Krach giełdowy w drodze? Rzeź na globalnych rynkach obligacji trwa
Grafika pokazująca spadek cen akcji

Krach giełdowy w drodze? Rzeź na globalnych rynkach obligacji trwa

Rentowności amerykańskich obligacji wzrosły dziś do najwyższych poziomów od 2006 roku i zbliżyły się do 5,2%. To problem zarówno dla Stanów Zjednoczonych, które od zaciąganego w rekordowym tempie długu zapłacą wyższe odsetki, jak i dla akcji. Giełdowe indeksy mogą być bliskie przesilenia, gdyż rosnące rentowności obligacji zmniejszają relatywną atrakcyjność akcji.

Amerykański problem z długiem

Ostatnim razem, gdy rentowności amerykańskich obligacji skarbowych znajdowały się na obecnych poziomach, dług publiczny wynosił zaledwie 9 bln USD. Dziś zadłużenie Stanów Zjednoczonych sięga 40 bln USD i jest o ponad 450% większe, niż w 2007 roku. Każdy wzrost średniego kosztu jego obsługi o 1 pkt proc. oznacza około 401 mld USD dodatkowych kosztów obsługi długu rocznie. Amerykanie mają problem z długiem i jak widać nie dotyczy to już tylko przeciętnego obywatela.

Co prawda na razie to głównie amerykański problem, ponieważ europejska gospodarka nie radzi sobie porównywalnie dobrze do amerykańskiej, ale już dziś możemy przyznać, że lawina ta może bez wątpienia dotrzeć do Europy. Może też zebrać dużo potężniejsze żniwo, ponieważ gospodarka EU pod wpływem cen energii i spadającej konkurencyjości naprawdę „cienko” przędzie. Rynki domagają się coraz wyższej premii za pożyczanie pieniędzy rządom, w proinflacyjnym środowisku, które zjada wartość pieniądza w czasie i przy wykładniczo rosnącym globalnym zadłużeniu.

Akcje są coraz bardziej ryzyowne?

Przez skok rentowności premia za ryzyko trzymania zmiennych i ryzykownych akcji spadła do wieloletnich minimów. Tak wiec inwestorzy otrzymują coraz mniejszą rekompensatę za podejmowanie ryzyka. Jedynym odchyleniem od tej normy byłaby dalsza poprawa fundamentów spółek wobec mocnej gospodarki i boomu na sztuczną inteligencję. Ale już dziś inwestorzy zakładają, że spółki z S&P 500 pokażą 30% roczny wzrost zysków za bieżący kwartał, więc trzeba przyznać, że poprawa musiałaby być naprawdę imponująca by pozytywnie zaskoczyć. Poprzeczka rośnie.

Niestety ropa notowana powyżej 100 USD za baryłkę wydaje się „gwarantem” utrzymujących się czynników inflacyjnych. Ponowne zaostrzenie polityki banków centralnych stało się faktem zarówno w USA jak i w Europie, gdzie kolejne instytucje dołączają do „grona jastrzębi”. Nie jest pewne jak wysokie ryzyko „przekłną” indeksy i jak wysoki poziom rentowności może stać się trudny do uzasadnienia. W długim terminie indeks S&P 500 rósł średnio o około 10% rocznie, więc pozbawione adekwatnego ryzyka do akcji (choć nie wolne od niego) papiery skarbowe USA wypadają na tym tle naprawdę coraz atrakcyjniej.

Błędem byłoby zakłądać też, że tempo wzrostu zysków rzędu 30% rocznie, lub wyższe będzie możliw do utrzymania w kolejnych latach. Co za tym idzie rosną obawy o to, że dynamika biznesów osiągnęła już szczyt w tym cyklu, przez co wzrost wycen i poprawa nastrojów inwestorów mogą mieć jedynie ograniczony charakter. Jeśli to prawda, uczciwe byłoby założyć, że wzrost został już w dużej mierze skonsumowany. Tak więc w teorii aktualnie wystarczy iskra, by rentowności pośrednio spowodowały panikę na Wall Street. Teoretycznie mogłyby nią być problemy w budowach centrów danych i zadyszka hossy AI lub nieoczekiwana eskalacja geopolityczna.

Świetne dane z gospodarki USA sprzyjają oczekiwaniom inflacyjnym. Ostatnio opisaliśmy je między innymi w artykule Z ostatniej chwili: Atomowe dane PMI z USA, Wall Street traci. Padł rekord z 2021 roku.