Europejskie indeksy skazane na spadki? Tonące obligacje dały o sobie znać

Europejskie indeksy skazane na spadki? Tonące obligacje dały o sobie znać

Wobec rosnących rentowności obligacji na światowych rynkach: od Azji, przez Europę aż po Stany Zjednoczone, sceptycyzm wobec hossy na giełdach przybiera na sile. Europa wydaje się mieć przez to większy problem od Wall Street. Dlaczego? Tylko wąska grupa europejskich firm pokroju ASML naprawdę korzysta na boomie związanym ze sztuczną inteligencją. Pozostałe „wystawione są” na ryzyka cykliczne, a wolniejsza ekspansja zysków i przychodów implikuje większą podatność na strach związany z rekordowymi rentownościami.

W USA jest wręcz przeciwnie. Zyski spółek z S&P 500 rosną o 32% (bez efektów jednorazowych) co jest absolutnie nieosiągalnym poziomem dla europejskich benchmarków. W Europie inwestorzy mogą zacząć pytać dlaczego po prostu nie wybrać bezpiecznych 5% lub wybierać akcje z USA, zamiast inwestować we wcale nie tanie indeksy europejskie, wystawione na cykliczne ryzyka i wpływ kryzysu energetycznego? Indeks Euro Stoxx 600 wzrósł w tym roku o 7% wobec ok. 15% wzrostu S&P 500. To nie są powalające statystyki. Na tle Europy zaskakująco dobrze wypada WIG20, który zyskał ponad 28%, a względem września 2025 roku szalone 46%.

Europejskie akcje mają problem. Ale dlaczego?

Znów Stary Kontynent wygląda na przegranego w 'globalnym wyścigu technologicznym’ ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jeśli przyszłość opanują amerykańskie i chińskie firmy technologiczne i modele AI, Europę czeka powolna kompresja. Dotyczyć może to niebawem setek biznesów i ich wycen od oprogramowania przez przemysłówkę, która nie będzie w stanie automatyzować produkcji w zawrotnym tempie. Wiele mówi się o tym, że najbliższa dekada upływać będzie pod znakiem drożejących surowców i twardych aktywów, w tym ropy.

Niestety w temacie czarnego złota Stary Kontynent nie ma się czym popisać: rafinerii nie otwarto od dekad, sektor jądrowy zostaje w tyle a „zielone regulacje” dławią ekspansję przemysłu, podnosząc koszty dla wielu przedsiębiorstw w energochłonnych branżach. Okazuje się, że ma to niemal bezpośrednie przełożenie na sztuczną inteligencję i dostęp do mocy obliczeniowych. Jeśli dodamy do tego fakt, iż PKB zachodnich gospodarek spowalnia, społeczeństwa stały się „leniwe’ po dekadach boomu gospodarczego.

Dochodzimy do wniosku, że za naszego życia może dokonać się istotny transfer bogactwa. Znane, stare marki z wyjątkiem tych naprawdę luksusowych mogą upadać za dekadę lub dwie, na naszych oczach. Jak w takim środowisku skok rentowności mógłby nie oddziaływać na indeksy giełdowe, w których nie ma drugiej Nvidia, drugiego Amazonu, czy SpaceX? To niemożliwe. Właśnie tu leży problem Europy. Jest nim brak pomysłu na wzrost i brak warunków sprzyjających do tego. Na szczęście to otwiera drzwi szerzej dla nowych, ambitnych firm z Polski. Ale to wystarczy ledwie na otarcie łez.