Są takie momenty na rynku, które zmieniają wszystko. I właśnie ten moment nadszedł. Giełda zondacrypto jeszcze niedawno była jedną z najbardziej rozpoznawalnych platform w Polsce. Sponsor Polskiego Komitetu Olimpijskiego, partner drużyn ekstraklasy, marka, która wydawała się “nasza”.
Dziś pozostała nam niedziałająca strona, wstrzymane wypłaty i tysiące ludzi, którzy nie wiedzą, gdzie są ich pieniądze.
To zawsze zaczyna się tak samo
Pierwszym sygnałem tragedii są pojedyncze osoby, które zgłaszają problemy z wypłatą środków. Potem pojawiają się kolejni. Aż w końcu wszyscy próbują zrobić to samo w jednym momencie, a tego system nie wytrzyma.
W przypadku zondacrypto mamy do czynienia właśnie z takim scenariuszem. Masowe problemy z wypłatami szybko przerodziły się w panikę. Powstała nawet grupa „ZONDACRYPTO | POSZKODOWANI”, która w krótkim czasie zgromadziła tysiące użytkowników.
Za każdą taką historią stoją konkretne liczby i konkretni ludzie. Według ustaleń śledczych skala potencjalnych strat sięga co najmniej 350 mln zł. Sprawę bada prokuratura pod kątem:
- możliwego oszustwa,
- oraz prania pieniędzy.
Wśród poszkodowanych są zarówno zwykli użytkownicy, jak i osoby publiczne. Pojawiają się informacje o wielomilionowych stratach, w tym deklarowane 1,5 mln zł utracone przez Kołcza Majka.
Rezerwy, które istnieją ale nie można ich ruszyć
To jeden z najbardziej niepokojących wątków. Według deklaracji spółki, giełda miała dysponować rezerwą około 4500 BTC. Problem polega na tym, że:
- wskazany portfel nie wykonał żadnej wypłaty od 2016 roku,
- dostęp do niego miał posiadać wyłącznie zaginiony wcześniej Sylwester Suszek.
Na bieżących rachunkach operacyjnych znajdowały się śladowe środki. To prowadzi do dwóch scenariuszy analizowanych przez prawników i ekspertów. „Wariant 1” zakłada, że giełda utraciła dostęp do środków dawno temu i przez lata funkcjonowała, uzupełniając wypłaty depozytami nowych klientów. Z kolei „wariant 2” zakłada, że wskazany portfel w ogóle nie należał do giełdy.
Więcej o zagadkowym cold wallecie: Nowe informacje w sprawie zondacrypto. Prawnik prześledził pochodzenie 4500 BTC, wysnuł własne wnioski
Struktura właścicielska i wątek Dubaju
Kolejny element, który komplikuje całą sprawę. Śledztwo medialne wskazuje, że udziały w spółce zostały przeniesione do podmiotów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Kluczowy problem:
- spółki korzystają z tzw. struktur nominee (figurantów),
- nie ma możliwości identyfikacji rzeczywistych beneficjentów.
Tego typu konstrukcje są legalne, ale są również często wykorzystywane w schematach optymalizacji podatkowej, ukrywania właścicieli lub w gorszym scenariuszu, do omijania sankcji i prania pieniędzy.
Dodatkowo pojawiają się w przestrzeni publicznej sugestie o możliwych powiązaniach z kapitałem zewnętrznym, jednak na tym etapie brakuje twardych dowodów, które pozwalałyby te tezy jednoznacznie potwierdzić.
Może Cię zainteresować: Znamy miejsce gdzie przebywa prezes zondacrypto, ma tam willę. Prawnik: „ekstradycja jest możliwa”
Gdzie jest CEO i czy ekstradycja jest w ogóle możliwa?
Najbardziej medialny wątek całej sprawy dotyczy prezesa spółki Przemysława Krala. Pojawiają się informacje, że może przebywać w Izraelu, co miałoby być związane m.in. z posiadaniem paszportu tego kraju. W przestrzeni medialnej pojawiły się również poszlaki dotyczące jego nieruchomości w miejscowości Cezarea.
Aby mówić o ekstradycji, muszą zostać spełnione konkretne warunki:
- Postawienie formalnych zarzutów.
- Wniosek o ekstradycję.
- Decyzja sądu w kraju, gdzie przebywa podejrzany.
- Decyzja organu wykonawczego (np. ministra).
Na dziś kluczowy problem jest prosty, że Kral nie ma postawionych zarzutów. Co więcej, nawet jeśli procedura ruszy, współpraca międzynarodowa w takich sprawach jest skomplikowana i czasochłonna.