Wielki ptak powróci? Firma bio-techowa chce wskrzesić wymarły gatunek
Pewna amerykańska firma celuje w nowozelandzkiego ptaka. Konkretnie zaś, w jego hodowlę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, wyjąwszy może niewielką skalę tej hodowli (liczoną z początku w pojedynczych sztukach), szkopuł w tym, że ptak jest wymarły. Chodzi bowiem o moa, gatunek gigantycznego ptaka-nielota, który wymarł – z istotną „pomocą” ludności tubylczej – wielki temu.
Firma, o której mowa, to Colossal Biosciences z Dallas. Jej projekt może się jawić jako graniczący z fikcją literacką i filmową, ale jej przedstawiciele wcale tak nie uważają. Właśnie kupili na licytacji, zorganizowanej przez dom aukcyjny Artemis Gallery z Louisville w Kolorado, wyjątkowo rzadkie jajo ptaka moa (dokładniej chodzi o południowego moa olbrzymiego), mierzące około 22 na 17 cm i cechujące się niemal dwukrotnie większą objętość niż jajo strusia. Jajo to, nabyte kosztem 14 tys. dolarów, firma zamierza teraz przetransportować do Canterbury na Wyspie Południowej Nowej Zelandii
Okaz ten został odkryty 14 stycznia 1966 roku, właśnie na nowozelandzkiej Wyspie Południowej. W szeroko pojętym międzyczasie trafił jednak do Ameryki, gdzie przez blisko sześć dekad stanowił element prywatnej kolekcji. Określenie znaleziska jako wyjątkowej rzadkości nie stanowi przy tym przesady. Znanych jest mniej niż 40 wystarczająco kompletnych jaj moa, a tylko osiem zachowało co najmniej 90 proc. skorupy; po renowacji okaz będzie prawdopodobnie dziewiątym prawie nienaruszonym i jednym z pięciu najlepiej zachowanych.
Żywe moa ze skamieniałego jaja (pośrednio)
Ceremonia przekazania ma odbyć się w grudniu, a jajo trafi pod opiekę badaczy z plemiennego maoryskiego ośrodka naukowego Ngāi Tahu Research Centre. Będzie ono kluczowym elementem próby przywrócenia ptaka moa na listę gatunków żywych – jakkolwiek od strony technicznej projekt przedstawia się nieco mniej sensacyjnie niż mogłoby sugerować hasło „wskrzeszenie”. Pierwszym jego etapem było sekwencjonowanie przez badaczy DNA moa ze znalezionych fragmentów skorupy jaja, a następnie porównanie go z najbliższymi mu genetycznie gatunkami – emu i południowoamerykańskim tinamu.
W następnej kolejności komórki żyjącego pobrane od żyjących osobników gatunków pokrewnych mają zostać edytowane genami moa. Ponieważ żaden ptak nie znosi jaja dość dużego, w maju tego roku Colossal poinformował o wykluciu 26 piskląt z własnego, sztucznego jaja z silikonową membraną i drukowaną w 3D kratownicową skorupą, przepuszczalną dla tlenu i przezroczystą, co umożliwia śledzenie rozwoju zarodka na bieżąco. Docelowo embrion ma powstawać w jaju emu, a następnie trafiać do sztucznego jaja rozmiaru moa, z dodatkowym żółtkiem i białkiem.
Projekt a’la „Park Jurajski”
Program reaktywacji moa rozpoczęto w 2025 roku z udziałem Colossal, Ngāi Tahu Research Centre, znanego reżysera Petera Jacksona i Canterbury Museum. Firma chce tutaj wykorzystać doświadczenia zebrane przy okazji analogicznego projektu przywrócenia do życia ptaka dodo, innego wymarłego gatunku. Colossal nie ogranicza zresztą swych ambicji do niego i w planach ma także próby przywrócenia do życia mamuta włochatego czy wilka tasmańskiego. Potencjalny termin „wskrzeszenia” moa wskazywany jest na początek lat trzydziestych, choć harmonogram pozostaje zmienny i zależy od decyzji badaczy.
Moa wymarły około 600 lat temu. Gdy do brzegów Nowej Zelandii dotarli polinezyjscy osadnicy, dziś znani jako Maorysi (ok. 1250–1300 n.e.), istniało dziewięć gatunków; południowy moa olbrzymi mógł osiągać 3,6 m wysokości i ważyć 230 kg. Intensywne polowania prowadzone przez tych ostatnich, w połączeniu ze stosunkowo niewielką rozrodczością oraz brakiem naturalnych wrogów gatunkowych i wynikającym z tego brakiem wykształcenia mechanizmów obronnych, doprowadziły do szybkiego wyniszczenia populacji tych ogromnych ptaków