł w czwartek jeszcze jeden element. Liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wzrosła w tygodniu zakończonym 8 sierpnia o 9 tys., do 209 tys. Ekonomiści oczekiwali 204 tys.

Sam taki odczyt nie oznacza problemów na rynku pracy. Pojawia się jednak tuż po słabym lipcowym raporcie o zatrudnieniu, który już wcześniej skłonił inwestorów do ograniczenia oczekiwań na wrześniową podwyżkę stóp.

Jeszcze niedawno rynek mocno zakładał ruch FOMC na posiedzeniu 15–16 września. Po CPI i PPI ciężar oczekiwań przesuwa się raczej na październik lub grudzień.

Największa zmiana ostatnich dni polega więc nie na tym, że Fed nagle wygrał z inflacją, lecz na tym, że koszt pośpiechu wyraźnie wzrósł: miesięczna presja cenowa słabnie, a rynek pracy jednocześnie daje pierwsze powody do ostrożności.

Fed nadal zobaczy kolejne dane przed wrześniowym posiedzeniem i może zmienić ocenę sytuacji. Na dziś jednak układ jest zdecydowanie mniej jastrzębi niż jeszcze kilka tygodni temu. Wskaźnik PPI nie wzrósł wcale. W połączeniu ze spokojniejszym CPI coraz trudniej uzasadnić podwyżkę stóp wyłącznie obawą, że wcześniejszy szok energetyczny ponownie wymknie się spod kontroli.

Dziękujemy, że przeczytałeś/aś nasz artykuł do końca. Obserwuj nas w Wiadomościach Google i bądź na bieżąco!