Marian W. ps. „Maniek”, najbliższy współpracownik Przemysława Krala – prezesa giełdy Zondacrypto – od 2017 roku aż do dziś zatrudnia w swojej firmie skazanych z Zakładu Karnego w Wojkowicach. Robi to w ramach „Pracy dla więźnia”, rządowego programu Ministerstwa Sprawiedliwości, który zapewnia kontrahentom wymierne ulgi finansowe i organizacyjne. Ustaliła to „Rzeczpospolita”.
Rząd współpracuje z firmą mafioza zamieszanego w zniknięcie Suszka
Mowa o spółce Delta Oil Plus i jej bazie paliwowej przy ul. Wiosennej w Czeladzi – tej samej, w której 10 marca 2022 roku po raz ostatni widziano Sylwestra Suszka, twórcę BitBay (poprzedniczki Zondacrypto). Tego dnia w bazie wyłączono monitoring; prokuratura zakłada, że Suszek został uprowadzony, a najpewniej zamordowany przez ludzi z najbliższego otoczenia biznesowego.
Osadzeni z Wojkowic pracują u Mariana W. na myjni samochodowej. Początkowo było ich kilkudziesięciu, od 2023 roku liczba ustabilizowała się na poziomie około dwudziestu. Program „Praca dla więźnia”, uruchomiony w 2016 roku, opiera się na trzech filarach: budowie hal produkcyjnych przy zakładach karnych, nieodpłatnej pracy skazanych na rzecz samorządów oraz – co kluczowe dla przedsiębiorców – wachlarzu ulg. Pracodawca płaci osadzonemu minimalną pensję, ale dostaje z funduszu zwrot ponad 30 proc. tej kwoty. Nie musi też podpisywać indywidualnych umów o pracę. Ministerstwo eksponuje program jako sukces resocjalizacyjny.
W przypadku „Mańka” brzmi to co najmniej dwuznacznie. Nad śląskim biznesmenem wisi zarzut wyłudzenia VAT na ponad 1,5 mld zł – prokuratura mówi o fikcyjnych fakturach na 1,29 mld zł netto i miliardach złotych w nielegalnym obrocie paliwem sprowadzanym z Niemiec. Grozi mu do 25 lat więzienia. W sprawie zaginięcia Suszka usłyszał zarzut udziału w pozbawieniu wolności.
List żelazny, przeloty z Francji i kolejna nieścisłość
Mimo to Marian W. nigdy nie trafił do aresztu. W 2019 roku Sąd Okręgowy w Katowicach wydał mu list żelazny – instytucję, która gwarantuje nietykalność osobistą i majątkową w zamian za stawiennictwo na wezwanie sądu. Formalnie nie wolno mu opuszczać Polski, ale służby mają dowody przelewów wykonywanych z Francji. Wszystko wskazuje na to, że „Maniek” jednak wyjeżdżał. Krąży po Dubaju, Hiszpanii, lata helikopterem. Podejrzewa się że mógł też przebywać w izraelskiej Cezarei razem z Przemysławem Kralem i ich rodzinami.
Przy okazji „Rzeczpospolita” rewiduje jeden z głośniejszych wątków afery. Wbrew wcześniejszym ustaleniom Onetu, według których Marian W. miał być ukrytym twórcą i prawdziwym właścicielem Zondacrypto, źródło „Rz” w służbach przedstawia inny obraz. – „Maniek” z giełdy Suszka wyciągał jedynie kasę. Nigdy nią nie zarządzał ani jej nie tworzył – mówi informator gazety. W tej wersji „Maniek” wpompował w giełdę około 300 mln zł z lewych paliw, żeby zasypać dziurę po Suszku. Twórcą i pierwotnym sercem biznesu pozostawał założyciel BitBay; znacznie ważniejszą postacią w tle miał być natomiast Roman Ż., wielokrotny przestępca VAT-owski, pojawiający się obok Suszka na spotkaniach biznesowych, a formalnie z giełdą niezwiązany. Prokuratury w Legnicy, Gliwicach i Katowicach prowadzą wobec niego osobne śledztwa.
To nie zmienia ciężaru gatunkowego sprawy. „Maniek” pozostaje jedną z kluczowych postaci całej afery – i jednocześnie pracodawcą, którego od ośmiu lat państwo polskie wspiera ulgami przewidzianymi dla uczciwych przedsiębiorców gotowych dać szansę osobom po wyrokach.
Przeczytaj nasze pozostałe teksty na temat afery zondacrypto:
Monako wszczyna śledztwo w sprawie zondacrypto. Zaczynają się masowe czystki