Przyczyną kolejnego kryzysu będą kryptowaluty

20 790

Mniej więcej co dziesięć lat pojawia się katalizator poważnego kryzysu gospodarczego. Lata dziewięćdziesiąte XX w. miały swoją bańkę internetową, rok 2008 przyniósł kryzys na rynku kredytów hipotecznych. Patrick Tan (Novum Alpha) twierdzi, że przyczyną kryzysu lat dwudziestych XXI stulecia będą kryptowaluty. Dlaczego?

Mieszkając nad brzegami potężnej rzeki Mekong, która płynie z Płaskowyżu Tybetańskiego przez tysiące mil przez Indochiny do Morza Południowochińskiego, Tran Nguyen doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak wysoko ponad linią brzegu musi wznieść się jego dom.

Nguyen i jego rodzina od pokoleń uprawiają ziemię i łowią ryby w Mekongu, bez względu na wojny i konflikty, żyjąc swoim życiem, czytając sygnały rzeki, która daje i zabiera.

Ale w ciągu ostatniej dekady, dzięki licznym projektom hydroelektrycznym w pobliżu Mekongu, obfita niegdyś rzeka, która dostarczała bardzo wiele potrzebnego do życia pożywienia, pochłonęła więcej niż była w stanie ofiarować.

Fiaska uprawy stały się coraz częstsze, a stada ryb przerzedziły się.

Początkowo zmiany były zbyt subtelne, aby miały duże znaczenie; zbyt małe, by zwrócić na siebie większą uwagę.

Jednak w ciągu ostatnich kilku lat sezonowe powodzie spowodowane nieustannymi deszczami monsunowymi, które są nieodłączną częścią życia na Mekongu, przybrały na sile.

W zeszłym roku, mimo że poziom wody nigdy nie podniósł się powyżej miejsca, w którym Nguyen zbudował swój dom, jego dobytek zostały zniszczony na skutek ogromnej powodzi.

Według Nguyena:

„Wody albo jest za mało, albo przychodzi jej za dużo, co powoduje powodzie – nic w kontekście Mekongu nie jest teraz normalne”. „Nigdy wcześniej nie widziałem tak szybko zmieniającej się rzeki”.

Nie tylko Mekong szybko się zmienia. Zmianom podlega również globalny system monetarny i to w sposób, który może zapewnić idealny grunt pod kolejny, wielki kryzys finansowy.

Byłem tam; zdmuchnąłem tę bańkę

Weterani poprzednich baniek finansowych odczuwają niewątpliwe déjà vu.

Wyceny akcji są na poziomie najwyższym od czasu bańki internetowej w 2000 roku, ceny domów wracają do szczytu sprzed kryzysu finansowego, a niektóre z najbardziej ryzykownych firm nie mają problemów z zadłużeniem się na rynkach lub sprzedażą akcji.

Wszystko to dzieje się w chwili, gdy inwestorzy wydają miliardy dolarów na wiele nowych obszarów: od zielonej energii po kryptowaluty.

Ale u podstaw tego całego szaleństwa, za którym tylko pozornie nie leży żadna metoda, kryją się działania Rezerwy Federalnej USA, których wpływ był również widoczny podczas poprzednich baniek i krachów.

Nie jest tajemnicą, że znacząco poluzowana polityka monetarna regularnie napędzała finansowe boomy. Staje się to wyjątkowo łatwe również i tym razem.

Ponieważ Fed utrzymywał stopy procentowe na niskim poziomie od czasu, gdy pandemia zaczęła zbierać swoje żniwo w marcu zeszłego roku, a nawet oznaki podwyższonej inflacji tylko przesuwały harmonogram podwyżek stóp, zamiast stymulować faktyczny ruch w celu zwiększenia kosztów pożyczek, Fed zasygnalizował rynkom, że ma niewielki apetyt na zacieśnianie płynności.

Jest lepiej. Zepsujmy to!

Pomimo oznak, że stan gospodarki Stanów Zjednoczonych poprawia się, Fed nadal nasyca rynek zarówno obligacjami skarbowymi, jak i papierami wartościowymi zabezpieczonymi hipoteką o łącznej wartości około 120 miliardów USD miesięcznie.

I pomimo niedawnego skoku rentowności obligacji, w ciągu ostatniego tygodnia jej poziom ponownie spadł, a referencyjna rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych, do której odwołują się prawie wszystkie inne dłużne papiery wartościowe, jest nadal znacznie poniżej progu inflacji.

Dopiero po raz drugi w ciągu ponad czterech dekad, realne stopy kapitalizacji pozostają głęboko ujemne, zakłócając mechanizmy zachęt rynkowych i ceny aktywów.

Ale czy Fed lub jakikolwiek inny bank centralny naprawdę miał inny wybór niż zalanie rynków „nową” płynnością?

Niestety nie.

Skała

Ci, którzy znają kulisy Wielkiego Kryzysu wiedzą, że niechęć do interwencji zarówno administracji Hoovera, jak i amerykańskiej Rezerwy Federalnej pogorszyła sytuację i niepotrzebnie przedłużała niemoc gospodarczą.

Chociaż administracja Hoovera wprowadziła pakiety pomocowe, odmówiła bezpośredniej interwencji w gospodarkę. Fed ograniczał w tym czasie płynność, odmawiając wsparcia upadającym bankom, kiedy system finansowy najbardziej tego potrzebował.

Dlatego nie ma wątpliwości, że Fed musiał działać podczas pandemii, która w najbardziej intensywnym okresie budowała ryzyko wyrządzenia znacznie większych szkód (nawet niż te z kryzysu finansowego z 2008 roku).

Ale oznaki, że nie tylko gospodarka amerykańska, ale i gospodarka światowa jest w dobrym stanie, mogą podważyć uzasadnienie tak niskich stóp procentowych, zagrażając podstawom wyceny rynkowej.

Jednak Fed był tu już wcześniej.

Pod koniec lat 90. Fed obniżył stopy procentowe w odpowiedzi na azjatycki kryzys finansowy z 1997 r. i widmo upadku funduszu hedgingowego Long-Term Capital Management.

Posunięcie Fedu było postrzegane przez wielu jako niejawne zabezpieczenie rynków, i chociaż w jakiś sposób je wzmocniło, to doprowadziło je również do bańki dotcom, która nastąpiła niemal natychmiast po tym.

Gdy bańka internetowa pękła, polityka niskich stóp Fed w odpowiedzi na ten kryzys spowodowała, że ​​krany z płynnością popłynęły, aby zalać grunt pod kolejną bańkę na rynku nieruchomości i dać podwaliny pod kolejny kryzys.

W obydwu przypadkach urzędnicy Fed zaciekle bronili swojej polityki, argumentując, że podnoszenie stóp procentowych (lub ich nieobcinanie) tylko po to, by zapobiec bańkom, naraziłoby na szwank ich główne cele, jakimi są utrzymanie bezrobocia i inflacji na niskim poziomie i wyrządziłoby więcej szkód,niż pozbycie się bańki na własną rękę.

Podczas, gdy w kontekście poprzednich baniek, Fed był przynajmniej pozornie zaniepokojony inflacją, aktualnie wprowadza w życie założenia swojej własnej teorii ekonomicznej, zwanej „Nową Polityką Monetarną”, która akceptuje wyższą inflację (ponad 2%) w niektórych okresach, aby zamaskować okresy niższej inflacji (w dekadzie po kryzysie finansowym 2008).

I choć to wszystko może brzmieć trochę jak voodoo — bo kto nie chciałby „mieć ciastka” i „zjeść ciastka”? – urzędnicy Fed wyjaśniali nową politykę monetarną z poważną miną, jakby inflacja była niczym tarcza termostatu, którą można ustawić.

Misja zakończona?

Oczywiście, wybuch pandemii w marcu ubiegłego roku spowodował uderzenie w produkcję gospodarczą USA, co początkowo było gorsze w skutkach niż kryzys finansowy z 2008 roku, ale już po dwóch miesiącach aktywność gospodarcza zaczęła się odradzać, gdy ograniczenia zostały złagodzone, a przedsiębiorstwa dostosowały się do regulacji w zakresie dystansu społecznego.

Fed zainicjował nowe programy pożyczkowe. Wiele z nich nie zostało wykorzystanych, a Kongres uchwalił ustawę Cares Act opiewającą na 2,2 biliona dolarów, przy której ustawa o nadzwyczajnej stabilizacji gospodarczej z 2008 r. wygląda jak zwykłe kieszonkowe.

Szczepionki na koronawirusa pojawiły się znacznie szybciej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać, a gospodarka USA ponownie otworzyła się w szybkim tempie i mimo, że wielu obywateli pozostaje niezaszczepionych, USA nadal przodują pod względem liczby szczepień.

Przy obecnym momentum działań, gospodarka amerykańska nie tylko prawdopodobnie osiągnie swój rozmiar sprzed pandemii jeszcze przed końcem bieżącego roku, ale prawdopodobnie będzie większa i potężniejsza niż do czasu wybuchu pandemii.

Mimo to, zarówno fiskalne, jak i monetarne środki pomocowe czekają nadal w odwodzie.

Administracja Bidena odniosła w marcu ogromne zwycięstwo, wdrażając dodatkowy pakiet pomocowy o wartości 1,9 bln USD i pracuje nad wprowadzeniem do sierpnia nowej infrastruktury w tym zakresie o wartości 1,2 bln USD.

I chociaż wydaje się, że rynki obligacji funkcjonują normalnie, Fed nadal pozostaje 400-funtowym gorylem, który mocno obciąża rentowność obligacji.

Ten bezprecedensowy zastrzyk bodźców zarówno monetarnych, jak i fiskalnych w gospodarce, która już odradza się dzięki ponownemu otwarciu jest powodem, dla którego rynki aktywów zaczynają przekształcać się w obszar bańki.

Według danych FactSet, akcje S&P 500 osiągają obecnie około 22-krotność zysków w nadchodzącym roku, co jest poziomem, który został przekroczony dopiero w szczycie bańki internetowej w 2000 roku.

Z danych Bloomberg Barclays wynika, że Inwestorzy wykazali również gotowość do zaakceptowania najniższych stóp zwrotu od 1995 r. dla obligacji spółek o ratingu śmieciowym, najwęższego spreadu powyżej bezpiecznych amerykańskich obligacji skarbowych od przedednia kryzysu finansowego z 2008 r.

Nieruchomości mieszkalne i komercyjne, skorygowane o inflację, również znajdują się blisko szczytu, gdy bańka mieszkaniowa była napompowana najpełniej w 2006 r.

Kryptowaluty, klasa aktywów, która nie istniała przed kryzysem finansowym w 2008 roku, są obecnie warte około 1,33 biliona USD.

Chociaż wyceny akcji i nieruchomości mogą być dziś bardziej uzasadnione niż, powiedzmy, w 2000 czy 2006 roku, ponieważ zwroty z amerykańskich obligacji skarbowych są o wiele niższe, uzasadnienie cen innych aktywów staje się nieco naciągane.

To nie rozmiar ma znaczenie, tylko to, czego używasz, aby dokonać pomiaru

Podobnie jak w poprzednich bańkach, konwencjonalne miary wyceny są odrzucane jako przestarzałe, zwłaszcza jeśli chodzi o nowo powstające klasy aktywów.

Bank of America odnotował w kwietniu br., że firmy o relatywnie niższej emisji dwutlenku węgla i wyższej efektywności gospodarowania wodą uzyskiwały wyższe wyceny, ale nie ze względu na lepsze przepływy pieniężne lub przyszłe zyski, ale z powodu zalewu nowych pieniędzy w tak zwanych funduszach ESG, które inwestują zgodnie z z kryteriami środowiskowymi, społecznymi czy zarządzania.

Konwencjonalne wyceny są również zbędne w przypadku kryptowalut, które w większości nie przynoszą odsetek, nie generują dochodów z czynszu oraz dywidend.

Co ważniejsze, kryptowaluty muszą jeszcze jednoznacznie ustalić istotne przypadki użycia inne niż spekulacja.

Ich zwolennicy twierdzą, że kryptowaluty pewnego dnia zastąpią waluty fiducjarne i wykorzystają zdecentralizowane finanse (DeFi) jako narzędzie zastępujące tradycyjne finanse.

Jeszcze w maju kryptowaluty zostały wycenione na ponad 2,4 biliona dolarów, więcej niż wszystkie dolary amerykańskie w obiegu.

Niezależnie od tego, czy chodzi o kryptowaluty, czy Internet, tak jak w przypadku jednej z poprzednich baniek, innowacje finansowe działają cały czas.

Podziały akcji dokonywane przez faworytów inwestorów detalicznych, takich jak Apple i Tesla, sprawiły, że ich niewielkie udziały stały się bardziej zdatne do konsumpcji na rynku masowych inwestycji detalicznych.

Szacuje się, że inwestorzy indywidualni stanowią do 26% wolumenu rynku. Zgodnie z danymi Vanda Research i Bank of International Settlements, inwestorzy detaliczni mają teraz większy niż kiedykolwiek wpływ na ogólny kierunek rynków.

Inwestorzy nie muszą też posuwać się zbyt daleko, aby znaleźć przykłady wpływu inwestorów detalicznych — wystarczy spojrzeć na GameStop, AMC Entertainment i ligę niezwykłych, memowych akcji oraz fortuny „profesjonalnych inwestorów”, takich jak Melvin Capital, liżących rany ze swoich krótkich pozycji.

Podobnie jak w przypadku tradycyjnych wskaźników, inwestorzy detaliczni również używają własnych narzędzi do szacowania przyszłej wyceny […]kupując akcje i inne aktywa z powodów zupełnie niezwiązanych z ich strategią, profilem działalności lub perspektywami na przyszłość.

I chociaż za taką działalność spekulacyjną często obwinia się Fed, sekretarz skarbu USA Janet Yellen przypomina wszystkim, że „korelacja nie implikuje związku przyczynowo-skutkowego”.

Być może.

Jednak korelacja między stymulacją fiskalną a spekulacją pozostała nienaruszona, gdy w marcu zeszłego roku napływy do ETF i funduszy inwestycyjnych wzrosły po tym, jak Departament Skarbu USA rozpoczął dystrybucję czeków stymulacyjnych o wartości 1400 USD.

Jak to się kończy?

Trudno to przewidzieć.

Drogie akcje mogą w końcu osiągnąć zyski niezbędne do uzasadnienia ich obecnych cen, a wyceny mogą w końcu ulec normalizacji, zwłaszcza jeśli światowa gospodarka będzie nadal podążać obecną trajektorią.

Bardziej ekstremalne strefy spekulacji mogą zawalić się pod własnym ciężarem, gdy zyski rozczarują, pojawi się konkurencja lub aspiracje nie zostaną spełnione.

Jednakże, aby wszystkie aktywa spadły, potrzebne byłoby jakieś większe wydarzenie makroekonomiczne, takie jak recesja, kryzys finansowy, a nawet niekontrolowana inflacja.

Ponieważ pandemia się cofa, recesja wydaje się na razie mało prawdopodobna.

A ponieważ Fed demonstruje chęć podniesienia stóp (lub przynajmniej przesunie harmonogram ich podniesienia), a ograniczenia podaży zostaną ostatecznie wyeliminowane, ryzyko niekontrolowanej inflacji jest również mniej prawdopodobne.

Powyższe implikuje, że ​​kryzys związany z jakąś ukrytą kruchością systemu pozostaje najbardziej prawdopodobnym prekursorem szerszych skutków finansowych. Wygląda na to, że Wall Street składa elementy tej układanki w jedną całość właśnie teraz.

Krypto biznes

W ciągu ostatnich 18 miesięcy liczba wielkich nazwisk z Wall Street wchodzących w kryptowaluty wzrosła do bardzo wysokiego poziomu.

Podczas gdy w przeszłości ogłoszenie o tym, że fundusz hedgingowy Marshalla Wace o wartości 55 miliardów dolarów planuje inwestycję w kryptowaluty spowodowałoby ogromny wzrost cen, wiadomość o tym przeszła przez wykresy cenowe praktycznie niezauważona.

Rynki kryptowalut tak przyzwyczaiły się do obecności nowych podmiotów instytucjonalnych, że wiadomość o ich przybyciu nie wywołuje już nowych fal wzrostowych.

[…] nawet tweety Elona Muska rzucające cień na Bitcoin i Ether nie zrobiły nic, by powstrzymać instytucje przed podjęciem decyzji o wznowieniu zakupów.

Od BlackRock do Fidelity Investment Management, Goldman Sachs do Citigroup, Morgan Stanley do JPMorgan Chase, Paul Tudor Jones, MicroStrategy, Stanley Druckenmiller, Ray Dalio, Tesla, Square, Visa, PayPal, Mastercard, lista cały czas rośnie.

To wszystko prowadzi jednak do nadpłynności w pogoni za coraz rzadszym zasobem.

Nie powinno zatem dziwić, że instytucje finansowe, dla których środowisko niskich stóp procentowych pochłania ich zyski, a działalność handlowa nie może już generować alfa z zeszłego roku, zwracają się w stronę kryptowalut.

A każda kolejna instytucja stawiająca na kryptowaluty, powiększa pamięć podręczną i wiarygodność przestrzeni, która w obecnym stanie jest nieuregulowana i rośnie pod względem wielkości i znaczenia.

Z doświadczonym w kryptowalutach Garym Genslerem, który kieruje amerykańską Komisją Papierów Wartościowych i Giełd na pokładzie, rośnie prawdopodobieństwo inauguracji amerykańskiego funduszu ETF na bitcoiny.

Wall Street, która początkowo lekceważyła dominację cyfrowych aktywów, zirytowana tym, że jeszcze nie wysadziła bańki kryptowalutowej do maksimum, może teraz przejąć inicjatywę, aby zastosować swoją kreatywność w przestrzeni w taki sam sposób, jak w przypadku firm internetowych i kredytów hipotecznych.

Znakiem rozpoznawczym Wall Street było zarabianie pieniędzy na sprzedaży klientom najbardziej złożonych instrumentów, ze zrozumieniem których były duże trudności. Kryptowaluty są idealnym produktem do realizacji tak postawionego celu, łącząc ze sobą dwie i tak już skomplikowane dziedziny — finanse i technologię.

Fed […] zauważył już ryzyko, wymieniając ceny kryptowalut jako potencjalne zagrożenie w swojej ogólnej ocenie stabilności systemu finansowego.

W krótkim komentarzu odnośnie półrocznego Raportu Polityki Pieniężnej Fed, bank centralny zauważył, że decydenci zwracają większą uwagę na kryptowaluty, które stanowią zaledwie skrawek ogromnego systemu finansowego.

Prezes Rezerwy Federalnej USA, Jerome Powell, powiedział, że chce, aby Fed odgrywał „wiodącą rolę” w opracowywaniu międzynarodowych standardów dla walut cyfrowych, czego właśnie chce Wall Street, ponieważ nie da się oszukać systemu, jeśli nie istnieją żadne zasady.

Na razie kryptowaluty są zbyt małe i zbyt nieistotne w wielkim schemacie globalnego systemu finansowego. Nawet w przypadku największych wzrostów, nadal stanowiły ułamek wartości instrumentów pochodnych będących przedmiotem codziennego obrotu, ale Wall Street może to zmienić.

Chociaż bańki nie są pompowane w jeden dzień, istnieją oznaki, że Wall Street jest już w trakcie układania klocków, prowadzących do wysadzenia ogromnej bańki na kryptowalutach.

Od biur handlowych specjalizujących się w aktywach cyfrowych, po rozprzestrzenianie się opartych na nich produktów giełdowych w Europie, rośnie poczucie, że branżadojrzewa i przygotowuje podwaliny pod ogromny hype.

Podobnie jak wiele innych baniek wcześniej, przesłanki są subtelne, a znaki ostrzegawcze oczywiste i dostrzegalne dopiero z perspektywy czasu. Kryptowaluty mogą potencjalnie spowodować kolejny kryzys finansowy, może nie dzisiaj, może nie jutro, ale pewnego dnia i na resztę swojego istnienia.

Powyższy tekst jest tłumaczeniem artykułu zatytułowanego „The next Crisis will Come from Cryptocurrencies”, którego autorem jest Patrick Tan.

Może Cię zainteresować:

Komentarze