Humanoidalny robot nie wejdzie na pokład samolotów amerykańskiej linii lotniczej. To pokłosie niedawnej sytuacji, gdy taka „maszyna” spowodowała spore opóźnienie.
Coraz częściej na ulicach dużych miast możemy zauważyć roboty. Coś, co przez lata było tylko wyobrażeniem o przyszłości, od jakiegoś czasu staje się rzeczywistością. Najpierw pojawiły się one w sklepach dużych sieci, tak jak np. Kerfuś w Carrefour. Jednak były to tylko urządzenia wspomagające klientów podczas zakupów. Ostatnie miesiące przyniosły jednak sporą zmianę w tym temacie, a humanoidalne roboty zaczęły coraz częściej pojawiać się w miejscach publicznych.
W Polsce mamy przykład robota Edwarda Warchockiego, który stał się niesamowitym viralem w mediach społecznościowych. Na tiktoku mogliśmy obejrzeć filmiki, jak przegania dziki albo spotyka się z piłkarzami reprezentacji Polski. Jest to z pewnością najpopularniejszy humanoidalny robot w naszym kraju, który na ten moment jest niezbyt szkodliwy, a co najwyżej dla niektórych irytujący. Tego samego nie mogą powiedzieć jednak mieszkańcy Stanów Zjednoczonych.
Robot spowodował opóźnienie samolotu Southwest Airlines
Zwłaszcza ci, którzy na początku maja chcieli polecieć rejsem linii Southwest Airlines z Oakland do San Diego. Otóż na pokład samolotu, którym miał zostać zrealizowany lot, chciał wsiąść właśnie taki robot, towarzyszący prawdziwym pasażerom. Nazwany „Bebop” robot wzbudził ciekawość kontroli bezpieczeństwa, która zastanawiała się, czy taka maszyna będzie w ogóle bezpieczna na pokładzie samolotu. Zwłaszcza że linie lotnicze mają jasno ustalone limity mocy baterii w urządzeniach, co dotyczy także robotów. Zamieszanie z robotem spowodowało godzinne opóźnienie lotu, a w tym czasie sam robot starał się rozluźnić sytuację, co możecie zobaczyć na poniższym nagraniu.
Linia lotnicza szybko reaguje. Nie będzie więcej robotów na pokładach jej samolotów
Okazuje się, że Bepop może być ostatnim w historii robotopasażerem na pokładzie Southwest Airlines. Linia lotnicza postanowiła zaktualizować swój regulamin, wprowadzając całkowity zakaz przewożenia jakichkolwiek robotów humanoidalnych, czy też przypominających zwierzęta. Zakaz dotyczy zarówno obecności takich robotów na pokładzie samolotu, jak i w bagażu rejestrowanym. Linia swoją decyzję tłumaczy obawami o bezpieczeństwo samolotu i pasażerów, jako iż roboty korzystają z akumulatorów litowo-jonowych, które już wcześniej powodowały niebezpieczne sytuacje na pokładzie. I choć sam właściciel robota uważa tę decyzję za głupią, choćby ze względu na wykorzystywanie tego samego typu baterii co w laptopach, to mamy wrażenie, że spora część pasażerów jest w głębi duszy wdzięczna linii lotniczej. Zwłaszcza tych, którzy zmęczeni chcą zrelaksować się podczas lotu, a nie być świadkiem poruszenia spowodowanego przez robota.
Czytaj także:
50 tweetów dziennie i koniec. X próbuje zmusić użytkowników do wykupienia premium
16 miliardów euro rocznie ląduje w koszu. Europa znalazła sposób, żeby je odzyskać