Wojna to biznes i okazja. Rekordowe wyniki sektora obronnego

Wojna to biznes i okazja. Rekordowe wyniki sektora obronnego

Amerykańskie koncerny zbrojeniowe odnotowują w tym roku istną bonanzę – do czego przyczyniła się oczywiście wojna z Iranem. Po publikacji wyników finansowych w III kwartale trzy czołowe firmy sektora obronnego właśnie podniosły prognozowane zyski za cały 2026 rok. Northrop Grumman spodziewa się 29,35–29,75 dolara w przeliczeniu na akcję, wobec wcześniejszych 28,60–29,10 dolara. RTX (d. Raytheon) podniósł prognozy do 7,65–7,75 dolara na akcję, jednocześnie zwiększając wolumen prognozowanej sprzedaży w tym roku do 97–97,5 mld dolarów. GE Aeorspace zaś odnotował poprawę spodziewanych zysków z 7,65–7,85 do 8,00–8,10 dolara na akcję.

Northrop Grumman pozyskał w tym kwartale nowe kontrakty warte 16,4 mld dol., przy czym wartość zamówień była 1,5 raza wyższa od wystawionych faktur. Wzrosty portfela zamówień firmy napędzały programy pocisków balistycznych LGM-35A Sentinel, wielozadaniowych myśliwców F-35 Lightning II i bombowców B-21 Raider (produkowanych odpowiednio przez Lockheed Martina i Boeinga, do których jednak Northrop dostarcza wiele części), okrętów podwodnych klasy Virginia oraz niektórych programów niejawnych (tzw. black projects).

Z kolei w RTX sprzedaż wzrosła o 14 % dzięki lawinie zamówień na pociski rakietowe, które wywołała wojna, zwłaszcza w dziedzinie obrony przeciwlotniczej. Raytheon, producent pocisków takich jak MIM-104 Patriot, SM-1/2/6 Standard czy BGM-109 Tomahawk pozyskał zamówienia cywilne i wojskowe warte 81 mld dol. GE Aerospace – choć w tym kwartale wypadł nieco słabiej w związku z programem silników GE9X do opóźnionego Boeinga 777X – zwiększył portfel zamówień do 170 mld dol. Dla porównania: Lockheed Martin miał w II kwartale 230,4 mld dol. zamówień, a General Dynamics – 136,5 mld.

Wojna to profit, racjonalna reforma – wprost przeciwnie

Rekordowe profity czołowych firm sektora nie znaczą jednak, że długofalowo nic im nie grozi. Wprost przeciwnie. Wdrażana w USA od listopada 2025 roku reforma zamówień obronnych, oparta na dekrecie Donalda Trumpa nr 14265 i oraz kolejnych rozporządzeniach oraz memorandach, fundamentalnie zmienia zasady rozliczeń, na których koncerny obronne zbudowały swój finansowy komfort. Pentagon na szeroką skalę podejmuje działania w celu zwiększenia konkurencyjności w zamówieniach obronnych i unikania zależności od pojedynczych dostawców korporacyjnych.

Na znacznie szerszą skalę mają też być stosowane dostępne technologie komercyjne – zamiast każdorazowego opracowywania dedykowanych rozwiązań dla Departamentu Wojny, co pochłaniało ogromne koszty, których suma wędrowała oczywiście do kieszeni koncernów. Co być może najważniejsze, Pentagon zmienia sposób rozliczania kontraktów wojskowych, czyniąc domyślną ich formą umowy ryczałtowe (firm-fixed-price), odsyłając zarazem do lamusa ulubioną formę kontraktów zasiedziałych korporacji zbrojeniowych, czyli kontrakty z marżą zależną od kosztów (cost-plus).

Te ostatnie prowadziły do notorycznej i gigantycznej w skali opóźnień programów zbrojeniowych oraz plagi lawinowo rosnących kosztów – które to korporacyjnym wykonawcom opłacało się windować. Stanowiło to istną żyłę złota dla grona największych, „ustosunkowanych” i powiązanych lobbingowo koncernów, boleśnie odbijając się jednak na poziomie gotowości i skuteczności amerykańskich sił zbrojnych oraz czyniąc towary nabywane przez Pentagon absurdalnie drogimi. Wprowadzając opisane zmiany, Departament de facto przerzuca na wykonawców odpowiedzialność finansową za powodzenie programów, które realizują.

I choć branża – a przynajmniej jej czołowe, „dyżurne” koncerny, dotąd dominujące w niemal każdym ważniejszym przetargu – głośno protestują, to Pentagon potrzebuje pieniędzy – wojna z Iranem nadal się tli. I szuka ich także u siebie: właśnie w ciągnących się latami, nieudolnie prowadzonych programach zbrojeniowych.