Prezydent Karol Nawrocki zawetował dzisiaj po raz trzeci rządowy projekt ustawy o rynku kryptoaktywów, czyli regulację, która ma wdrożyć w Polsce unijne rozporządzenie MiCA (Markets in Crypto-Assets Regulation) i powierzyć nadzór nad branżą Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). Decyzja zapadła na niespełna trzy tygodnie przed 1 lipca, terminem, po którym polskie giełdy i kantory kryptowalut mogą stracić podstawę prawną do jakiegokolwiek działania.
[Aktualizacja 11.06.2026 16:42: dodano link do oryginalnego oświaczenia z Kancelarii Prezydenta]
Jedna poprawka na szesnaście zgłoszonych
Zawetowana wersja różni się od dwóch poprzednich praktycznie jednym przepisem: KNF wspólnie z ministrem finansów miałaby co roku publikować w Biuletynie Informacji Publicznej (BIP) raport o stanie rynku kryptoaktywów. Reszta tekstu pozostała taka sama jak w ustawie, którą prezydent odrzucił już w grudniu i w lutym.
Nawrocki w specjalny orędziu nie ukrywa swojej irytacji. Zarzuca rządowi, że „z uporem maniaka uprawia walkę z kryptocieniem, zamiast realnie rozwiązywać problem”, a intencje koalicji nazwał nieczystymi, bo chodzi w nich o to, by o problemie mówić, a nie go rozwiązać. Wytknął, że z szesnastu zgłaszanych przez Kancelarię Prezydenta obszarów poprawek rząd uwzględnił zaledwie jeden. Powtórzył przy tym, że sam jest zwolennikiem regulacji rynku i ochrony konsumentów, tyle że uważa rządowy projekt za nieskuteczny. Gotowy projekt prezydencki, w wielu punktach zbieżny z rządowym, czeka według niego cały czas w Sejmie.
Prezydent odniósł się też do politycznego tła sporu. Przypomniał głośny wątek „ruskiego śladu” w sprawie giełdy zondacrypto, który, jak twierdzi, opierał się na niesprawdzonej relacji osoby oskarżonej o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Zdaniem Nawrockiego służby, zamiast zweryfikować wiarygodność informatora, wykorzystały opowieść do uderzenia w przeciwników politycznych.
Zegar tyka do 1 lipca
Spór rozgrywa się pod presją twardego terminu z Brukseli. Okres przejściowy, w którym firmy z polskiego rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych (RDWW) mogą działać bez licencji CASP (Crypto-Asset Service Provider), kończy się 1 lipca 2026 roku. Tego terminu nie da się przedłużyć ani ustawą, ani decyzją nadzorcy.
Sęk w tym, że bez krajowej ustawy KNF nie ma podstawy prawnej, by w ogóle przyjmować wnioski licencyjne. W praktyce sytuacja grozi następujcym scenariuszem: zagraniczne podmioty z licencją MiCA wydaną w innym kraju Unii będą mogły obsługiwać polskich klientów na zasadzie paszportowania, a rodzime firmy stracą możliwość legalnego świadczenia usług do czasu uzyskania zezwolenia, którego dziś nie ma gdzie złożyć. Branża od miesięcy ostrzega, że część działalności już przeniosła się do Czech, na Litwę czy Maltę. Według szacunków przywoływanych w pracach nad ustawą w kryptowaluty zainwestowało około dwóch milionów Polaków, a wartość tych aktywów sięga 40 mld zł.
Na weto błyskawicznie zareagował premier Donald Tusk. Napisał na platformie X, że prezydent jest w sprawę kryptowalut „bardziej uwikłany, niż wszyscy myśleli”. Rząd przekonuje, że bez ustawy państwo traci narzędzia kontroli rynku oraz wpływy podatkowe, a klienci, ochronę krajowego nadzoru.
Przeczytaj też nasze inne teksty o aferze zondacrypto:
Nowe fakty w sprawie zondacrypto. Poszkodowani Polacy ruszają do Estonii po swoje pieniądze
Czy uda się odzyskać środki z zondacrypto? Prokuratura podsumowuje miesiąc śledztwa
Tajemniczy szef zondacrypto od ośmiu lat współpracuje z polskim rządem. Szokujące ustalenia