Skarbówka chce ustanowić podatnikom personalnych nadzorców majątku. Ci głosują nogami

Skarbówka chce ustanowić podatnikom personalnych nadzorców majątku. Ci głosują nogami

Brytyjski fiskus powziął pomysł, aby wybranym podatnikom przydzielić stałych „menedżerów ds. podporządkowania się” (compliance managers). Ci ostatni będą funkcjonariuszami skarbówki oddelegowanymi do tego, by – pełniąc rolę swoistych podatkowych politruków – sprawować permanentny nadzór nad wyznaczoną sobie osobą, odpowiadając za jej finansową inwigilację oraz budowę jej kompleksowego profilu majątkowego. Celem jest naturalnie wyciśnięcie z takich osób większej ilości pieniędzy, których Wielka Brytania – czy też jej rząd –

Naturalnie owi nadzorcy nie będą patrzeć na ręce wszystkim podatnikom – choć nie dlatego, że brytyjski rząd wzdraga się przed coraz bardziej autorytarnymi rozwiązaniami, co z uwagi na koszty, które byłyby najpewniej ogromne. Chodzi tutaj o podatników „wysokowartościowych” – w rozumieniu wysokiej wartości środków, jaką rząd obiecuje sobie wydobyć od nich w formie ciężarów fiskalnych. Miliarderów, innymi słowy, których Wielka Brytania w toku prowadzonej przez całe dekady polityki starała się przyciągnąć do osiedlenia oraz inwestycji na Wyspach, oferując atrakcyjne warunki prawne i finansowe.

Docisnąć bogatych, i tak nikt ich nie lubi…

Ta polityka została jednak kompletnie zarzucona pod trwającymi obecnie rządami Partii Pracy. Nowo planowany mechanizm – już kolejny z rosnącej listy postrzeganych jako represyjne kroków rządu wobec tej grupy – zakłada stały, intensywny monitoring ich rozliczeń podatkowych przez Królewski Urząd Skarbowy i Celny (His Majesty’s Revenue and Customs, HMRC) – w sposób w praktyce zmieniający incydentalną lub okresowa kontrolę skarbową, i tak często uciążliwą dla zainteresowanych, w kontrolę trwającą bez końca. Połączone ma to być z radykalnym zwiększeniem zakresu personalnych informacji finansowych, których fiskus się domaga.

Brytyjska skarbówka chce bowiem danych na temat wszelkich posiadanych aktywów – w tym także tych, w stosunku do których Wielka Brytania nie ma prawnej jurysdykcji – a także struktur biznesowych i holdingowych, w których swe udziały mają takie osoby, ich inwestycji, zakładanych przez nich trustów, czy nawet zwykłych transakcji transakcji dokonywanych przez podatników z tej grupy. HMRC chce w tym celu wykorzystać zarówno własne rejestry (co normalne i oczywiste), jak i informacje od zagranicznych administracji skarbowych (co już normalne i oczywiste bynajmniej nie jest, i rodzi pytania, na jakiej podstawie miałaby ona je otrzymać).

Deklarowanym celem brytyjskiego fiskusa jest – jak zwykle – „zwiększenie ściągalności podatków”. Pod tym pojęciem w tym przypadku kryje się dokręcenie fiskalnej śruby zarówno pod kątem agresywności reżimu poboru podatków jak i, w niedalekiej perspektywie czasowej, ich skali. Wielka Brytania notuje bowiem coraz głębsze manko budżetowe, zaś rządy Partii Pracy – wcześniej Keira Starmera, zaś obecnie Andy’ego Burnhama – pomimo pogarszającej się sytuacji gospodarczej i powiązanych z nią, spadających wpływów skarbowych, odmawiają rozważenia szerszych cięć budżetowych oraz rezygnacji z kosztownych „ambicji” politycznych Laburzystów.

Wielka Brytania krwawi – kapitałem

W tej sytuacji rząd coraz agresywniej sięga po prywatne pieniądze – a obfitym i dostępnym źródłem tychże są właśnie miliarderzy, których od dawna zachęcano, by osiąść nad Tamizą (dodatkowo wzięcie na cel tej grupy jest obarczone stosunkowo najmniejszymi kosztami politycznymi pośród elektoratu). W kwietniu ub.r. zlikwidowano zatem przewidziany dla nich status „non-dom” (non-domiciled), który umożliwiał unikniecie opodatkowania aktywów i przychodów osiąganymi za granicą, zastępując go czteroletnim reżimem FIG (Foreign Income and Gains), obciążonym 12% podatkiem, który w 2027 r. ma urosnąć do 15%. Oczywiście inwestorzy, których przyciągnęły obiecywane swobody fiskalne, tych zmian, łagodnie mówiąc, nie akceptują.

Także teraz reakcja zainteresowanych, którzy mieliby otrzymać osobistych nadzorców. była przewidywalna. Inicjatywa spotkała się z ich strony z ostrym sprzeciwem: podważają oni zasadność przekazywania szerokiego, godzącego w personalną autonomię wachlarza informacji o swoim życiu i majątku. Z kolei środowisko doradców podatkowych mówi o naruszeniach prywatności, rosnących kosztach prawnych i ryzyku nieprzyjaznych działań administracyjnych wobec podatników. Miliarderzy nie tylko kwestionują kolejne fiskalistyczne zapędy władz, ale też coraz częściej głosują nogami. Czyli – uciekają z Wielkiej Brytanii.

Od stycznia tego roku zarejestrowano bowiem rekordową liczbę wniosków emigracyjnych. Zaledwie niedawno zdecydował się na to Chris Rokos, trzeci największy fizyczny płatnik podatków w kraju, przenosząc się do Grecji Wedle niektórych szacunków, do 2027 roku Zjednoczone Królestwo może odnotować odpływ kapitału przekraczającego 300 miliardów funtów – co stanowi systemowy cios w brytyjską gospodarkę i jeszcze bardziej zmniejsza bazę fiskalną w kraju. Laburzyści reagują jednak po swojemu – jesienią 2025 r. rząd groził wprowadzeniem karnego „podatku wyjściowego” dla bogatych podatników, którzy wyjadą, by uciec przed fiskalnymi ciężarami.

I choć tego pomysłu (na razie) nie zrealizowano, to reszta pomysłów fiskalnych władz – wespół z publicznie wyrażaną przez polityków chęcią „dociśnięcia” tej grupy – wystarczyła, aby wywołać istny eksodus wysokowartościowych podatników.