Adres bitcoinowy pokazany publicznie przez prezesa zondacrypto Przemysława Krala jako dowód istnienia rezerw giełdy wart ponad 1,3 miliarda złotych nie wykonał ani jednej wypłaty od marca 2016 roku. Cold wallet wygląda co prawda na portfel giełdowy i nienależący do osoby prywatnej, ale nie ma śladów że BitBay kiedykolwiek miał do niego klucze. Jest jeszcze kilka ciekawych wniosków i hipotez. W tym artykule opisujemy analizę mec. Roberta Nogackiego w ramach cyklu śledczego poświęconego zondacrypto.
Co pokazuje blockchain, a co przemilczał prezes zondacrypto
To już pewne- zondacrypto upadła, a prezes zapadł się pod ziemię (prawdopodobnie izraelską ziemię). Firma analityczna Recoveris opublikowała 6 kwietnia raport wskazujący, że na rachunkach operacyjnych giełdy leży 0,086 bitcoina — około dwudziestu tysięcy złotych — przy deklarowanych zobowiązaniach wobec klientów na poziomie 722 milionów euro, wynikających ze sprawozdań finansowych spółki BB Trade Estonia OÜ, złożonych w estońskim rejestrze handlowym Äriregister.
Dziewięć dni później prezes Kral nagrał oświadczenie wideo na platformie X i podał konkretny adres bitcoinowy: 16aEn4p6hK4FMpLtJGpoQZMZ946sDg1Z6n. Na tym adresie spoczywa 4 503,26 sztuk BTC. W tym samym nagraniu CEO przyznał jednak, że spółka nie dysponuje kluczami prywatnymi do tego portfela — miał je posiadać założyciel poprzedniczki platformy, giełdy BitBay, Sylwester Suszek, który od marca 2022 roku figuruje w polskich rejestrach jako osoba zaginiona.
Nogacki sprawdził historię tego adresu w publicznych eksploratorach blockchain. Na adres wpłynęły dwie wpłaty: 6 marca 2016 roku — 4 434 bitcoiny w pojedynczej transakcji konsolidacyjnej z 94 wejść, i 15 marca 2016 roku — 69,26 bitcoina. Od tamtej pory adres jest martwy. Z adresu nie wypłynął nigdy ani jeden satoshi. Przez dziesięć lat. Dwa wpływy w marcu 2016, zero wypływów do dzisiaj. Dane są dostępne publicznie i można je niezależnie zweryfikować na serwisach mempool.space, blockchain.com i blockchair.com.
Suplementacyjnie do analizy mec. Nogackiego prezentujemy nasze tabele które utworzyliśmy w ramach własnego śledztwa (transakcje + źródła pochodzenia środków):
Z tej obserwacji wynika sprzeczność, którą Nogacki opisuje następująco: operacyjna giełda kryptowalutowa, która wypłaciła klientom setki milionów euro, nie może mieć cold walleta, z którego nie wypłynął ani jeden satoshi.
Analiza wykazała również, skąd bitcoiny na adres trafiły. 4 434 BTC wpłynęło z innego portfela, oznaczonego w bazie WalletExplorer identyfikatorem 033a676d6f50f05c. Klaster aktywował się 29 stycznia 2016 roku. Przez 33 kolejne dni przyjmował wpłaty — łącznie 76 transakcji z dziesiątek różnych adresów. 6 marca 2016 roku klaster został opróżniony: 94 adresy zostały użyte jako wejścia w jednej transakcji, a cała zawartość — 4 434 bitcoinów — wysłana na adres 16aEn4p6.
Wzorzec tego zachowania jest dla prawnika jednoznaczny: to jest tzw. exchange aggregation pattern — wzorzec znany z każdej giełdy kryptowalut z 2016 roku. Klienci wpłacają na setki tymczasowych adresów hot walleta. Co kilka tygodni giełda konsoliduje wszystko w jedną transakcję i wysyła do cold walleta. Prywatny inwestor tak się nie zachowuje.
Dwie hipotezy, setki pytań bez odpowiedzi
Nogacki stawia dwie główne hipotezy — i obie prowadzą do poważnych wniosków.
Hipoteza pierwsza zakłada, że portfel rzeczywiście należał do BitBay, poprzednika zondacrypto, lecz spółka utraciła do niego klucze prywatne jeszcze w 2016 roku. W 2016 roku 4 503 bitcoiny były warte 1,8 miliona dolarów. Lukę tej skali zdrowa giełda mogła próbować pokryć z bieżącej marży operacyjnej. Tylko że bitcoin nie miał zamiaru stać w miejscu. W 2021 roku osiągnął 68 tysięcy dolarów za sztukę. Luka, która w 2016 roku wynosiła 1,8 miliona dolarów, w szczycie hossy wynosiła 310 milionów.
Istotna jest przy tym obserwacja dotycząca samego portfela. Klucze ukryte celowo zachowują się inaczej niż klucze utracone. Gdyby Suszek żył gdzieś z tych pieniędzy na Karaibach — przesuwałby je na nowe portfele. Po cichu, na nowsze adresy, w małych transzach, ale przesuwałby. Nikt rozsądny nie trzyma trzystu milionów dolarów na adresie z 2016 roku przez dekadę. Chyba że nie ma wyboru. Bo klucza nie ma.
Jeśli ta hipoteza jest trafna, spółka przez lata regulowała wypłaty starych klientów z depozytów nowych. To jest definicja piramidy finansowej. Klient A wypłaca pieniądze klienta B, dopóki klient B się nie zorientuje. Nogacki wskazuje, że w 2024 roku BB Trade Estonia OÜ wydała 5,7 miliona euro na reklamę przy 9,7 miliona gotówki dostępnej w kasie, co jego zdaniem świadczy o intensyfikacji pozyskiwania nowych klientów w celu podtrzymania płynności.
Hipoteza druga jest pod względem prawnym jeszcze bardziej brzemienna w konsekwencje. Prezes Kral, zmuszony, by pokazać jakąkolwiek rezerwę klientów, znalazł na publicznym blockchainie portfel, który pasował do narracji — zawierał ładną liczbę bitcoinów, leżał nieruszony przez dekadę, wyglądał jak cold wallet — i wskazał go jako swój. Adres bitcoinowy nie ma metryki. Nie ma na nim napisu „własność BB Trade Estonia OÜ”. Bez podpisu kluczem prywatnym to twierdzenie nie ma żadnego znaczenia.
Na potwierdzenie tej tezy Nogacki zwraca uwagę, że adres 16aEn4p6 od lat figuruje w czołówce publicznych rankingów uśpionych portfeli bitcoinowych dostępnych w serwisie BitInfoCharts. Każdy analityk on-chain w Europie widział ten adres setki razy. Przez sześć lat na tych listach figuruje bez etykiety BitBay, Zonda ani jakiejkolwiek innej giełdy. Bo nikt — ani BitBay, ani analitycy WalletExplorer, ani Chainalysis — przez te sześć lat nie zgłosił, że ten adres należy do polskiej giełdy. Sama Zonda też nie zgłosiła. Aż do kwietnia 2026 roku.
Analiza ujawnia ponadto transakcję, która łączy portfel zasilający cold wallet z infrastrukturą rosyjskiej giełdy BTC-e — uznanej przez amerykański Departament Sprawiedliwości za jeden z największych w historii instrumentów prania brudnych pieniędzy w kryptowalutach. 1 lutego 2016 roku jeden portfel pełniący funkcję węzła operacyjnego wykonał tego samego dnia dwie operacje: wysłał 750 bitcoinów do BTC-e i 65 bitcoinów do klastra, który pięć tygodni później zasilił portfel pokazany przez prezesa polskiej giełdy. Nogacki zastrzega, że nie jest to dowód przynależności portfela do BTC-e, i publicznie zwraca się do firm Chainalysis, Elliptic oraz TRM Labs o weryfikację tych powiązań.
Sytuacja nie jest bez precedensu
Nogacki porównuje sytuację zondacrypto do upadku kanadyjskiej giełdy QuadrigaCX, której założyciel Gerald Cotten zmarł w grudniu 2018 roku w Indiach. Monitor sądowy Ernst & Young ustalił, że cold wallety, do których rzekomo nikt nie miał dostępu, były puste — i to już od ośmiu miesięcy przed śmiercią Cottena. Kanadyjski regulator stwierdził, że QuadrigaCX działała jako piramida finansowa. Nogacki zestawia tę historię z zaginięciem Suszka i ucieczką z Lizbony Ruji Ignatovej — założycielki schematu OneCoin, poszukiwanej przez FBI.
Pełna analiza on-chain Roberta Nogackiego, wraz z weryfikowalnymi danymi transakcyjnymi, dostępna jest na stronie Kancelarii Prawnej Skarbiec pod tym linkiem.
Przeczytaj też nasze pozostałe teksty o aferze zondacrypto:
Znamy miejsce gdzie przebywa prezes zondacrypto, ma tam willę. Prawnik: „ekstradycja jest możliwa”
Afera zondacrypto: polskie kluby zrywają umowy, włoskie milczą, PKOl zabrał głos