Oficjalnie: to koniec Google, jakie znamy! Największa aktualizacja wyszukiwarki od 25 lat

Google przez lata miało prostą obietnicę: wpisz pytanie, dostaniesz listę linków. Teraz ta obietnica zaczyna się zmieniać. Wyszukiwarka ma już nie tylko prowadzić użytkownika do odpowiedzi. Ma sama rozumieć, porównywać, dopytywać, monitorować internet i wykonywać część zadań w tle. Podczas konferencji Google I/O firma pokazała odświeżoną wersję swojego najważniejszego produktu. Search dostaje model Gemini 3.5 Flash, głębsze funkcje AI i możliwość zadawania bardziej złożonych pytań. Użytkownik ma szukać nie tylko tekstem, ale także zdjęciami, filmami, plikami czy nawet kartami otwartymi w Chrome. To próba przerobienia Google Search w osobistego agenta AI.

Google chce, żeby wyszukiwarka myślała za użytkownika

Jednym z przykładów pokazanych przez firmę było wyszukiwanie sukienki. Użytkownik wrzuca dwa zdjęcia: jedno z fasonem, drugie z kolorem materiału. Potem prosi Google, aby znalazło podobną sukienkę w tym kolorze i w cenie poniżej 150 dol. Wyszukiwarka nie tylko pokazuje wyniki, ale też zaczyna dopytywać o rozmiar i okazję, żeby zawęzić propozycje.

To ważna zmiana. Google nie chce już być wyłącznie miejscem, w którym wpisuje się hasło i samodzielnie przekopuje wyniki. Chce być systemem, który prowadzi użytkownika przez proces decyzyjny. Podobnie ma działać AI Overview. Jeśli użytkownik zacznie rozmowę z odpowiedzią wygenerowaną przez sztuczną inteligencję, Google automatycznie przeniesie go do trybu AI Mode, gdzie będzie można kontynuować dialog.

Agenci mają pilnować internetu za nas

Najciekawszy element to tzw. agenci informacyjni. Google chce, żeby użytkownik mógł zlecić wyszukiwarce stałe monitorowanie konkretnego tematu. Przykład? Alert, gdy wybrany sportowiec zapowie nową współpracę z marką obuwniczą. Albo agent, który śledzi oferty mieszkań i informuje, gdy pojawi się lokal spełniający konkretne wymagania.

Jeszcze dalej idzie Gemini Spark, czyli osobisty agent, który ma wykonywać zadania nawet wtedy, gdy użytkownik nie siedzi przy komputerze czy telefonie. Google podaje przykłady sprawdzania wyciągów z karty kredytowej pod kątem ukrytych subskrypcji albo monitorowania wiadomości ze szkoły dziecka i przygotowywania codziennego skrótu najważniejszych informacji.

To odpowiedź na ChatGPT

Za tą zmianą stoi gigantyczna presja. ChatGPT i inne chatboty nauczyły użytkowników, że odpowiedź może przyjść w rozmowie, bez przekopywania listy linków. Dla Google to problem fundamentalny, bo Search jest sercem całego biznesu reklamowego.

Na razie jednak firma pokazuje siłę. W pierwszym kwartale przychody z Google Search i pozostałej reklamy wyniosły 60,4 mld dol., rosnąc o 19 proc. rok do roku. Google twierdzi też, że AI podbiło liczbę zapytań do rekordowych poziomów. Równolegle rośnie sam Gemini. Według firmy aplikacja ma już 900 mln użytkowników miesięcznie, wobec 400 mln rok wcześniej.

Problem dla internetu, jaki znamy

Dla zwykłego użytkownika to może być wygodne. Mniej klikania, mniej otwierania dziesięciu kart, mniej ręcznego porównywania. Ale dla wydawców, sklepów i twórców treści to może być bardzo niepokojące. Jeśli Google coraz częściej samo odpowiada, streszcza, wybiera i wykonuje zadania, użytkownik może jeszcze rzadziej przechodzić na strony źródłowe. A to oznacza mniej ruchu dla serwisów, które przez lata żyły z obecności w wynikach wyszukiwania.

Google próbuje więc zrobić rzecz niezwykle trudną: obronić najważniejszy produkt internetu, jednocześnie przebudowując go w coś, co może zmienić zasady gry dla całej sieci.