Chińskie akcje zakończyły środę na plusie, ale sama skala wzrostu nie mówi tu wiele. Shanghai Composite znowu wzrósł, a rynek patrzy przede wszystkim na trwające od 25 do 28 sierpnia posiedzenie Stałego Komitetu Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych. Po lipcowych danych inwestorzy mają dobry powód, żeby czekać na coś więcej niż kolejną deklarację o „stabilnym wzroście”.
W lipcu produkcja przemysłowa zwiększyła się o 4,5% rok do roku, słabiej od oczekiwanych 4,8% i czerwcowych 5,3%. Sprzedaż detaliczna wzrosła zaledwie o 0,6%, choć konsensus mówił o 1,5%. Jeszcze gorzej wyglądają inwestycje: nakłady na środki trwałe spadły w pierwszych siedmiu miesiącach roku o 6,7%. Gospodarka, która w pierwszym półroczu urosła o 4,7%, nadal mieści się w oficjalnym celu 4,5-5%, ale pod powierzchnią różnice robią się coraz większe.
Od 22 sierpnia „People’s Daily” przekaz jest konsekwentny: nie patrzcie wyłącznie na krótkoterminowe tempo PKB, patrzcie na jakość wzrostu, technologię, zaawansowaną produkcję i nowe źródła produktywności. W pierwszym półroczu wartość dodana w produkcji urządzeń wzrosła o 9,3%, a w sektorze high-tech o 13,3%. To nie są wymyślone sukcesy. Niestety jednak istnieją one obok bardzo słabego konsumenta, inwestycji i rynku nieruchomości.
Pekin chce zmienić narrację, zanim dane zmienią się same
Ta kampania nie wygląda jak przypadkowa seria komentarzy prasowych. W oficjalnym raporcie przedstawionym podczas posiedzenia NPC Wang Changlin z NDRC mówił o potrzebie mocniejszego wsparcia antycyklicznego, zwiększenia popytu krajowego oraz wprowadzenia „pragmatycznych i skutecznych” dodatkowych działań w odpowiednim momencie. Innymi słowy: władze nie twierdzą, że problemu nie ma. Próbują przekonać rynek, że słabsza część gospodarki jest kosztem transformacji, a nie początkiem trwałego załamania.
Tyle że z samą narracją trudno walczyć ze spadkiem inwestycji o 6,7%. Dlatego ważniejszy może być uruchamiany właśnie instrument finansowania projektów o wartości 800 mld juanów, około 119 mld dolarów. Pieniądze mają stanowić kapitał bazowy dla projektów lokalnych władz i przyciągać kolejne finansowanie bankowe oraz prywatne. Caitong Securities szacuje, że mechanizm teoretycznie może wesprzeć inwestycje nawet do 10 bln juanów. W tym roku realna skala może być dużo mniejsza, bo projekty dopiero przechodzą selekcję.
To pokazuje zmianę priorytetów. PBOC zostawił w sierpniu roczną LPR na 3,0%, a pięcioletnią na 3,5%, piętnasty miesiąc z rzędu bez zmian. Zamiast kolejnego szerokiego cięcia stóp Pekin próbuje pchać pieniądz w konkretne miejsca, subsydiować koszt kredytu i przyspieszać inwestycje, które już mają polityczne zielone światło. To mniej efektowne niż duży pakiet stymulacyjny. Być może celowo.
Rynek dostaje jeszcze jedną zmianę, prawie niewidoczną
W tle dzieje się coś bardziej technicznego. China Merchants Bank przygotował trzyletnią obligację o zmiennym oprocentowaniu powiązanym z overnight bond repo, jako pierwszy krajowy bank komercyjny korzystający z takiej konstrukcji. Wcześniej podobny instrument wyemitował Export-Import Bank of China.
Nie oznacza to jeszcze, że overnight repo zastąpiło siedmiodniową stopę reverse repo jako główną stopę polityczną PBOC. Bank centralny pod koniec lipca mówił wprost, że benchmarkiem pozostaje stopa siedmiodniowa, a operacje overnight mają przede wszystkim zarządzać płynnością. Ale kierunek jest ciekawy: chiński rynek pieniężny dostaje coraz bardziej rynkową krzywą krótkiego finansowania, podczas gdy polityka fiskalna przejmuje większą część odpowiedzialności za wzrost.
Rynek akcji może reagować wcześniej niż gospodarka. I właśnie to chyba dzieje się teraz. Inwestor nie musi wierzyć, że konsumpcja już odbiła. Wystarczy mu przekonanie, że Pekin nie pozwoli pogłębić się spowolnieniu i że część państwowych pieniędzy zacznie w końcu przepływać do realnych projektów.
I tu znajduje się sedno obecnej historii Chin. Pekin nie uruchomił paniki stymulacyjnej mimo fatalnych inwestycji i niemrawego konsumenta. Zamiast tego próbuje jednocześnie ustabilizować oczekiwania, skierować kredyt do wybranych projektów, usprawnić mechanizm transmisji polityki pieniężnej i przekonać inwestorów, że technologiczna część gospodarki jest ważniejsza niż stare wskaźniki.
Shanghai Composite na razie tę opowieść kupuje. Pytanie brzmi, czy za kilka miesięcy kupi ją również chiński konsument i prywatny przedsiębiorca. Bez tego kampania zaufania pozostanie kampanią. Wtedy całe 800 mld juanów będzie kolejnym państwowym rusztowaniem pod gospodarką, która wciąż nie chce stanąć na nogach. Istnieje też jednak szansa, że w końcu „ratowanie” skończy się happy endem.