NORAD i USNORTHCOM rozpoczęły 24 sierpnia ćwiczenia AMALGAM DART obejmujące Alaskę, Kanadę i kontynentalne Stany Zjednoczone. Sama nazwa nie powinna nikogo alarmować. AMALGAM DART organizowano wcześniej, czasem na dużą skalę. W 2021 roku uczestniczyło w nich ponad 60 samolotów i przeszło tysiąc osób. Tegoroczna edycja ma jednak ciekawszy scenariusz.
NORAD ćwiczy jednoczesną odpowiedź na zagrożenia pojawiające się na wschodnich i zachodnich podejściach do Ameryki Północnej oraz obronę przed pociskami manewrującymi. Do tego dochodzi wymiana informacji z U.S. European Command podczas trwających równolegle ćwiczeń NORTHERN VIKING i rozwijanie koncepcji Nordic Bridge z EUCOM oraz SHAPE. Zatem to już nie jest tylko obrona nieba nad Kanadą.
Od Ameryki przez Islandię do Bałtyku
NORTHERN VIKING rozpoczął się na Islandii 22 sierpnia i potrwa do 3 września. Ćwiczona jest między innymi ochrona strategicznych szlaków komunikacyjnych w rejonie GIUK, czyli przestrzeni między Grenlandią, Islandią i Wielką Brytanią. To właśnie tędy w razie dużego kryzysu militarnego musiałaby płynąć znaczna część amerykańskiego zaopatrzenia i posiłków do Europy.
USA rozmieściły w ramach ćwiczeń między innymi samoloty P-8A, MQ-9 Reaper i C-130J. Uczestniczy również Polska. Po drugiej stronie Atlantyku NORAD w tym samym czasie ćwiczy wykrywanie i zwalczanie pocisków manewrujących.
Można więc narysować linię: Ameryka Północna, Arktyka, Grenlandia, Islandia, północny Atlantyk, Europa i wreszcie Bałtyk. Coraz trudniej patrzeć na te obszary jak na osobne teatry działań.
18 sierpnia w rejonie Polski i Kaliningradu przeprowadzono dużą operację szkoleniową kierowaną przez USA. W powietrzu znalazły się myśliwce, tankowce, NATO E-3 AWACS oraz maszyny rozpoznawcze. Najciekawszym uczestnikiem był EA-37B Compass Call, jeden z najnowszych amerykańskich samolotów walki elektronicznej. Operował nad północną Polską, w pobliżu Kaliningradu, a później wylądował w Powidzu.
Taki zestaw maszyn pozwala ćwiczyć budowanie obrazu sytuacji, zarządzanie ruchem lotniczym, tankowanie w powietrzu i działania w środowisku zakłóceń elektronicznych. To nie oznacza przygotowania do konkretnego konfliktu. Pokazuje raczej, jakie zdolności NATO uznaje dziś za priorytetowe.
Europa ćwiczy odporność, ale nie odlicza do wojny
Tego samego 18 sierpnia w Ramstein amerykański C-130J po raz pierwszy wylądował na drodze kołowania zamiast na normalnym pasie startowym. Sens takiego ćwiczenia jest prosty. Baza ma zachować zdolność działania również wtedy, gdy jej podstawowa infrastruktura zostanie uszkodzona albo czasowo wyłączona.
Kilka dni później, bo wczoraj tj. 25 sierpnia, Łotwa ogłosiła szczegóły ćwiczeń Namejs 2026. Od 2 września do 8 października około 12 tys. żołnierzy, gwardzistów i wojsk sojuszniczych będzie ćwiczyć między innymi mobilizację rezerw, wydawanie uzbrojenia, rozmieszczanie ludzi poza stałymi bazami oraz współpracę armii z transportem, energetyką, administracją i sektorem prywatnym.
Namejs nie pojawił się nagle. Ćwiczenia odbywają się regularnie od 2014 roku. Tak samo AMALGAM DART nie jest nowym pomysłem Pentagonu. To ważne, bo przy obecnym poziomie napięcia bardzo łatwo pomylić intensywne szkolenie z sygnałem nadchodzącej wojny.
Bardziej trafna interpretacja jest prostsza: NATO przebudowuje sposób myślenia o obronie Europy i Ameryki Północnej jako jednego systemu. Więcej uwagi idzie na obronę przeciwlotniczą, odporność baz, logistykę transatlantycką, walkę elektroniczną i mobilność.
Patriot staje się równie ważny jak sama wyrzutnia
Rosja zwiększa presję rakietową na Ukrainę, a to uwidacznia jeden z najważniejszych problemów całej zachodniej obrony powietrznej. Sama liczba wyrzutni nie wystarcza, jeśli zapasy interceptorów są ograniczone. Niemcy przekazały Ukrainie pięć systemów Patriot i pociski z własnych zapasów. Berlin przyznaje już otwarcie, że możliwości dalszego oddawania sprzętu bezpośrednio z istniejących magazynów są ograniczone. Jednocześnie Niemcy zamówiły nowe systemy dla Bundeswehry, a Ukraina ma otrzymać w kolejnych latach kilkaset dodatkowych pocisków PAC-2.
USA robią podobny ruch po stronie przemysłu. Lockheed Martin ma zwiększyć możliwości produkcyjne PAC-3 z około 600 do 2000 pocisków rocznie. W sierpniu amerykańska marynarka podpisała dodatkowo wielomiliardową umowę pozwalającą radykalnie zwiększyć produkcję Tomahawków.
To wygląda raczej na przygotowanie przemysłu na długi okres wysokiego zapotrzebowania niż reakcja na pojedynczy kryzys. I właśnie dlatego narracja o wojnie „za trzy miesiące” jest na dziś zbyt daleko idąca.
Gdyby Waszyngton rzeczywiście posiadał informacje wskazujące na wysokie prawdopodobieństwo rosyjskiego ataku na NATO jeszcze tej jesieni, należałoby oczekiwać działań znacznie trudniejszych do ukrycia. Tysięcy dodatkowych amerykańskich żołnierzy w Europie. Awaryjnego przerzutu Patriotów lub THAAD do Polski. Wyraźnego rozproszenia lotnictwa, ograniczenia podróży rodzin personelu wojskowego czy zmian w komunikatach dla obywateli USA.
Na 26 sierpnia takich sygnałów nie widać. Polska pozostaje również na najniższym, pierwszym poziomie ostrzeżeń podróżnych Departamentu Stanu USA. Administracja amerykańska nie zachowuje się wobec Polski jak wobec kraju, który w najbliższym czasie może znaleźć się w strefie działań wojennych. 25 sierpnia dyrektor CIA John Ratcliffe odwiedził Moskwę. Cel wizyty nie został publicznie wyjaśniony. Sam fakt spotkania jest interesujący, ale bez wiedzy o jego agendzie nie daje podstaw do budowania szerszej tezy o eskalacji.
Na 26 sierpnia obraz jest więc generalnie dość klarowny. USA i NATO zwiększają gotowość, integrują obronę Ameryki Północnej z północnym Atlantykiem i Europą, ćwiczą logistykę, odporność baz oraz obronę powietrzną. Ten proces ostatnio przyspieszył. Nie ma jednak dowodów, że Sojusz przygotowuje się do wojny z Rosją w perspektywie kilku tygodni, czy nawet miesięcy. Niemniej jednak NATO zakłada, że okres podwyższonego ryzyka i presji militarnej może potrwać długo. Obecnie próbuje przygotować system tak, by nie musieć improwizować – jeśli sytuacja się pogorszy.