Latem 2016 roku ludzie przeczesywali parki, osiedla i centra miast w poszukiwaniu wirtualnych stworzeń. Pokémon Go wyglądało wtedy jak gigantyczna moda, która przyszła nagle i równie szybko miała zniknąć. Minęła dekada, a w grę nadal grają miliony osób. Jak opisuje BBC, jej twórcy przekonują, że sukces nie wynika wyłącznie z popularności Pokémonów. Gracze mieli dostać powód, aby wyjść z domu i spotkać innych ludzi.
Z gry powstał osobny przemysł
Finansowo ten pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Pokémon Go pobrano ponad 800 milionów razy, a wydatki graczy przekroczyły 6 miliardów dolarów. Według danych przytaczanych przez „The Verge” tylko w 2025 roku produkcja miała wygenerować około miliarda dolarów przychodów. Od początku gra zarabiała na mikropłatnościach. Gracze kupują przedmioty, dodatkowe przepustki i dostęp do wybranych wydarzeń. Z czasem wokół aplikacji powstała także ogromna machina imprez stacjonarnych.
W 2024 roku sprzedano blisko milion biletów na wydarzenia związane z grą. W społecznościach działa ponad 3000 lokalnych ambasadorów, którzy organizują spotkania i wspólne rozgrywki. Podczas obchodów dziesięciolecia około 2000 osób zgromadziło się na Times Square, aby wspólnie walczyć z Mewtwo. Scena odtwarzała wizję przedstawioną jeszcze w pierwszym zwiastunie gry.
To właśnie społeczność okazała się przewagą trudną do skopiowania. Rynek próbował później wielu produkcji opartych na lokalizacji i rozszerzonej rzeczywistości, ale żadna nie wywołała porównywalnego efektu. Samemu Nianticowi również nie udało się stworzyć drugiego hitu o podobnej skali.
Pokémon Go trafił do saudyjskiego imperium
W 2025 roku Niantic sprzedał swój dział gier, obejmujący Pokémon Go, Pikmin Bloom i Monster Hunter Now, firmie Scopely za 3,5 miliarda dolarów. Nabywca dwa lata wcześniej został przejęty za 4,9 miliarda dolarów przez Savvy Games Group, należącą do saudyjskiego państwowego funduszu PIF.
Zakup wpisuje się w plan Arabii Saudyjskiej, która chce zbudować jedno z największych centrów światowego gamingu. Na rozwój branży kraj zamierza przeznaczyć 38 miliardó dolarów, inwestując w gry, studia oraz e-sport. Pokémon Go nie jest więc już wyłącznie produktem amerykańskiego start-upu. Stał się częścią wielkiej państwowej strategii dywersyfikowania gospodarki zależnej od ropy.
Dla graczy zmiana właściciela niesie ryzyko mocniejszej monetyzacji. Scopely zapewnia jednak, że dotychczasowy zespół zachował autonomię. Po dziesięciu latach największym wyzwaniem Pokémon Go nie jest już utrzymanie chwilowej mody. Jest nim pogodzenie oczekiwań wielopokoleniowej społeczności z wymaganiami właściciela, który za dostęp do niej zapłacił miliardy.
W Polsce wciąż grają setki tysięcy osób
Polska również przeżyła własną „pokemanię”. Według badania Mobience w lipcu 2016 roku aplikację uruchomiło około 1,5 miliona Polaków, czyli 9,5% krajowych użytkowników Androida. Przeciętny gracz spędził w niej w ciągu miesiąca ponad siedem godzin.
Dziesięć lat później społeczność jest mniejsza, ale zdecydowanie nie zniknęła. Sensor Tower szacował, że pod koniec sierpnia 2025 roku Pokémon Go miało w Polsce około 395 tys. aktywnych użytkowników. We wrześniu wynik wynosił nadal około 313 tys. W najlepszym tygodniu badanego kwartału polscy gracze wydali w aplikacji około 94 000 dolarów.
Zresztą Warszawę wybrano na jedną z zaledwie 26 lokalizacji oficjalnych obchodów Pokémon Go Fest 2026. Bezpłatne wydarzenie zorganizowano 11 lipca w Elektrowni Powiśle. Polska znalazła się na liście obok między innymi Nowego Jorku, Tokio, Seulu, Barcelony i Melbourne.
Czytaj więcej w dziale nowe technologie na Bithub:
W Rosji kończy się paliwo? Nie, to trolling Ukraińców wykorzystujących VPN
Kompromitacja! Meta nie rozpoznała własnych obrazów AI
OpenAI skończą się pieniądze? Analityk przewiduje wchłonięcie twórców ChatGPT przez innego giganta