Kryptozłotówka – czym miała być i co dalej z projektem

570

Polska kryptowaluta stworzona we współpracy z rządem zrewolucjonizuje płatności i całą bankowość. Polski Akcelerator Technologii Blockchain działający pod patronatem Ministerstwa Cyfryzacji rozpoczyna rewolucję tworząc dPLN.

We wtorek 16 stycznia Puls Biznesu poinformował, że „Polska szykuje kryptozłotego”. Następnego dnia podał informację o „Czarnych chmurach nad kryptozłotym”. Prace nad wejściem w obieg dPLN-a (digital PLN) nie tylko wywołało falę newsów w polskich serwisach informacyjnych, ale również masę pytań oraz dyskusji na temat narodowej „kryptowaluty”.

Jak to wszystko się zaczęło…

Stworzyliśmy kryptograficzną walutę, którą pozbawiliśmy cech spekulacyjnych. Chcemy dać naszej gospodarce niepodrabialny pieniądz, który nie wymaga drogiej infrastruktury, a przy okazji jego transfer jest ultraszybki —prof. Krzysztof Piech dla Puls Biznesu

Z informacji podanych w artykule Pulsu Biznesu wynika, że stworzona została polska „cyfrowa złotówka”. Projekt został opisany przez prof. Krzysztofa Piecha – prezesa Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain, lidera biznesowego Strumienia „Blockchain i Kryptowaluty” oraz inicjatora projektu dPLN.

Wirtualna „waluta” ma już gotową podstawową wersję. W ciągu najbliższych dwóch tygodni powinny zacząć się testy gotowego kodu. Programiści będą pracować nad bardziej zaawansowaną wersją dPLN, która będzie uwzględniać warunki lokaty czy kredytu.

Ponadto podkreślono zalety przyszłego pieniądza, od decentralizacji, poprzez brak ryzyka kursowego, aż po bezpieczeństwo i wpasowanie w przestrzeń regulacyjną Polski oraz Unii Europejskiej. Jednym słowem ideał.

Ale czy na pewno?

Nagłośnienie sprawy dPLN stworzyło ogromne pole do dyskusji na temat samego projektu, możliwości wdrożenia czy sensu istnienia cyfrowego odpowiednika złotówki. Jednak Ministerstwo Cyfryzacji prowadzące program „Od papierowej do cyfrowej Polski”, w ramach którego działa Strumień „Blockchain i Kryptowaluty” szybko zamknęło dyskusje dotyczące dPLN cofając patronat dla Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain. MC  poinformowało w oświadczeniu, że kwestie związane z obrotem pieniężnym (w tym kryptowalutami) są poza jego jurysdykcją.

Organami decydującymi są natomiast NBP i KNF, które od grudnia prowadziły kampanię „Uważaj na kryptowaluty”.

Informacja o wycofaniu patronatu Ministerstwa Cyfryzacji została skomentowana przez byłą Panią Minister Annę Streżyńską.

Nie wiemy jaki los czeka dPLN. Pewne jest jednak to, że nie zastąpi złotówki, przynajmniej w najbliższym czasie.

Wycofanie patronatu jest z pewnością ciosem dla Akceleratora. Jednak tak jak napisała była Pani Minister: „produkty akceleratora to w zasadzie proof of concept”. Wartością dostarczoną przez projekt dPLN ma być przede wszystkim wiedza. Oznacza to, że mimo braku możliwości wprowadzenia dPLN do obiegu jako oficjalnego środka płatniczego, dalsze prace nad projektem wciąż mogą dostarczyć cennych informacji.

Co by było gdyby?

Jeśli chodzi o dPLN, możemy jedynie czekać na wyniki testów i prac wykonywanych przez PATB. Załóżmy jednak, że miałby on zostać wprowadzony. Czy rzeczywiście rozwiązałby stawiane przed nim problemy? Czy dalej byłby kryptowalutą?

Pierwszą i najważniejszą cechą dPLN miało być powiązanie z kursem złotówki, aby pozbawić ją spekulacji. Brzmi to dosyć rozsądnie. W końcu korzystanie z waluty zmieniającej swoją wartość co chwilę byłoby co najmniej uciążliwe. Założenie piękne, lecz uodpornienie kryptowaluty na spekulacje poprzez powiązanie jej z kursem waluty, która nie jest pozbawiona spekulacji nie brzmi jak rozwiązanie problemu.

Kolejną cechą byłby brak anonimowości, który byłby wymogiem koniecznym wpisania się kryptowaluty w przestrzeń regulacyjną Polski oraz Unii Europejskiej. Zapewnienie bezpieczeństwa jest oczywiście sprawą bardzo ważną, zwłaszcza w kontekście oficjalnych środków płatniczych. Jednak nikt z nas nie lubi, kiedy zagląda się nam do portfela, a bez braku anonimowości w systemie rozproszonego rejestru, mielibyśmy dostęp do operacji wszystkich użytkowników. Rozwiązaniem tej sytuacji mogłoby być wprowadzenie pośrednika przechowującego dane personalne właścicieli portfeli. Sprawiłoby to, iż sam system transakcji byłby zdecentralizowany, ale zarządzanie portfelami, tj. ich przypisaniem do konkretnych osób byłoby sterowane przez osobę trzecią, której wykluczenie jest podstawowym założeniem kryptowalut.

Ostatnią cechą, którą warto przeanalizować miała być szybkość wykonywania transakcji. Zespół pracujący nad dPLN planował skrócić czas wykonywania transakcji poprzez wykorzystanie technologii Lightning Network. Warto zwrócić uwagę, że technologia ta rzeczywiście odciąża łańcuch bloków, co umożliwia wykonanie większej ilości transakcji w krótszym czasie i za mniejszą opłatą. Pozostaje jednak jeden istotny szczegół. Technologia ta odciąża łańcuch bloków poprzez zapisanie w nim mniejszej ilości transakcji niż miało naprawdę miejsce. Oznacza to, że realnie część transakcji wykonywałaby się poza łańcuchem.

Podsumowanie

Być może dPLN sprostałoby wyzwaniu i rzeczywiście wyeliminowało problemy, które uniemożliwiają innym kryptowalutom takim jak Bitcoin zastąpienie pieniądza. Same prace nad projektem są dobrym znakiem. Jednak wprowadzenie cyfrowej złotówki w formie w jakiej została przedstawiona, mogłoby się przyczynić bardziej do stworzenia systemu monitorowania portfeli obywateli, niż do nowoczesnego środka szybkich, bezpiecznych oraz niezawodnych płatności.

 

Komentarze