Artykuł powstał w ramach współpracy merytorycznej z ekspertem giełdy Bitget.
Japoński indeks Nikkei 225 zamknął czwartkową sesję na poziomie 62 833,84 punktów, przekraczając pierwszy raz w historii barierę 62 tysięcy. Wzrost wyniósł 5,3 procent, czyli 3 320 punktów – to największy jednodniowy skok w historii indeksu, większy nawet od rekordu z sierpnia 2024 roku. Sygnał płynie z dwóch kierunków jednocześnie: silnych wyników kwartalnych spółek półprzewodnikowych w Azji i USA oraz kilkudniowej przeceny ropy, którą rynek odbiera jako początek końca napięcia geopolitycznego z Iranem.
Tokio dogania to, co przegapiło w Golden Week
Tokijska giełda była zamknięta przez większą część tygodnia – z powodu Złotego Tygodnia, japońskiego pakietu świąt majowych. W tym czasie indeksy w USA i Korei pobiły rekordy, a ropa zanurkowała o blisko 8 procent. Po wznowieniu notowań w czwartek japońscy inwestorzy nadrabiali zaległości w jednej sesji. SoftBank, sztandarowa spółka technologiczna i jeden z największych właścicieli udziałów w producencie chipów Arm, podrożał o ponad 13 procent. Producent płytek krzemowych Ibiden zyskał 17 procent. Mitsui Kinzoku 16 procent. Renesas Electronics, kluczowy japoński producent półprzewodników dla motoryzacji – 13 procent. Tosoh Corporation 12 procent. Wartość obrotów na pierwszym parkiecie tokijskiej giełdy sięgnęła 10,84 biliona jenów, czyli około 69,4 miliarda dolarów. To najwyższa dzienna wartość obrotu w 2026 roku.
Ruch nie był odosobniony. Szerszy indeks Topix zyskał 2,37 procent, a wzrosty objęły 30 z 33 sektorów branżowych. Najmocniej rosły metale nieżelazne, sprzęt elektryczny i komunikacja. Jedyne sektory, które straciły, to wydobycie i ropa naftowa – co bezpośrednio oddaje to, dlaczego rynek się ożywił. Tańsza ropa to dla japońskich eksporterów ulga kosztowa, dla importerów netto, do których Japonia się zalicza, poprawa rachunku bieżącego, a dla całej gospodarki łagodniejsza presja inflacyjna.
„Inwestorzy na nowo wyceniają jednocześnie inflację i geopolitykę”
Ryan Lee, główny analityk Bitget Research, mówi, że to klasyczny moment przesunięcia kapitału do aktywów o wyższym współczynniku beta. „Inwestorzy jednocześnie dokonują ponownej wyceny ryzyka geopolitycznego i inflacyjnego. Spadek cen ropy łagodzi część presji, która narastała w ostatnich tygodniach, a rynki interpretują to osłabienie jako ulgę dla warunków płynnościowych i oczekiwań wobec banków centralnych” – ocenia. Według niego dla gospodarek importujących surowce energetyczne, takich jak Japonia, niższe ceny ropy bezpośrednio poprawiają perspektywy makroekonomiczne, nawet jeśli ceny importowe wciąż są na historycznie wysokich poziomach.
Lee zwraca też uwagę, że kapitał wraca do sektorów wzrostowych. „Akcje technologiczne i papiery o wyższym współczynniku beta przyciągają napływy, podczas gdy energetyka i surowce zostają w tyle. To poprawia szerokość rynku po długim okresie defensywnego nastawienia” – komentuje. W jego ocenie ten zwrot jest sygnałem, że inwestorzy są coraz gotowsi zwiększać zaangażowanie w aktywa ryzykowne w miarę stabilizacji zmienności na rynkach surowcowych i makroekonomicznych.
Analityk Bitget Research dodaje wątek kryptowalutowy. „Historycznie okresy spadków cen ropy z wysokich poziomów zbiegają się ze wzrostem napływu środków do aktywów cyfrowych. Wynika to z osłabienia oczekiwań inflacyjnych i poprawy warunków płynnościowych” – mówi Lee. Obecna hossa na akcjach i krypto, jak ocenia, „odzwierciedla szerszy zwrot w stronę wzrostu i strategii inwestycyjnych wrażliwych na ryzyko”.
Ropa i krypto idą w przeciwnych kierunkach
Liczby pasują do tezy Lee niemal idealnie. Ropa Brent jeszcze na początku tygodnia kosztowała 113 dolarów za baryłkę, najwięcej od czterech lat – rynek wycenił wtedy w niej irańskie ataki rakietowe na porty Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz wyjście ZEA z OPEC. We wtorek i środę Brent runął o łącznie ponad 12 procent, w czwartek schodzi w okolice 99 dolarów. Powód: doniesienia o szkicu czternastopunktowego porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, które przewiduje zakończenie wojny i ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz. Donald Trump zapowiedział wstrzymanie operacji morskiej „Project Freedom” – amerykańskiej inicjatywy eskortowania statków przez cieśninę – jako sygnału postępów w rozmowach. Iran ma w ciągu kilku dni odpowiedzieć na propozycję.
Ten sam impuls pchnął kryptowaluty. Bitcoin we wtorek dotknął 82 833 dolarów – najwyższego poziomu od końca stycznia – po czym lekko się skorygował, gdy Trump zagroził „bombardowaniem o znacznie większej sile niż dotąd”, jeśli Teheran odrzuci propozycję. Mimo tej wolty kierunek pozostał jasny. W czwartek po południu cena bitcoina trzymała się okolic 81 tysięcy dolarów. Kwietniowe napływy do amerykańskich funduszy ETF na bitcoina wyniosły 2,44 mld dolarów – najwięcej od października 2025 roku. Indeks „Crypto Fear & Greed” w środę odbił do 46 punktów, czyli z poziomu „skrajnego strachu” sprzed miesiąca do zwykłego „strachu”, co w żargonie rynkowym oznacza powrót gotowości do podejmowania ryzyka.
Polski wątek: tańsza ropa, niższe paliwo
Spadek ceny baryłki przekłada się szybko na rynek krajowy. Orlen we wtorek obniżył hurtowe ceny benzyny i oleju napędowego, w ślad za Brentem tracącą o blisko 7 procent w skali dwóch sesji. Cena hurtowa Pb95 zeszła do 5 686 zł za metr sześcienny, oleju napędowego – do 6 426 zł. Cena maksymalna detaliczna utrzymywana przez koncern do tej pory wynosiła 6,49 zł za litr Pb95 i 7,31 zł za litr ON; teraz ma realną przestrzeń, by zejść w dół. To pewna ulga dla rolników na finiszu zasiewów, którzy do 15 maja korzystają jeszcze z obniżonej ośmioprocentowej stawki VAT na olej napędowy.
Geopolityczny rachunek dla Polski jest jednak bardziej złożony niż tylko cena na stacji. Ropa kazachska, która płynie do Polski rurociągiem „Przyjaźń”, jest w tej chwili w stanie zawieszenia z powodu sankcyjnych komplikacji, a Niemcy próbują obejść przerwę w dostawach. Cena Brentu, gdyby spadła trwale poniżej 90 dolarów, oznaczałaby dla polskich firm energetycznych spadek marż rafineryjnych. Z drugiej strony, dla budżetu i dla inflacji – netto plus.
Co może zatrzymać hossę
Analitycy QCP Capital przestrzegają, że obecny ruch jest mocno oparty na dwóch fundamentach naraz: nadziejach na deeskalację z Iranem i silnych wynikach półprzewodników. „Kluczowe ryzyko polega na tym, czy optymizm wynikający z deeskalacji się utrzyma i czy odbicie cen energii nie podniesie z powrotem realnych rentowności i kursu dolara” – ostrzegają. JP Morgan podniósł właśnie cel końca roku dla Nikkei do 70 tysięcy punktów, ale część komentatorów zwraca uwagę, że jednodniowy skok o ponad pięć procent to nie tyle nowa wycena, co naprawiająca się luka po Złotym Tygodniu, ze sztywno utrzymującymi się ryzykami w tle. Iran nie podpisał jeszcze niczego. Cieśnina Ormuz, mimo deklaracji o zawieszeniu „Project Freedom”, nadal nie funkcjonuje normalnie – około 23 tysiące marynarzy wciąż uwięzionych jest w Zatoce Perskiej.
To, co się stało w czwartek na giełdach, jest zatem wyceną nadziei. Ryan Lee zwraca uwagę, że taka wycena, gdy jest prawidłowa, daje rynkom miesiące, a nie dni hossy. Ale nadzieja jest w finansach instrumentem zmiennym – znacznie bardziej niż wynik kwartalny producenta chipów.
Zobacz też inne newsy o kryptoaktywach:
„Sprzedałem prawie wszystkie XRP” – mówi były szef Ripple. „Nie lubię ryzyka”
Czy zaczęła się już „krypto wiosna”? Tom Lee nie ma wątpliwości