Kiedy dolar amerykański upadnie, większość poprze nową walutę elity, a nie kryptowaluty

8 204

Za co ludzie tak naprawdę kochają bitcoina? Czy jedynym celem bankierów jest przekonać nas do tego, że wiedzą, co robią?

Wstęp

Wraz z nadejściem zdecentralizowanych ekosystemów finansowych ludzie zyskali możliwość uwierzenia, że od teraz będzie już inaczej. Problem w tym, że niekoniecznie może okazać się to prawdą. Zachęcam do lektury tłumaczenia arcyciekawego artykułu z konta Concoda na Medium, z którego dowiecie się, jak może wyglądać najbliższa przyszłość ekosystemów opartych na decentralizacji…

***

W latach 80. John Barlow wierzył, że uda mu się zmienić świat na lepsze. Stworzył Cyberprzestrzeń, internetową utopię cyfrową, której celem było uwolnienie globalnych obywateli od elitarnej władzy i kontroli. Delegalizując jakikolwiek autorytet świata rzeczywistego w swoim manifeście, A Declaration of the Independence of Cyber Space, ogłosił internet strefą wolną od wpływu elit: „Rządy świata przemysłu. Cyberprzestrzeń nie leży w waszych granicach. Tworzymy świat, w którym każdy, gdziekolwiek się znajduje, może wyrażać swoje przekonania bez obaw o to, że zostanie uciszony. Oświadczam, że jest to przestrzeń społeczna niezależna od tyranii, którą nam narzucacie”.

Jednakże, w tym samym czasie, dwóch hakerów Phyber Optic i Acid Phreak, wiedziało, że to, co mówił Barlow, nijak ma się do rzeczywistości. W miarę rozwoju ruchu cyberprzestrzeni rządy, megabanki i inne instytucje gromadziły ogromne ilości danych o obywatelach bez ich wcześniejszej wiedzy i zgody. Aby dowieść powyższego, duet włamał się do głównych sieci finansowych, ukradł informacje kredytowe Barlowa i opublikował je online, aby reszta ruchu cyberprzestrzeni mogła je zobaczyć. Ujawniło to, że elity już zmiażdżyły wizję Barlowa o internetowej utopii, odizolowanym cyfrowym świecie wolnym od autokracji.

W tej chwili, w XXI wieku, niedługo będziemy świadkami powtórki z historii, tylko w nowej odsłonie. Zamiast cyberprzestrzeni, najnowszą bronią do walki z kapitalizmem kumoterskim, korporacjonizmem i elitaryzmem we współczesnym społeczeństwie stała się decentralizacja. Branża DeFi (zdecentralizowane finanse), eksplodowała w zeszłym roku o 3400%, a jej całkowita kapitalizacja rynkowa wynosi obecnie 35 miliardów dolarów (do 2022 r. ma osiągnąć 1 bilion dolarów). Uniswap, zdecentralizowana giełda kryptowalut, przekroczyła właśnie ponad 100 miliardów dolarów w skumulowanym wolumenie obrotu. Przy takim poziomie zainteresowania, decentralizacja rzuci wyzwanie dotychczasowemu systemowi monetarnemu w walce o dominację.

Ale podobnie jak w przypadku Cyberprzestrzeni, ruch DeFi nie docenił zdolności elit do utrzymania władzy i kontroli nad polityką monetarną. Przygotowują się przeciwko zagrożeniu ze strony decentralizacji, używając przeciwko niej swoich własnych systemów. Odkąd globalny bank centralny świata, MFW, wypowiedział w 2018 r. wojnę niepaństwowym kryptowalutom w swoim raporcie Monetary Policy In the Digital Age, większość globalnych supermocarstw zaczęła opracowywać, pilotować, a nawet wprowadzać na rynek CBDC, cyfrowe waluty banku centralnego, wykorzystując technologie blockchain. Zapoczątkowało to największą bitwę o supremację monetarną od czasu walki, którą ponad sto lat temu stoczył funt brytyjski z dolarem amerykańskim.

Systemy kryptowaluty wspierane przez państwa będą znacznie różnić się od systemów opartych na DeFi. Są scentralizowane, a ich zadaniem jest ulepszenie istniejącego systemu poprzez dodanie nowej funkcjonalności w stylu Orwella. Systemy państwowe będą monitorować wszystko w czasie rzeczywistym: nasze transakcje, podatki, zachowanie i nie tylko. Wszelkie przejawy naszej nonkonformistycznej postawy będą możliwe do zweryfikowania i prześledzenia. Jeśli uważasz, że dzisiaj nie mamy prywatności, następne kilkadziesiąt lat blednie w porównaniu w odniesieniu do czasu, kiedy państwa wdrożą te systemy.

Będziemy musieli dokonać wyboru: pozostać centralistami i wspierać nowy system państwa lub przyłączyć się do „decentralistycznej” rebelii. Chociaż ta ostatnia oferuje więcej wolności oraz drogę ucieczki przed represjami finansowymi, nie jest to tak łatwe, jak porzucenie tradycyjnego systemu przez wszystkich. Niemniej jednak jest to konsensus, który zwolennicy krypto głoszą od lat. Zakładają, że centraliści porzucą dotychczasowy system, a jego właściciele po prostu złożą broń bez walki. Uważają, że masy wiedzą o alternatywnych finansach, decentralizacji, blockchain i że w mgnieniu oka poświęcą wszystkie zalety starego systemu, aby dołączyć do buntu kryptowalut. To oczywiście nieprawda.

Bańka finansowa Twittera, FinTwit, również stała się komorą echa, w której wszelkiej maści zwolennicy kryptowalut, proponenci złota i ekonomiści spierają się między sobą o to, co jest najwyższą forma pieniądza. Z biegiem czasu stworzyło to iluzję, że przeciętny Joe troszczy się o ekonomię, finanse i krypto i angażuje się w nie. Ludzie, którzy są zwolennikami kryptowalut, muszą dokonać konwersji, aby popchnąć kryptowaluty do głównego nurtu, po prostu nie wiedzą ani nie przejmują się kwestiami monetarnymi, takimi jak dlaczego stopy procentowe są na najniższym poziomie, skąd naprawdę pochodzą pieniądze i dokąd zmierzają. Uważają, że ekonomia jest ewidentnie nudna, brzydka i niefajna – mają rację. Znajduje się na dnie długiego stosu porzuconych tematów, do których nikt nigdy nie będzie wracać. Dla długoterminowych, kryptowalutowych byków to wielkie tabu. Nawet jeśli „rozumieją”, po prostu ich to nie obchodzi. To wystarczy.

Rzadkie wydarzenia przeciekają do głównego nurtu za pośrednictwem mediów. Największy spadek na giełdzie w historii. Fałszywa rewolucja Gamestop i następujący po niej dramat. […]. Kiedy Bitcoin trafia na pierwsze strony gazet, dla „centralisty” jest to to samo, co lokalne wiadomości donoszące o nieistotnym problemie […]. Ale dla zwolennika „decentralizacji”, głównego nurtu Bitcoina, taka relacja zostanie odebrana jako sygnał, że kryptowaluta wkrótce wejdzie do głównego nurtu. To nie przypadek, że sława Bitcoina rośnie tylko wtedy, gdy cena idzie w górę — co potwierdzają dane Google Trends. Pokazuje to, że Bitcoin zyskuje na popularności tylko wtedy, gdy może wzbogacić ludzi, a nie dlatego, że większość chce porzucić tradycyjny system i dołączyć do ruchu opartego na decentralizacji.

Prawda jest taka, że ​​społeczeństwo jako całość nienawidzi „zdrowych pieniędzy”. Zgarniemy 2000 dolarów z tytłu pakietu stymulacyjnego, mimo uszu puszczając słowa ekonomisty Petera Schiffa, który mówi nam „nie, to źle”. Nie chcemy pożerać 400-stronicowej książki zatytułowanej Basic Economics. Zamiast tego chcemy jeść hamburgery z McDonald’s i pić kawę ze Starbucks, a nie uczyć się o krzywych podaży-popytu i deficytach budżetowych.

W ostatnim cyklu staliśmy się bardziej merytokracją, więc domyślnie zleciliśmy naszą edukację ekonomiczną i finansową „ekspertom”. Zrezygnowaliśmy z odpowiedzialności finansowej. Staliśmy się mniej poinformowani i bardziej posłuszni wobec władzy, która może mieć ogromny konflikt interesów z naszymi długoterminowymi celami. Nie rzucamy wyzwań ani im, ani innym, ani sobie. Finanse osobiste są teraz zadaniem funduszy emerytalnych Wall Street i rządu USA. Przyjęliśmy MMT (nowoczesną teorię monetarną), nową szkołę myślenia z ideologią biegunowo przeciwną do kryptowalut.

Mówienie, że przeciętny dżentelmen zrezygnował z solidnych finansów i ekonomii, jest trochę niesprawiedliwe. Nie dlatego, że jest zarówno nieco niegrzeczne, jak i niedokładne, ale dlatego, że sami ludzie odpowiedzialni za zarządzanie gospodarką też nie mają pojęcia, co się dzieje. Media finansowe przedstawiają bankierów centralnych i urzędników skarbu jako bogów monetarnych, ale w rzeczywistości stali się oni równie nieświadomi. Stracili kontakt z tym, co dzieje się głęboko na szerokich, międzynarodowych wodach finansów, okrytej cieniem warstwie bankowości, zarządzanej przez globalne kartele bankowe.

Wiemy o tym, ponieważ pomimo wyraźnych oznak napięć pojawiających się zarówno w gospodarce realnej, jak i w systemie monetarnym, planiści finansowi nie dostrzegają widma nadchodzących, poważnych kryzysów. „W tym momencie wydaje się, że wpływ problemów na rynku subprime na szerzej pojętą gospodarkę i rynki finansowe zostanie ograniczony” – powiedział były prezes Fed Ben Bernanke przed wydarzeniami w 2008 roku. „Nie widzę kryzysu finansowego za naszego życia” – stwierdziła Janet Yellen w 2017 roku. A we wrześniu 2019 roku urzędnicy Rezerwy Federalnej wiedzieli, że rynek będzie zagrożony, ale prezes Fed, Jerome Powell pozwolił, aby system i tak wybuchł, ze stawkami rynku repo przekraczającymi 10%.

Ponieważ bankierzy centralni nie mogą już definiować pieniądza, mają teraz jedno zadanie: przekonać cię, że nadal wiedzą, co robią, więc nie wpadasz w panikę, a arystokracja finansowa trzyma się starego systemu, który stanowi ich wieczny fundament rosnącego bogactwa i wzrostów cen aktywów. Jedyna broń, jaka im pozostała, to połączenie nieszczerego optymizmu i alchemii językowej. Jak mówi postać grana przez Ryana Goslinga w filmie Big Short: „Wall Street uwielbia używać mylących terminów, by myśleć, że tylko oni mogą robić to, co robią. Albo jeszcze lepiej, żebyś po prostu zostawić ich w spokoju”. Dotyczy to również bankierów centralnych. Ukrywa ich liczne niepowodzenia i pokazuje, że dzięki komplikowaniu pewnych kwestii osiągają stabilność. Ci, którzy próbowali ujawnić ich wygłupy masom, zostali skazani na medialny niebyt. Weźmy na przykład Jeffa Snidera, eksperta ds. głębokich, mrocznych obszarach finansów. Mówi nam po prostu, że większość tego, co mówią bankierzy centralni, nie odzwierciedla rzeczywistości. Prasa głównego nurtu nie jest jednak zainteresowana publikacją jego prac.

Im dłużej podtrzymują to oszustwo, tym więcej ludzi staje się świadomych, zwiększając szansę na skoordynowaną rewoltę. Problem polega na tym, że nigdy wcześniej, dosłownie nigdy do niej nie doszło. W 1860 roku pionier branży motoryzacyjnej, Henry Ford, powiedział: „To wystarczająco dobrze, że ludzie w naszym kraju nie rozumieją naszego systemu bankowego i monetarnego, bo gdyby było inaczej, wierzę, że przed jutrzejszym rankiem doszłoby do rewolucji”. […] historia pokazuje nam, że rewolucja finansowa pozostaje mrzonką.

Aby społeczeństwo choćby zbliżyło się do zainicjowania „kryptopowstania”, musi nastąpić kryzys o znacznej skali, a najbardziej oczekiwaną – choć nieprzewidzianą – katastrofą monetarną jest upadek dolara amerykańskiego. Kiedy nadejdzie „dzień rozrachunku” dla „zielonego”, czy większość sięgnie do kryptowalut, czyzaufa starszemu systemowi, który przez dziesięciolecia powodował tyle bólu w naszych finansach, który wzbogacił życie nielicznych i pozostawił resztę w cierpieniach?

Bazując na historii, prawdopodobnie będziemy świadkami tego, jak większość opowiada się za starym systemem. Ponieważ elity mają władzę nad odbiorem społecznym, będą nazywać decentralizację zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego, kryzysem, co pozwoli im na uchwalenie ustawodawstwa chroniącego autentyczność systemu. Decentralizacja grozi usunięciem władzy z polityki, promując rzeczywistą równość, co jest niezwykle niebezpieczne dla żądnych władzy jednostek, którym pozwalamy rządzić krajem.

Wdrażając do dotychczasowego systemu nowe cechy orwellowskiego porządku, spróbują zakazać integracji z nim wszystkich kryptowalut i łańcuchów bloków. Zmuszą duże firmy technologiczne do zakazania dostępu do niektórych systemów DeFi. Stworzą funkcjonalność, która ukrywa zbrodnię szalejącej inflacji. Nie będzie ich obchodziło, że Bitcoin ma maksymalną podaż 21 milionów cyfrowych monet. Ich nowa waluta będzie miała nieograniczony nominał, co pozwoli im na ekspansję i zwiększanie podaży poprzez emisję kredytów i długów, zabijając cechy zdrowego pieniądza.

Jednak jeśli chodzi o zniszczenie ruchu DeFi, rządy temu nie podołają. Sen Johna Barlowa o cyberprzestrzeni z lat 80. został zmiażdżony, ale nowoczesne, zdecentralizowane systemy są teraz naprawdę nie do powstrzymania. Ostatecznie doprowadzi to do rozdrobnienia społeczeństwa, nie poprzez wojnę domową, ale poprzez stopniową separację obywatelską. Podzieli nas lojalność wobec dotychczasowego systemu, tworząc nowy rodzaj polityki tożsamości. Mamy już bogatych kontra biednych, republikanów kontra demokratów i lewicę kontra prawicę. Następnie będziemy mieli narrację centralistyczną kontra decentralistyczną. Centraliści będą wspierać tradycyjny porządek – banki centralne, MMT, darmowe materiały informacyjne i nieograniczone drukowanie pieniędzy – podczas gdy decentraliści wycofają się do „zdecentralizowanych” obszarów, takich jak prywatne miasta, które działają na zdecentralizowanych protokołach.

Gdy DeFi osiągnie szczyt zainteresowania, Ameryka przeżyje kolejny kryzys gospodarczy. Trudne czasy będą wymagały desperackich środków. Kiedy większość musi wybrać stronę, nie ma rywalizacji. Chociaż ruch decentralistyczny zaoferuje ludziom ucieczkę od finansowo represyjnego systemu, większość zamieni swoją finansową wolność na tymczasowe bezpieczeństwo finansowe, wybierając scentralizowanego klona systemu zdecentralizowanego. Elity przekonają masy do przymykania oczu na finansową tyranię i objęcie finansowej niewoli, podczas gdy decentraliści wycofają się z systemu, czekając na kolejną rundę szaleństwa gospodarczego, kolejny ekonomiczny boom i krach, aby sprawdzić, czy centraliści nadal chcą żyć w starym systemie opartym na nowym, orwellowskim porządku monetarnym.

Powyższy artykuł jest tłumaczeniem opracowania autorstwa użytkownika platformy Medium @Concoda zat. When the U.S. Dollar Collapses, the Majority Will Back the Elite’s New Currency, Not Crypto. Link do oryginalnej wersji opracowania: tutaj

Przeczytaj również:

Komentarze