Londyński bankier ostrzega. Hossa się kończy, idzie wielki krach?
Szef strategii rynkowej w londyńskim banku inwestycyjnym Joachim Klement z Panmure liberum wystosował mocne ostrzeżenie do inwestorów i ccenił, że wielka giełdowa hossa napędzana sztuczną inteligencją może wkrótce się skończyć. Uważa, że jej załamanie może wywołać najpoważniejszy krach na rynkach od czasu globalnego kryzysu finansowego. W tym roku indeksy giełdowe w USA, Europie i Azji ustanawiały rekordy wielokrotnie, a wielka część tego wzrostu napedzana była gigantycznymi nakładami na infrastrukturę AI.
Inwestorzy liczą na to, że wydatki te utrzymają się co najmniej do końca dekady, a w kolejnej dekadzie firmy technologiczne zaczną na wielką skalę monetyzować moc obliczeniową i budować ogromny biznes wokół „agentów AI”. Co na to Klement? Ocenił, że jego bazowy scenariusz zakłada coś zupełnie innego: wyhamoowanie tego trendu już w 2027 roku. Dlaczego?
Joachim Klement ostrzega inwestorów przed bańką
Isaac Newton był wybitnym fizykiem i jednym z największych naukowców ubiegłego tysiąclecia. Nie uchroniłot go to jednak przed stratą potężnych pieniędzy, które zainwestować w bańce tzw. Kompanii Mórz Południowych. Czy AI jest odpowiednikiem „gorących” tematów z XVIII (tulipomania, handel morski), XIX (kolej) czy XX wieku (lotnictwo, telefon i internet)? Wszystkie te wielkie osiągnięcia przyspieszyły rozwój ludzkości, a AI prawdopodobnie również się do niego przyczyni… Ale jedno nie wyklucza drugiego.
Według Klementa bańka AI pęknie w 2027 lub 2027 roku, ponieważ wolne przepływy pieniężne hyperscalerów (firm które wydają najwięcej na infrastrukturę AI, przyp. red.) w dużej mierze wyczerpały się. Jednocześnie koszt zadłużenia szybko rośnie i zaczyna osiągać poziomy, które mogą być dla tych firm trudne do zaakceptowania. Klement wyznaczył cel dla indeksu S&P 500 na koniec 2027 roku na poziomie 5 000 pkt. Oznaczałoby to spadek o około 35% względem obecnych poziomów. To zdecydowanie najbardziej pesymistyczna prognoza spośród strategów śledzonych przez Bloomberga. Pozostali zakładają średnio potencjał wzrostu indeksu o około 14%.
Ogromną przecenę Klement przewiduje także w Europie. Jego zdaniem szeroki, europejski indeks Euro Stoxx 600 może spaść do 430 pkt, czyli o ponad 30% względem obecnych poziomów. Zmiana nastawienia jest tym bardziej istotna, że Klement trafnie przyjął bycze podejście do europejskich akcji w ubiegłym roku. Jeszcze w połowie września zakładał, że S&P 500 może osiągnąć 8 300 pkt do końca przyszłego roku. Obecnie należy jednak do pierwszych, którzy otwarcie mówią o końcu hossy.
Źródłem zmiany tego podejścia jest przede wszystkim obawa, że uporczywa inflacja i związany z nią wzrost kosztów finansowania uderzą w fundamenty obecnego boomu inwestycyjnego w infrastrukturę AI. Podobne ostrzeżenie przedstawił w inny analityk rynkowy Rohit Sipahimalani, dyrektor inwestycyjny funduszu Temasek. Jego zdaniem odwrócenie trendu związanego z AI jest jednym z głównych zagrożeń dla światowych rynków.
Co jeśli indeksy spadną?
Nie wszyscy podzielają ten pesymizm. Stratedzy Citigroup wskazali niedawno, że mocne wyniki spółek w 2027 roku mogą wspierać globalne akcje, nawet przy wyższych stopach procentowych. Jednocześnie Klement przyznaje, że jego opinia może być przedwczesna, jak to często bywało z wszystkimi wróżącymi niechybne spadki. Do końca tego roku uważa, że indeks S&P 500 jak i jego europejskie odpowiedniki wzrosną. Dziś martwi się tym, co może wydarzyć się dopiero za pół roku lub kilka kwartałów, tak więc nie zaleca klientom natychmiastowej sprzedaży akcji.
Zamiast tego sugeruje przygotowanie planów awaryjnych. Jest w tym pewna mądrość, ponieważ na planowanie alternatywnej alokacji może być za późno, gdy ruszy lawina spadkowa. Jeśli indeks S&P 500 spadnie poniżej 200-dniowej średniej (istotnego punktu wsparcia z punktu widzenia analizy technicznej – przyp. red), Klement twierdzi, referowałby ultra defensywne sektory rynku. W tym akcje producentów żywności, spółki tytoniowe oraz firmy farmaceutyczne.
Według szacunków Bloomberg Intelligence nakłady inwestycyjne hyperscalerów na centra danych mogą w 2026 roku wzrosnąć ponad dwukrotnie względem poprzedniego roku i osiągnąć 713 mld USD. W 2027 roku wydatki mają nadal rosnąć, ale trochę wolniej. Klement zwraca uwagę, że inwestorzy skupiają się obecnie niemal wyłącznie na jednym czynniku, a to niebezpieczne. Powiedział dosłownie: „Ludzie koncentrują się tylko na jednej rzeczy, czyli zyskach, a w szczególności zyskach technologii. Za pomocą tej historii usprawiedliwiają każdy możliwy problem makroekonomiczny, kredytowy czy inny, który mógłby im zaszkodzić”.