Ropa niemal po 100 dolarów. Bliski Wschód otwiera drugi front na rynku energii

Cena ropy Brent zbliżyła się do psychologicznej granicy 100 dolarów za baryłkę. Inwestorzy obawiają się, że problemy z transportem surowca przestaną dotyczyć wyłącznie cieśniny Ormuz i obejmą także Bab al-Mandab – kluczowe połączenie Morza Czerwonego z Oceanem Indyjskim. Dalsza eskalacja może przełożyć się na kolejne podwyżki cen paliw, presję inflacyjną i trudniejsze decyzje banków centralnych.

Notowania ropy Brent gwałtownie wzrosły w czwartek, 23 lipca. Kontrakty terminowe drożały przed południem o 4,8 proc., osiągając 98,59 dolara za baryłkę. Na rynku spot cena dochodziła chwilami do około 99 dolarów. Był to piąty wzrostowy dzień z rzędu i najwyższy poziom notowań od początku czerwca.

Amerykańska ropa WTI przekroczyła jednocześnie 90 dolarów za baryłkę po raz pierwszy od 11 czerwca. Jeszcze na początku lipca Brent kosztowała nieco ponad 70 dolarów. W ciągu kilkunastu dni jej cena wzrosła więc o około jedną trzecią.

Huti zaatakowali tankowce z saudyjską ropą

Bezpośrednim impulsem do kolejnej fali zakupów były informacje z Jemenu. Powiązani z Iranem rebelianci Huti poinformowali o zaatakowaniu dwóch tankowców przewożących saudyjską ropę. Jednocześnie próbują oni wprowadzić morską blokadę Arabii Saudyjskiej.

Ataki dotyczą rejonu cieśniny Bab al-Mandab, łączącej Morze Czerwone z Zatoką Adeńską. To jeden z najważniejszych punktów tranzytowych dla ropy, paliw i innych towarów transportowanych pomiędzy Bliskim Wschodem, Europą oraz Azją.

Rynek obawia się, że potencjalne zakłócenia w Bab al-Mandab nałożą się na problemy występujące już w cieśninie Ormuz. W czwartek irańska Gwardia Rewolucyjna poinformowała o pożarze tankowca, który miał wpłynąć na zaminowany szlak w pobliżu wybrzeży Omanu. Dwie kolejne jednostki miały zawrócić.

Irańskie władze utrzymują, że kontrolują cieśninę i nie pozwolą statkom przepływać bez wcześniejszej koordynacji z Teheranem. W tym samym czasie amerykańskie wojsko poinformowało o zakończeniu dwunastej kolejnej nocy ataków na cele w Iranie.

Dwie cieśniny mogą sparaliżować handel ropą

Cieśnina Ormuz pozostaje najważniejszym morskim wąskim gardłem światowego rynku ropy. Według danych amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej w pierwszej połowie 2025 roku przepływało przez nią średnio 20,9 mln baryłek ropy i produktów naftowych dziennie.

To wolumen odpowiadający mniej więcej jednej piątej światowego zużycia. Większość surowca trafia przez Ormuz na rynki azjatyckie, przede wszystkim do Chin, Indii, Japonii i Korei Południowej.

Arabia Saudyjska może ominąć cieśninę Ormuz, przesyłając część ropy rurociągiem Wschód–Zachód do portu Janbu nad Morzem Czerwonym. Problem polega na tym, że tankowce wypływające z Janbu do Azji muszą następnie przejść właśnie przez Bab al-Mandab.

Jeżeli również ta trasa stałaby się niedostępna, statki musiałyby kierować się na północ przez Kanał Sueski albo wybierać znacznie dłuższą drogę dookoła Afryki. Nie wszystkie w pełni załadowane supertankowce mogą jednak przepłynąć przez Kanał Sueski. Alternatywne trasy oznaczają ponadto wyższe koszty paliwa, ubezpieczenia i frachtu oraz nawet kilkutygodniowe opóźnienia dostaw.

Według danych Kpler Arabia Saudyjska wysyłała od kwietnia z Janbu średnio ponad 4,5 mln baryłek ropy i paliw dziennie, z czego około 70 proc. trafiało do Azji. Analitycy oceniają, że zamknięcie Bab al-Mandab mogłoby opóźnić część dostaw nawet o miesiąc.

Rynek wycenia ryzyko, nie tylko rzeczywiste braki

Wzrost ceny ropy nie oznacza, że cała podaż z Bliskiego Wschodu została wstrzymana. Tankowce nadal przemieszczają się przez część zagrożonych akwenów, a część eksportu może zostać przekierowana rurociągami i alternatywnymi szlakami.

Inwestorzy płacą jednak coraz wyższą premię za ryzyko. Potencjalne jednoczesne zakłócenia w cieśninach Ormuz i Bab al-Mandab byłyby znacznie trudniejsze do obejścia niż problemy występujące tylko na jednym szlaku.

Sytuację pogarszają malejące zapasy, ograniczona produkcja na Bliskim Wschodzie i sezonowo wysoki popyt związany z wakacyjnymi podróżami. Goldman Sachs ocenia, że czynniki te mogą utrzymywać ceny ropy na podwyższonym poziomie przynajmniej przez lipiec i sierpień.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna wskazywała wcześniej, że światowa produkcja ropy wzrosła w czerwcu o 4,1 mln baryłek dziennie dzięki częściowej odbudowie transportu przez Ormuz. Nadal pozostawała jednak o 9,4 mln baryłek dziennie niższa niż przed rozpoczęciem wojny.

IEA ostrzegała jednocześnie, że jej prognozy zakładają stopniową normalizację ruchu tankowców. Ponowna eskalacja konfliktu może całkowicie zmienić bilans rynku.

Co ropa po 100 dolarów oznacza dla Polski?

Dla polskich kierowców wzrost notowań Brent oznacza ryzyko kolejnych podwyżek cen benzyny i oleju napędowego. Reakcja stacji nie jest natychmiastowa. Najpierw zmieniają się ceny surowca, następnie ceny hurtowe paliw, a dopiero później detaliści aktualizują swoje cenniki.

Znaczenie ma również kurs dolara wobec złotego, wysokość marż rafineryjnych, podatki oraz poziom zapasów kupionych wcześniej po niższych cenach. Umocnienie złotego może ograniczyć skalę podwyżek, natomiast jego osłabienie dodatkowo zwiększyłoby koszt importowanej ropy.

Według danych e-petrol.pl 22 lipca średnia cena benzyny Pb95 w Polsce wynosiła 7,29 zł za litr. Za olej napędowy kierowcy płacili przeciętnie 7,64 zł, za benzynę Pb98 – 8,09 zł, a za LPG – 3,09 zł. Cena benzyny 95 osiągnęła najwyższy poziom od 2022 roku.

Szczególnie niepokojąca jest sytuacja na rynku diesla. Marże europejskich rafinerii na oleju napędowym osiągnęły w połowie lipca rekordowy poziom przekraczający 66 dolarów na baryłce. Wpływają na to zarówno problemy z dostawami z Bliskiego Wschodu, jak i rosyjski zakaz eksportu diesla po kolejnych atakach na tamtejsze rafinerie.

Droższy olej napędowy uderza nie tylko w kierowców samochodów osobowych. Zwiększa koszty transportu drogowego, rolnictwa, budownictwa i dystrybucji towarów. W dłuższym terminie może więc wpływać również na ceny żywności oraz innych produktów.

Czy Brent przebije 100 dolarów?

Poziom 100 dolarów ma głównie znaczenie psychologiczne. Jego przekroczenie nie zmienia automatycznie sytuacji podażowej, ale może zwiększyć zainteresowanie mediów, spekulantów i funduszy zabezpieczających się przed dalszym wzrostem cen.

W krótkim terminie kluczowe będą informacje o faktycznym ruchu tankowców, skali ataków na statki i rezultatach operacji wojskowych USA oraz Iranu. Ważne będzie również to, czy Huti są w stanie realnie ograniczyć żeglugę przez Bab al-Mandab, czy ich blokada pozostanie przede wszystkim groźbą.

W przypadku skutecznego zamknięcia obu strategicznych tras cena Brent może szybko przekroczyć 100 dolarów i pozostać powyżej tego poziomu przez dłuższy czas. Jeżeli natomiast dojdzie do deeskalacji, a transport przez cieśniny będzie kontynuowany, część premii geopolitycznej może równie gwałtownie zniknąć.

Najnowszy wzrost pokazuje jednak, że rynek przestał traktować konflikt wyłącznie jako lokalne zagrożenie. Inwestorzy zaczynają wyceniać scenariusz, w którym problemy obejmują jednocześnie najważniejszy szlak eksportowy Zatoki Perskiej i jego główną trasę alternatywną.

Redakcja BitHub.pl poleca również: